Wyświetl pojedynczy post
krzykacz
Junior Member
 
 
Od: 05.2011

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#13107
Stary 03.07.2011, 21:54
Co do sporu o komunizm i antykomunizm to Miłosz budzi we mnie duże wątpliwości, Sołżenicyn mimo, że był kiedyś członkiem partii wykonał duży wysiłek aby ukazać ludziom zbrodnie komunizmu, wątpię czy równie dużo żeby się zrehabilitować zrobili Bender, Jasiński i Kryże (ten ostatni formalnie nie był w PiS ale był bliskim współpracownikiem Ziobry), Piłsudski był socjalistą w okresie kiedy socjalizm był mocno związany z walką niepodległościową, a po rozłamie w PPS został w tej części partii, która pozostała niekomunistyczną. Donalda mówiącego w "Nocnej zmianie" : "panowie liczmy głosy" oczywiście widziałem i zdaję sobie sprawę, że PiS jest partią, która obrała najbardziej antykomunistyczny kierunek i jeżeli na kogoś z' bandy czworga" zagłosuję to właśnie na nich ale jeżeli wzywa się dekomunizacji to powinno się być konsekwentnym i zdekomunizować własne szeregi. Niestety partie masowe podlegają "żelaznemu prawu oligarchii" co oznacza, że całą partię trzyma za pysk wąska elita i głównym kryterium przydatności dla partii jest lojalność wobec elity (życiorys ma tu mniejsze znaczenie). Co do wolnego rynku to nawet na nim istnieją bariery: presji społecznej i rodzinnej (nie każdy może sobie pozwolić na okres "bez pracy"), czasu jaki potrzeba na znalezienie pracy, odległości jaką trzeba pokonać, bariery kulturowe (to wiąże się z poprzednimi ,Polacy to nie Amerykanie, którzy spakują się w jeden dzień i pojadą na drugi koniec kraju do roboty, liberał powie to ich problem, że są niedostosowani) także to nie jest tak, że po zwolnieniu z pracy lub odejściu szybciutko znajduję się nową (a w skrajnie wolnorynkowym systemie z zasiłkami jest cienko). Moim zdaniem, tak jak pisał Lech Karol Neyman, przedwojenny ONR-owiec prawo do pracy powinno być podstawowym prawem człowieka, a w pracy awansować się powinno za zasługi, a już dzisiaj w Polsce dobrą pracę znajduje się raczej dzięki znajomościom ( a w skrajnie liberalnym systemie mogło by być jeszcze gorzej pod tym względem). Poza tym jeśli rzeczywiście mniejsze obciążenia dla pracodawców i łatwiejsze zatrudnianie i zwalnianie= wzrost płac, to czemu ultraliberalne środowiska nie forsują rozwiązań prawnych, które by sztywno ustalały, że jeżeli zysk rośnie o x to płaca rośnie o y? (wiem że to trochę utopia ale skoro wyżej wymieniona zależność to niemal przyrodnicze prawo to czego się boją?)