Wyświetl pojedynczy post
Michal_1990
Senior Member
 
 
Od: 07.2009
Skąd: Południowe Podlasie

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#1493
Stary 14.07.2011, 14:20
Jak zagrali nasi zawodnicy ? Siergiej Pareiko dobrze grał na linii, nieco gorzej na przedpolu, chociaż w meczu z takim przeciwnikiem jak Skonto, powinien być bezrobotny. Obrona - skreślony przez wielu Michael Lamey zagrał wczoraj całkiem dobry mecz. Dobrze się ustawiał, przecinając długie podania i choć był mało aktywny w ofensywie, to po jego dośrodkowaniu padł gol. Niestety szybkość jest słabą stroną tego piłkarza.
Dragan Pajlić po raz kolejny pokazał, że lepiej gra w pomocy niż jako obrońca. Sporo strat i prostych błędów, które w starciu z poważnym rywalem mogą być opłakane w skutkach.
Osman Chavez i Kew Jaliens grali dobrze do 40 minuty. Każda próba ataku Łotyszy była rozbijana przez naszych stoperów. Chavez popełniał błędy przy wyprowadzaniu piłki i to stwarzało potencjalne zagrożenie. Ponadto w końcówce spotkania, gdy Kew przegrał pojedynek z graczem Skonto, Honduranin stał w miejscu, chcąc podziwiać paradę Pareiki w sytuacji sam na sam. Na nasze szczęście, bez konsekwencji. Jaliens, zwłaszcza w drugiej połowie popełniał błędy, co stoperowi z takim CV po prostu nie wypada. Nie wątpię, że jest to dobry, doświadczony piłkarz, ale czy gra na miarę oczekiwań ?
Radosław Sobolewski - moim zdaniem, wszystko, co dobre, już Wiśle dał. Krzywa formy "Sobola" nie będzie pokrywać się z krzywą wartości franka (tego szwajcarskiego). Ambicja, waleczność, doświadczenie - tego nie można odmówić Radkowi. Ale ma już 35 lat i jego szybkość, podejmowanie decyzji na boisku jest coraz słabsze. Wczoraj jego wiele podań kończyło się stratą. Zaś Cezary Wilk dobrze grał w pierwszej połowie. Jednak w drugiej połowie jakiś schowany, niewidoczny. Dwójka defensywnych pomocników nie grała tak, jak w meczach z Lechią, Lechem i Cracovią, gdzie wspierali obrońców i neutralizowali zapędy rywala.
Maor Melikson rozegrał dobry mecz. Mimo, że nie mógł pokazać swoich największych atutów, czyli szybkości i dryblingu, stwarzał zagrożenie pod bramką Malinsa. Ivica Iliev próbował szarpać lewym skrzydłem, dryblować, jednak brakowało mu wsparcia. Pomimo słabszej II połowy można go ocenić pozytywnie. Patryk Małecki - wczoraj jeden z najsłabszych na boisku. Bezsensowne długie holowanie piłki, walka z kilkoma obrońcami, spowalnianie gry, próby strzału z każdej pozycji. Niestety, był do zmiany po 45. minutach. "Mały" musi zrozumieć, że piłka nożna jest grą zespołową. Sam meczu nie wygra, walcząc z 4 obrońcami. Cwetan Genkow - bez szans w pojedynkach główkowych w polu karnym Skonto. Nie otrzymywał zbyt wielu podań, ale też nie pokazywał się do gry partnerom z drużyny. Występ poniżej oczekiwań. Zastępujący go David Biton cofał się do linii pomocy, by wesprzeć kolegów. Trafił na okres przestoju i rozluźnienia w grze.
Podsumowując: Gdy Wisła nie lubi grać z takimi rywalami, którzy "murują" bramkę. (vide mecz ze Śląskiem). Gdy przeciwnik nie broni się za wszelką cenę, potrafimy stwarzać sytuacje strzeleckie. Prawdopodobnie na takiego trafimy w 3 rundzie. Tylko, że ten przeciwnik potrafi atakować lepiej niż Skonto, co przed 3 rundą nie napawa optymizmem. Poprawa gry obrony jest bardzo istotna, mając w perspektywie dalsze rundy eliminacji i awans do fazy grupowej LM/LE. Ale to zadanie dla trenera Maaskanta i naszych zawodników.

Nie nazwałbym tego co pokazała Wisła "padaką" czy "kompromitacją". Oczywiście daleki jestem od pochwał, ale spójrzmy obiektywnie. Osoby, które poczuły się rozczarowane, najczęściej typowały 4:0 lub 5:0 dla Wisły.
Taki wynik wczoraj nie był możliwy. Dlaczego ? Skonto broniło się 10 piłkarzami na trzydziestym metrze. Najlepiej określić ten sposób gry jako "obrona Częstochowy" i długa piłka do kogoś z przodu. Przy tak zmasowanej obronie Wiślakom ciężko było wypracować tzw. "setki". Atak pozycyjny nigdy nie był silną stroną Białej Gwiazdy, dopiero od Maaskanta uczymy się cierpliwego, konsekwentnego rozgrywania piłki i zgubienia obrony przeciwnika. Bez większych problemów dochodziliśmy do pola karnego Skonto, ale w tym miejscu zaczynały się problemy. Próbowaliśmy dośrodkowań, ale wynik pojedynku Genkov vs 3 obrońców Skonto był z góry wiadomy. Inna sprawa, że te dośrodkowania były za lekkie albo niecelne. Brakowało krótkich, szybkich podań na małej przestrzeni i ruchu do piłki.
W drugiej połowie Wiślacy chcieli wciągnąć Skonto na naszą połowę, "zaprosić" do atakowania, żeby rozlużnić zasieki rywala. Prawie się to udało, gdy po faulu w ataku zawodnika z Rygi, Wisła szybko rozegrała rzut wolny, piłka znalazła się u Meliksona, ten świetnie wypatrzył Ilieva, któremu zabrakło pół metra, żeby przejąć piłkę i strzelić bramkę. Im bliżej było do końca meczu, tym większe rozluźnienie w naszym zespole. W meczach pucharowych potrzeba trochę cwaniactwa, mamy korzystny wynik, kwadrans do końca, gramy w przewadze, a Skonto ma w tym czasie najlepsze okazje do strzelenia gola. To są puchary - jeden błąd może zadecydować o awansie rywala. Trener Maaskant zwracał uwagę na koncentrację przez cały mecz na treningach i powinien robić to nadal. Gdy jeden z piłkarzy popełni błąd, kolega ma go asekurować. To nie liga, w której mamy 30 kolejek i możemy pozwolić sobie na kilka porażek.
Ostatnio edytowane przez FraMat : 14.07.2011 o godz. 15:17.

"Nawet jeśli przegrywasz, to krótko musi trwać,
bo mistrza ten zdobywa, który potrafi grać"
Odpowiedz cytując