flamengista napisał(a):

A szansa taka jak w tym roku może się nie powtórzyć. Zmęczony po Giro Contador nie był sobą - choć w ogóle nie powinno go tu być.
Swoją drogą, ładnie się Alberto "pokazał" we wczorajszym etapie. Waląc po mordzie kibica z pewnością zyskał rzesze sympatyków.
Armstrongowi kibice wielokrotnie przeszkadzali, jeden raz nawet go wywrócili - ale on potrafił zachować klasę. No i jego na dopingu nie złapali.
Za Contadorem smród się będzie ciągnął jeszcze długo. Szkoda, bo był materiałem na nowego kolarskiego idola. Wielkiego mistrza jak Hincapie, Merxx, Indurain czy Armstrong.
|
Używaj słów które opisują daną sytuację a nie tworzą rzeczy które miejsca nie miały - 'walnął w mordę'

- bez żartów, to było pacnięcie 2 letniego dziecka a nie bicie w ryj, chyba że uważasz że każdy kontakt ręki z twarzą to walenie w mordę;>
Sytuacja do zapomnienia w tydzień.
A co dopingu....nie czarujmy się.Amstronga nie złapali.I to niby dowód że nie brał?Nie sądze by którykolwiek z tzw cyborgów jechał na czysto, szczególnie w przeszłości gdzie kolarze wpadali jak muchy a co najlepsze na samym dopingu to tylko część a reszta z torbami pełnymi koksu, sprzętem do przetaczania krwi itp.
Nie wierze że byli koksiarze i był nadczłowiek Armstrong co na odżywkach jechał z koksami aż miło szczególnie że wieloletni 'lekarz' Armstronga został prawomocnie skazany za podawanie dopingu innym kolarzom.Rozumiem że innym prochy a jemu odżywki;>?
A to że nie złapali? - wielu nie złapali.Wiadomo że podstawą dopingu jest nie sam koks a tak by ten koks ukryć.Riisa też z tego co pamiętam nie złapali a po wielu latach sam się przyznał.
A tegoroczny Tour to chyba krok do przodu jeśli chodzi o doping.Tu już nadludzi nie było - nie było sytuacji gdzie wszyscy oddychają już rękawami a wyskakuje koleś co wygląda jakby chwilę temu ruszył na trasę.
Niby to szachy były , niby się bali, nie chcieli(przynajmniej tak to komentatorzy przedstawiali).Ta gadka 'a czemu on tego nie zrobił, a czemu nie zaatakował a czemu tak późno' itp - szczerze powiedziawszy już mnie zaczynała drażnić bo gołym okiem było widać że tam nie było kozaka.Nie było nikogo kto by miał siłę na prawdę odskoczyć/przycisnąć więc jeden patrzył na drugiego i bardziej się cieszył że ten drugi nie odjeżdża a nie sam myślał o ucieczce.
A Voeckler to mnie tylko drażnił - ambicji mu nie odbieram ale te jego gesty, to puszenie się w tej koszulce, jakieś pretensje, rzucanie bidonem.Jak dla mnie wczuł się za bardzo w rolę.