Ciekawy wywiad z Michałem Globiszem..gość czyta w moich myślach. Tekst o polskich piłkarzach..więc praktycznie nie dotyczy Wisły
" Polski piłkarz zadowala się pierwszym lepszym kontraktem. Jest minimalistą i leniem. Nie zdaje sobie sprawy, że gdyby trochę nad sobą popracował, mógłby mieć nie 20 tys. zł miesięcznie, ale 200. Na Zachodzie zawodnik startuje z innego pułapu. Wie, że trzeba zapierd..., by osiągnąć sukces i - co za tym idzie - wielkie pieniądze.
- Zdolni piłkarze są, ale nie umiemy ich poprowadzić. Podam przykład. Kiedy gramy międzypaństwowy mecz juniorów, a rywale zastosują pressing, nasi piłkarze wpadają w popłoch i wybijają piłkę na oślep. A gdzie on ma się tego nauczyć, jeśli w rozgrywkach wojewódzkich są dwa silne kluby, np. na Wybrzeżu Lechia Gdańsk i Arka Gdynia. Czyli to są dwa mecze w sezonie! Resztę wygrywają po 10:0, bo rywale są tak słabi, że sami oddają im piłkę. Potem taki piłkarz jedzie na kadrę i nie potrafi wymienić pod presją dwóch podań.
- Jak się chce, to można. Można przyjść 15 minut przed treningiem, zostać chwilę dłużej. W Lechii miałem Dariusza Wójtowicza i Jacka Grembockiego. Kazałem im z odległości 25 m podać sobie piłkę do nogi 50 razy - raz lewą, raz prawą. Mieli zdać raport, jak wykonają zadanie. Przychodzi jeden i mówi: "Czterdzieści dwa". A ja na to: z powrotem. I wracali ćwiczyć. Dziś tego nie ma. Przyjeżdża piłkarz na trening, pobiega godzinę, pod prysznic i do domu. Dziś piłkarze nie mają charakteru, nie mają zacięcia. Dlaczego pływacy czy muzycy zasuwają po kilka czy kilkanaście godzin dziennie? A polski piłkarz nie potrafi dośrodkować z rzutu rożnego! Rozumieją panowie? Ze stojącej piłki nie umie! Nie umie, bo nie trenuje. W latach 60. koszykarz Jurkiewicz po treningu zostawał w hali, gdzie miał swoją klepkę na parkiecie. I rzucał z niej z zamkniętymi oczami tysiące razy! Jak przychodził mecz, nie było na niego mocnych. Trafiał po kilkadziesiąt punktów… Polski piłkarz skupia się na wszystkim innym, tylko nie na treningu. Idzie na łatwiznę, a potem musi walczyć nie tylko z przeciwnikiem, ale także z piłką, bo mu przeszkadza. Dlatego namawiam zawodników na wyjazd za granicę, oczywiście nie w wieku pięciu lat. Miałem w kadrze Janotę. W Polsce mijał rywali jak tyczki, wyjątkowy talent. Ale jak poszedł do Feyenoordu, okazało się, że takich Janotów było 200. Każdy pach, pach, pach, drybling. Ale mimo że się nie przebił, poznał profesjonalne podejście do piłki, nauczył się języka. I jak wróci do Polski, to nie jako przegrany. Będzie miał przewagę nad innymi piłkarzami. Dobrym przykładem jest powrót do Polski Kupisza i Mili. Tak na marginesie, na miejscu Smudy dałbym temu drugiemu jeszcze szansę w reprezentacji."