Dzisiaj przeszedłem samego siebie. Od jakiegoś czasu postanowiłem grać tylko małymi stawkami, jak za starych dobrych czasów LO (no, może trochę większymi, ale niewielkimi), długie kupony. Typowa weekendowa rozrywka bez nastawiania się na jakiś konieczny zysk/ sukces, bo przecież jak przegram 10, to świat się nie skończy, a jak czasem coś wpadnie, to będzie miło. Nie tak jak w wypadku porażki z kuponem za 500 zeta, ale do rzeczy. Otóż postawiłem sobie dziś kupon z 10 zdarzeniami, z których 4 miały miejsce dziś... i ....a mać miałem 4 pudła. :O

Stuprocentowa skuteczność, tylko szkoda, że nie w tą stronę.
Gargamel, jak nie radzisz sobie z presją bukmacherki, to zajmij się dzierganiem na drutach.
