Tak z innej beczki - co sądzicie o akcji 'nie jeżdżę na kacu' a może nie samej akcji bo to w 100 procentach słuszna sprawa ale samemu jeżdżeniu

U mnie to jest tak - jestem ekstremalnym przeciwnikiem wsiadania za kółko po pijaku, niestety jestem z tej większości której to się zdarzyło - jak dobrze pamiętam x 2 i w zasadzie nic nie mam na usprawiedliwienie, oprócz tego że byłem młody i głupi.No ale to było kilkanaście lat temu i od tego czasu nigdy.To jest też chyba jedna z niewielu sytuacji gdzie mógłbym zabić, jakby jakiś pijany 'pedał' mnie skosił - zakładając oczywiście że przeżyłbym i miał bym siłę wyjść z auta.
Ale na kacu zdarzało mi się jeździć wiele razy, od dłuższego czasu to raczej nie ale wcześniej różnie było -gdzie jazdę na kacu rozumiem jazdę gdzie nie czujesz żadnych tzw pozytywnych efektów picia a jedynie te negatywne czyli nie po kilku godzinach 'po' a po kilkunastu.
Oczywiście policje to wali czy masz promile bo się najebałeś czy że jeszcze nie zeszło i to jest oczywiste ale dla mnie obie jazdy to jest zupełnie inna bajka.
Po pijaku jasna sprawa - im więcej tym większy potencjalny morderca na drodze - reakcja zwolniona, wyobraźnia też a kozactwo jak u kierowcy F1.
Natomiast na kacu jest odwrotnie - człowiek jest zmęczony i poschizowany - zero brawury a wręcz odwrotnie, zdajesz sobie sprawę że kiepsko z tobą, więc starasz się jechać jak najbardziej bezpiecznie i ta schiza że nawet jeśli będzie wypadek nie z twojej winy albo jakaś tzw rutynowa kontrola, to dmuchniesz to 0.3 albo co gorsza 0.6 i jest przesrane, mimo iż jesteś trzeźwy jak świnia i równie dobrze możesz nie mieć nic
Generalnie stres na kacu mimo iż zdawałem sobie sprawę że najpewniej nie mam nic w sobie, mnie dobijał ale nie chcę by to co napisałem było odebrane jako jakaś próba tłumaczenia się bo sprawa jest jasna - pijesz, na drugi dzień nie zbliżasz się do samochodu - tak to powinno wyglądać