|
Wbrew wielu narzekaniom polityka transferowa Wisły wydaje mi się rozsądna. Oczywiście wolałbym Daniego Alvesa zamiast Lamey'a, ale zdaję sobie sprawę, że mnie i innych kibiców od Stana różni także i to, że on - na szczęście - nie ma takich mocarstwowych ciągot jak my. Rozwaga naszego dyrektora i widoczna ostrożność w wydawaniu pieniędzy są w moim przekonaniu powodem do umiarkowanego optymizmu. Wygląda na to, że Stan z Robertem budują nam drużynę, która po pierwsze będzie miała pewne (moim zdaniem niewielkie) szanse na awans do LM, a którą - po drugie - będziemy mogli utrzymać także wtedy, gdy puchary zakończą się klapą. Nie podnieca mnie los Artmedii, która piękny epizod europejski przypłaciła katastrofą. Wolę, aby drużynę na Ligę Mistrzów budowano stopniowo, bez ryzyka krachu, bez stawiania wszystkiego na jedną kartę. Precyzyjniej: piłkarze mają walczyć do upadłego, właśnie stawiać wszystko na jedną kartę, za to od władz klubu wymagam jednak kunktatorstwa.
Dlatego cieszy mnie zatrudnianie piłkarzy obytych, uniwersalnych, z kartą w ręku. Czytałem tu, że Iliev to gość, który nigdzie nie może zagrzać miejsca. Być może właśnie dlatego było nas na niego stać; sądzę, że próbujemy budować przewagę, licząc na osobość trenera, który chyba dobrze radzi sobie z graczami trudnymi, po kontuzjach itd. Czytałem tu, że zatrudnienie Jovanovicia to dowód na brak budowanej od miesięcy listy kandydatów na poszczególne pozycje. Widzę to inaczej, dla mnie to dowód na elastyczność Stana: kłopoty tego gracza z dyskwalifikacją sprawiły, że zajął nagle pierwsze miejsce na tej liście. W przeciwnym wypadku kosztowałby po prostu za dużo i nie mielibyśmy na niego szans.
Jest dobrze i są dane ku temu, by wierzyć, że będzie lepiej. Wolę to niż sytuację typu: jest świetnie, ale jeśli nie awansujemy do LM, nastąpi katastrofa.
|