|
Napiszę parę słów o Liteksie. Są dobrzy technicznie. Mieli optyczną przewagę, ale przegrali jak ostatni frajerzy z drużyną o wiele dojrzalszą, grającą wyrachowany, nieprzyjemny dla przeciwnika futbol. Stworzyli sobie kilka sytuacji, których poza jedną nie umieli wykorzystać. Śmiem twierdzić, że gdyby był Małecki i Pareiko, przegraliby wyżej. Głębokie ustawienie naszych defensywnych pomocników było świetnym posunięciem, kluczowym dla obrazu meczu: dało przewagę Liteksowi w posiadaniu piłki, ale nieźle zneutralizowało ich arsenał zaczepny. Mieli właściwie dwie szanse: dziurę na naszej lewej (szansę tę zresztą wykorzystywali uparcie) i stałe fragmenty gry.
Wisła była lepsza, bo wygrała, bo narzuciła dogodny dla siebie sposób gry, bo umiała skutecznością pomóc szczęściu.
Liteks był słabszy, bo przegrał, bo nie umiał przełożyć przewagi w posiadaniu piłki na przewagę na tablicy wyników, bo nie umiał wykorzystać słabości naszej lewej strony.
Czytając posty meczowe i pomeczowe, dochodzę do przykrego wniosku, że wielu z nas kocha Wisłę toksycznie, wymaga od niej niemożliwości (grać pięknie, skutecznie, nie tylko na zero z tyłu, ale nawet na zero sytuacji dla przeciwnika, być zawsze lepszym od przeciwnika we wszystkich elementach gry, nie mieć ani chwili słabości). Efekt? Drużyna odniosła duży sukces, wygrywając NA WYJEŹDZIE bardzo ważny mecz z mistrzem Bułgarii - a na forum - zamiast dumy i radości - fochy, kręcenie nosami, bo nie tak, bo szczęśliwie, bo niby wygralismy, ale tak, jakbyśmy przegrali, bo przeciwnik miał swoje szanse, bo nasi piłkarze popełniali błędy. To niech jeden z drugim zrobi w życiu coś, cokolwiek, coś drobnego na początek, ale na takim poziomie perfekcji, jakiego wymaga od naszej drużyny.
Powód: interpunkcja
Ostatnio edytowane przez crux.a : 27.07.2011 o godz. 09:16.
|