W takim ustawieniu wczorajszy mecz rozpoczęła Wisła. Trudno nadać tej jedenastce jakąkolwiek łatkę. Najbliżej jest do ustawienia 4-2-3-1, jednak ja podzieliłbym drużynę na dwa bloki - ofensywny i defensywny. Dobrze widać do było przy ataku, gdy tym zadaniem trudniła się najwyżej ustawiona trójka, reszta drużyny czekała na kontry rywala.
Gra w obronie
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niskie ustawienie defensywnych pomocników - Sobolewski i Wilk blisko środkowych obrońców. Wilk asekurował wychodzących do przodu Diaza i Chaveza, natomiast Sobolewski pozostałą dwójkę defensorów. Czarek wybiegał często przed szereg przy pressingu, a wiemy, że lepiej mądrze stać niż głupio biegać. Przez jego niefrasobliwość nierzadko pojawiała się wolna przestrzeń, w którą wpadał bądź to Tom lub prawy obrońca drużyny z Łowecza (wybaczcie, nie pamiętam nazwiska). Wtedy jednym zagraniem mijano trzech, czterech zawodników i trudno było szybko ustawić obronę. Najczęściej salwowano się wybiciem piłki na aut lub rzut rożny. Kolejną konsekwencją niskiego ustawienia pomocników było zagęszczenie środka pola przy naszym polu karnym. Dlatego najczęściej akcje Litexu nabierały rumieńców przy zagraniu za plecy na skrzydło. Właśnie - zagrania za plecy. Litex starał się wyciągać Wisłę z dala od własnej bramki, ale rzadko im się to udawało. Dlatego starali się grać dłuższą piłką na skrzydłowych. Powodowało to sporą ilość dośrodkowań, które w większości były wybijane i rzadko trafiały celu. Pierwsze wrażenie było takie, że robią z nami co chcą. Jednak przy bardziej ogarniętych środkowych napastnikach, którzy potrafią dobrze walczyć w powietrzu, trzeba będzie zmienić taktykę i nacisk w obronie postawić na jej bokach, żeby odciąć wszelkie próby dośrodkowań.
Największe zagrożenie ze strony Bułgarów wychodziło ze stałych fragmentów gry - dwie poprzeczki mówią same za siebie. Komunikacja w grze strefowej jest ciągle bolączką naszej drużyny i miejmy nadzieję, że zostanie to poprawione. Bramka Toma padła po wspomnianym błędzie Wilka do spółki z Diazem. Na osobną burę zasługuje Jovanić, który wprowadzał niepotrzebną nerwowość w grze Wisły. Nie tylko poprzez swój warsztat bramkarski, który we wczorajszym meczu okazał się dosyć mierny. Jednak zwróciłem uwagę na to, że Serb był jakby oderwany od drużyny. Starał się pokrzykiwać, jednak wydawało się, jakby krzyczał w pustkę. W dodatku jego mowa ciała pokazywała, jakby dopiero pierwszy raz grał za tymi zawodnikami. Wiecie o czym mówię - jak idziecie z jakąś ekipą pierwszy raz na granie i wasza kolej na stanie między słupkami, to głupio wrzeszczeć na nieznajomych. Nie podobało mi się to zachowanie i drżałem na samą myśl o interwencji Jovanica. Gdyby bronił Pareiko, uniknęlibyśmy dzisiejszych wizyt u kardiologa.
Junior Diaz zaliczył słaby powrót do Wisły, ukazał wszystkie swoje wady - powolność, słaba koordynacja ruchowa, uciekanie się do fauli w niebezpiecznych rejonach. To ostatnie jest oczywiście konsekwencją dwóch poprzednich wad, co w dużym stopniu przyczyniło się do swobodnego hasania sobie Toma po prawym skrzydle. Miejmy nadzieję, że w najbliższym czasie Junior zminimalizuje swoje wady, lub będzie grać w taki sposób, by rywale nie mogli tego wykorzystać.
Po strzeleniu gola na 2-1, drużyna zdecydowanie się cofnęła, natomiast gra Litexu nie zmieniła się ani trochę, więc łatwiej przychodziła gra obronna.
