|
Kilka waznych spraw :
Powstanie bylo zle zaplanowane, powiedzmy ze nie do konca udalo sie wszystko zgrac w czasie. Problem w tym ze ludzie i tak by ruszyli na wroga. Nawet gdyby padl 31 lipca rozkaz "nie atakowac" ludzie i tak by ruszyli. Wszyscy sie spieszyli : kadra dowodzaca bo wiedziala co NKWD zrobi z nasza armia,ludnoscia cywilna i miastem - cywile bo nikt kto urodzil sie po wojnie nie zrozumie jak to jest zyc na kolanach przez 5 lat.
Mialem mozliwosc rozmawiac z wieloma osobami ktore braly udzial w powstaniu ( kilka z mojej rodziny ) i wszyscy jasno stwierdzali ze bez wzgledu na dyrektywy przedstawicieli rzadu poza granicami kraju, jak i sztabu dowodzenia AK walki i tak by sie zaczely. Wielu wspomina ze w czasie 2-3 tygodni przed wybuchem PW czlowiek czul jakby w powietrzu unosil sie proch strzelniczy, wszyscy wiedzieli ze bedzie wybuch, czekali tylko na iskre.
Mlodzi ludzie po pierwsze bardzo chcieli wygnac z Warszawy Niemcow.
Moze wydac sie to dla was dziwne, ale w tamtym czasie kazdy warszawiak mial przed oczami dwa, zupelnie kontrastujace ze soba obrazy "wielkich Niemiec" - Wielkich,brutalnych i wyzywajacych sie na slabszych,bezbronnych i zastraszoncyh, oraz pokonanych,rozbitych, ogoloconych z "wielkosci" zolnierzy wracajacych z frontu ( to nie bylo 40-42 rok, to byl juz epilog III Rzeszy ).
Po drugie i to tez bardzo wazne wiedzieli ze komunisci niedlugo przyjda a kazdy z nich doskonale wiedzial ze mimo wszystko sa oni naszym wrogiem.
Przywodcow mozna oceniac wedle wlasnych przekonan, ale lepiej wstrzymac sie od oceny walczacych w miescie mlodych,straszych,kobiet,dzieci - po prostu szeregowych w tej wojnie.
Komuchy namawialy i zagrzewaly do walki i kazdy wie czemu, dowodztwo nasze dalo w pewnych aspektach ciala - tyle i az tyle.
Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie
|