wislak68 napisał(a):

Pozwolisz że odniosę się tylko do tego wątku (mam nadzieję że jeśli chodzi o pozostałe sprawy doszliśmy do jakiegoś konsensusu).
Mam wrażenie że nie zrozumiałeś do końca mojego argumentu. Jeśli przyjmujesz że do okrągłego stołu układ z czerwonym to była "zdrada" a po tym wydarzeniu był to "polityczny kompromis" to z całym szacunkiem ale milcząco przyznajesz kurowałom monopol do decydowania co było a co nie było patriotyczne i politycznie słusznie (a to jest to o co im dokładnie chodzi). Jak daleko zajechaliśmy na tym paradygmacie widać chyba najlepiej w chwili obecnej. Powstała czerwono-różowa oligarchia "oświeconych" która była marzeniem michnikowców juz kilkadzisiąt lat temu.
I naprawdę nie trzeba było być "super przenikliwym politycznie" żeby wiedzieć co się święci jeśli weźmie sie pod uwagę polityczne korzenie michnikowszyzny, ich zagraniczne powiązania czy sposób w jaki traktowali "konkurencyjne" nurty opozycji (od czasów ROPCiO poprzez pierwszą Solidarność aż po opozycję post-solidarnościową). Powiedział bym wręcz że Glemp musiał by być wyjątkowo mało bystry żeby nie widzieć co się święci. Myślę też że w tym kontekście trzeba patrzyć na pewien dystans który Glemp miał w stosunku do np: księdza Popiełuszki (myślę że nie chodziło mu o to że ksiądz Jerzy jechał z czerwonym ale że w tej swojej walce dawał się instrumentalnie wykorzystywać michnikowcom).
Masz wątpliwości czy "strona katolicko- narodowa jeżeli miała by silniejszą pozycję w 1989 roku skierowała by Polskę na właściwe tory". Ja też. Na to pytanie nie odpowiemy dziś jednoznacznie. Tym niemniej zwróć uwagę na trzy aspekty:
1. Po pierwsze wiemy jaki efekt dało zblatowanie czerwonego z różowym. I moim zdaniem "na właściwych torach" nie jesteśmy.
2. To wcale nie musiało być tak że ewentualnym partnerem czerwonego będzie "strona katolicko-narodowa". Równie dobrze mogła to być jakaś inna opcja względnie konglomerat różnych opcji. I wtedy argument o opcji rosyjskiej w polityce zagranicznej traci na znaczeniu.
3. Zauważ też proszę że opcja "katolicko-narodowa" dogaduje się dość dobrze również z obecnym układem (patrz na pozycję Giertycha przy Sikorskim) a jakoś nie widać zasadniczych przewartościowań w polityce zagranicznej (aczkolwiek o zmianie w "rozłożeniu akcentów" możemy już mówić).
|
Ale ja wcale nie uważam, że Okrągły Stół to był polityczny kompromis, który nas skierował na właściwe tory

. Wręcz przeciwnie to błędom (albo raczej perfidnym działaniom) tamtego okresu zawdzięczamy patologię życia politycznego, medialnego, gospodarczego po 89 roku. Chciałem zwrócić uwagę, że inne nurty niż "różowy" też nie gwarantowały właściwego kierunku zmian: jakiejś formy rozliczenia i odzyskiwania suwerenności, oczyszczania służb specjalnych. Najbliżej do ideału (i tu się chyba zgodzimy) było Kaczyńskim i Olszewskiemu z tym, że Kaczyńscy też wchłonęli po latach w swoje szeroko pojęte środowisko ludzi, którzy moim zdaniem tam pasowali jak pięść do nosa, i od wymienieniem kilku z nich otworzyłem "puszkę pandory" (chociaż przyznaję, że sama ich obecność głównemu, właściwemu kierunkowi zmian nie szkodziła). Jeżeli chodzi o politykę zagraniczną to martwi mnie, że ś.p. prezydent profesor Lech Kaczyński raczej nie znajdzie kontynuatora, chociaż jeszcze się łudzę, że 9 października nie zobaczę tryumfującego Donalda. Ogólnie polemika z Tobą jest rzeczowa (chociaż wyczerpująca intelektualnie) , chyba czas ogłosić tak jak napisałeś przynajmniej częściowy konsensus