Przez cały mecz drużyna utrzymywała pressing. Nie był to jednak gra w stylu Smudy, tylko była to umiejętna gra. Przy rozgrywaniu akcji przez Bułgarów daleko od naszej bramki, atak następował ze strony najbardziej wysuniętych zawodników, w tym bocznych obrońców i defensywnych pomocników. Gdy jednak niebezpieczeństwo kontry zostało zażegnane, zawodnicy z bloku obronnego cofali się pod własne pole karne. Wspierał ich środkowy pomocnik, który czekał na podanie i możliwość wyprowadzenia kontry. Największe pochwały zbiera ode mnie Radek Sobolewski - świetny mecz tego zawodnika. Prawdziwy kapitan i motywator. Przy minięciu się z piłką przez Jovanica, Radek podbiegł do niego kilkanaście metrów, by przybić z nim piątkę i dodać mu otuchy. Wielkie brawa dla naszego weterana.
Gra w ataku
Sposób rozgrywania akcji był bardzo prosty. Przejęcie piłki, jak najszybsze przeniesienie akcji pod pole karne przeciwnika i próba strzału. Środkowi obrońcy odcinali Genkowa od podań po ziemi, co skutkowało jego cofaniem się lub zejściem do boku. Jednak to nie przynosiło skutku. Znacznie większe zagrożenie wychodziło ze strony trójki Melikson-Nunez-Iliev. To trio często zmieniało pozycje, w zależności od sytuacji. Wychodzili do podań, umiejętnie grali bez piłki. Przy wyprowadzeniu akcji pomocne okazało się wykorzystanie gry z klepki najczęściej z Radkiem Sobolewskim. W ten sposób mijano kilku rywali i reszta akcji spoczywała na szybkości któregoś z ww. trójki.
Przy stałych fragmentach gry używano wykonawcy rzutu wolnego/rożnego (ktoś z trójki wysuniętych pomocników), czterech zawodników w polu karnym i Radka Sobolewskiego przy samej linii pola karnego, który czekał na możliwość oddania strzału z dystansu. Reszta zawodników miała za zadanie zapobieżenie kontrze lub zebraniu dalekich wykopów. Pierwsza bramka padła po "zbiórce" i gdy drużyna Litexu robiła pułapkę ofsajdową Sobolewski zagrał przeciw biegnącym nogom obrońców do znakomicie ustawionego Lameya. Holender zasługuje na dużą pochwałę, nie jest łatwo strzelić bramkę jak Xavi w Gran Derbi w 2004.
W drugiej połowie gra układała się podobnie. W okolicach 70 minuty obrona Litexu zaczęła wyżej wychodzić, co spowodowało kilka możliwości zagrania za plecy. Gol Meliksona padł po takim właśnie podaniu Wilka, który przejął wybitą piłkę i podał do wychodzącego Izraelczyka.
Ostatnie minuty to posucha w kontekście gry w ataku - z oczywistych względów. Celem numer jeden przy posiadaniu futbolówki stało się jej utrzymanie w mieli pomagać Garguła, który wszedł za Nuneza i Kirm - zmiana za Ilieva. Ten drugi jednak często tracił piłki, więc jego powrót na boiska trudno uznać za udany. Łukasz zagrał poprawnie, rywale rzadko odbierali mu piłki.
Jak zagrać w rewanżu?
Przede wszystkim - skutecznie. Zarówno w ataku, jak i w obronie. Wydaje się, że największym głupstwem byłoby zagrać wysoko, wtedy kontry mogłyby być zabójcze. W drugim meczu Litex musi strzelić co najmniej dwie bramki, co automatycznie stawia nas w lepszej pozycji, jeśli zagralibyśmy z kontry. Powinien wrócić Pareiko, który w trudnych sytuacjach potrafi wstrząsnąć obrońcami, oraz Małecki - szybki napastnik, złoto w szybkich kontratakach.
Podsumowanie
Wisła zagrała świetnie w ataku, ale przeciętnie w obronie, które wynikały głównie nie ze złego ustawienia, lecz z indywidualnych błędów, wynikających z deficytu umiejętności (Diaz, Jovanić) i ułańskiej fantazji (Wilk). Nie ulega wątpliwości, że lepszy przeciwnik potrafiłby lepiej zagrać przy wolnym Diazie i chimerycznym środku obrony. Jednak miejmy nadzieję, że i Wisła nie pokazała pełni swoich możliwości i w dalszych grach (włącznie z rewanżem) poprawi wszelkie mankamenty.