|
Powiem tak - czytam niektóre posty z herbem pewnego Tallińskiego klubu mieniącym mi się przed oczami. Wypisz, wymaluj - ta sama sytuacja co przed Levadią. Skonto Ryga, mistrz Łotwy to: drużyna na poziomie drugiej ligii polskiej, cieniasy, pressing to dla nich czarna magia - ogólnie to rozjedziemy ich n do zera, a jedyną zagadką jest ile bramek zaapilikujemy tym łamagom z nad Bałtyku. Melikson będzie z nimi jeździł, Genkov ich rozstrzela etc., etc..
My kibice Wisły Kraków z wiadomych względów powinniśmy być szalenie wyczuleni na takie stwierdzenia. Nabierzmy trochę pokory, bo mecz się nawet jeszcze nie zaczął.
Poza tym chyba zapominacie o jednej bardzo ważnej rzeczy. Te zespoły będą grały w piłkę nożną. Grę, która jest niesamowicie nieprzewidywalna i wie to każdy, kto choć raz sparzył się na 'pewniakach' u buka. Nieraz decyduje nic innego jak szczęście. A co będzie jeżeli Skonto się zamuruje u siebie, wpadnie im gol po rogu, a później zamurują się jeszcze bardziej jak przykładowo Śląsk? A w rewanżu udana obrona Częstochowy ala Valerenga Oslo w pamiętnym meczu? Myślicie, że Wisła była wtedy słabsza niż teraz? Otóż nie była, a drużyna która odpadła z Dinamo, była chyba najsilniejszą Wisła od 1978 roku.
Z natury jestem optymistą i też sądzę, że ze Skonto sobie poradzimy. Ale ludzie zrozumcie, że piłka to sport nieprzewidywalny, czasami o wyniku decydują detale. Nie wybiegajmy myślami w przyszłość - skoncentrujmy się na maksymalnej mobilizacji z Łotyszami. Im bardziej sobie będziecie wmawiać, że Skonto to kelnerzy, tym boleśniejszy (tfu, tfu, tfu - odpukać po stokroć) będzie upadek. A ze Skonto już raz graliśmy i o ile mnie pamięć nie myli, spacerki to raczej nie były.
1q2 świetnie to wszystko streścił. Nic dodać, nic ująć.
Some people think football is a matter of life and death. I assure you, it s much more serious than that. Bill Shankly
Listen fucking stars - you're breaking our hearts!!
|