Wyświetl pojedynczy post
Antystenes
Banita
 
Od: 09.2010

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#646
Stary 26.06.2011, 21:41
zajacek napisał(a):Wyświetl post
Nie moja rola, ale sorry, nie podobają mi się takie osobiste wycieczki.
Akurat ja do Janasa pretensji wielkich nie mam bo nie wiem, jakie dokładnie informacje wtedy przekazał. Według mnie Levadia była słabym przeciwnikiem, co pokazała na boisku tyle, że my zagraliśmy z nimi kompletną kaszanę, jakbyśmy byli na jakimś mega początkowym etapie przygotowań i gra wyglądała tak, jak na pierwszych zimowych sparingach ostatnio (z norweskimi traktorzystami było 0:4 i 0:2 chyba).
Był jeden i tylko jeden winny tego blamażu,
Polecam wywiad z Janasem..

Cytat:
Andrzej Klemba: Zwycięstwo Levadii 7:1 na wyjeździe zrobiło na Panu wrażenie?

Rafał Janas: A wcale niekoniecznie.
Wiedziałem, z jakim przeciwnikiem zagra Levadia, a do tego znałem wyniki, jakie nasz rywal osiąga w lidze estońskiej. Spodziewałem się tak wysokiego wyniku i tak się stało. Liga jest bardzo podzielona, jeśli chodzi o poziom. Jest kilka zespołów, które prezentują jako taką piłkę nożną. Reszta mocno odstaje i prosi o jak najmniejszy wymiar kary. I właśnie takiego przeciwnika - beniaminka FC Kuressaare - miała Levadia. Klub prezentował poziom polskiej II ligi albo jeszcze niższy. Przez 70-75 proc. czasu Levadia miała piłkę, a mecz toczył się właściwie na jednej połowie.

To jakie wnioski można wyciągnąć z tego spotkania?

- Wcześniej widziałem kilka spotkań Levadii na płytach DVD. Chciałem na żywo potwierdzić obserwacje, bo na nagraniach nie widać całego boiska i jak się zachowują piłkarze, którzy akurat nie są przy piłce.

Jak od strony technicznej wyglądał Pana wyjazd? Jedzie Pan oficjalnie czy incognito?

- Wisła zaanonsowała mój przyjazd na stadion. Nie było z tym żadnych problemów, bilety na mnie czekały. Gorzej było z przyjazdem, bo okazało się, że Kuressaare leży ponad 200 km od Tallina, i na dodatek na wysepce. By tam dotrzeć, płynąłem promem. Mecz oglądałem w towarzystwie polskiego ambasadora i około 200 kibiców. Stadion był bardzo mały, jakby z poprzedniej epoki.

11 lipca Levadia gra też w lidze. Jedzie Pan jeszcze raz czy już nie ma takiej potrzeby?

- Ustaliliśmy z trenerem Maćkiem Skorżą, że nie ma sensu ponownie jechać. Tym bardziej że rywal będzie podobnej klasy jak ten, którego oglądałem w środę. Gdyby to był silniejszy przeciwnik, pewnie bym pojechał. Ta jedna obserwacja w zupełności nam wystarczy.

Jakie mocne strony ma Levadia?

- Siłą Estończyków jest ofensywa. Ich gra bazuje głównie na czterech graczach. Przede wszystkim na reprezentancie kraju, prawym pomocniku Sanderze Purim. Na boisku trener Levadii najczęściej stawia na trzech napastników, z tym że jeden z nich wciela się w rolę lewoskrzydłowego, choć często wymieniają się pozycjami. To Nikita Andriejew, Władimir Gusjew i Indrek Zelinski. Tej siły ofensywnej powinniśmy się obawiać. Zelinski i Konstantin Nakh to bardzo doświadczeni gracze. Mają ponad 30 lat, ale nadal brylują w drużynie. Może nie imponują szybkością, ale nadrabiają wyszkoleniem technicznym i sprytem. Nakh potrafi dokładnie podać, a Zelinski celnie uderzyć z dalszej odległości. Z kolei wspomniani Puri i Andriejew mają zaledwie 21 lat. Ten drugi był nawet na testach w Legii. Napastnicy i Puri zdecydowanie się wyróżniają, ale poziom ligi utrudnia zweryfikowanie ich umiejętności.

Skoro Levadia grała głównie na połowie rywala, trudno chyba było dostrzec słabe strony w defensywie?

- To prawda, ale na płycie obejrzałem mecz z Florą Tallin. Levadia wygrała u siebie tylko 3:2 i jest spory materiał, by pokazać zawodnikom, jakie błędy popełniają rywale. Nie chcę o nich mówić, bo nawet kibice na meczu wiedzieli, kim jestem i po co przyjechałem. Powiem tylko, że wiem, jak ugryźć Levadię.

Wisła przed meczem drugiej rundy eliminacji Ligi Mistrzów stara się robić transfery, a Levadia?

- Z tego co się dowiadywałem, nikogo nie kupili i nic nie wskazuje, by dokonali jakiegoś transferu.

Analiza zwiększyła optymizm?

- Zdecydowanie. Levadia jest silna w swojej lidze, ale to rywal spokojnie w naszym zasięgu. Wyniki 7:0 czy 7:1 robią jakieś tam wrażenie na nas, ale przekonałem się, jaki jest poziom rywali, i bierzemy na to poprawkę. Narzucimy nasz styl gry i jestem przekonany, że zwyciężymy.


Więcej... http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,358...#ixzz1QPpFvyGO

Rozumiem..można mieć poczucie wewnętrznej siły, czuć przewagę, ale po co się nadymać jak bufon co to my nie jesteśmy, jaki żałosny stadion z "minionej epoki" ma przeciwnik, po co trąbienie o "przekonaniu o zwycięstwie"?
Takie lekceważenie rywala, wyśmiewanie, niedocenianie i "przekonanie" o łątwym zwycięstwie kosztowało Wisłę kilka frajersko oddanych szans pokazania się w pucharach.
Łudzę się, że to tylko polska mentalność, przypisywać sobie 3pkt przed meczem, dlatego jestem optymistą, że tylko kibice na forum, niczym Janas "rozgryźli łatwego przeciwnika", a Maaskant i zagraniczni zaciąg piłkarzy to profesjonaliści, którzy na Łotwę jadą rozegrać ciężki mecz z mistrzem kraju, którego nie można lekceważyć!


Guardiola przed meczem z Wisłą (dla porównania):..
"Wisła to drużyna, która wie o co gra, posiada znakomitych zawodników, zwłaszcza w linii defensywnej. Wszyscy mistrzowie lig krajowych zasługują na duży szacunek"

Można poznać amatora i profesjonalisę po wypowiedzi? Można.
Ostatnio edytowane przez Antystenes : 26.06.2011 o godz. 21:44.
Odpowiedz cytując