Po przeczytaniu "samobójczych" komentarzy na forum obejrzałem na spokojnie powtórkę.
Mecz ogólnie słaby.
Widać, że z naszych zeszło powietrze. Mimo to, pierwsza połowa wyrównana, z lekkim wskazaniem na nas. Gdybyśmy grali o coś i była większa koncentracja do przerwy spokojnie wygrywamy dwoma bramkami. Po przerwie grając bez dwóch najlepszych zawodników drugiej linii (Melikson, Wilk), w dziesięciu, na boisku przeciwnika prowadzimy otwartą grę. Nie ma "obrony Częstochowy".
Legia wygrała zasłużenie, ale nie dlatego, że była lepsza, ale dlatego, że w spotkaniu dwóch dość równorzędnych drużyn jej mecz się "ułożył" i trochę bardziej jej "chciało się chcieć". W tym sezonie my też mieliśmy też takie spotkania, które nam sie ułożyły (np. mecz z Jagiellonią).
Co do zaangazowania:
Cytat:
|
Niektórzy tutaj porównują nasze porażki z teoretycznie słabszymi klubami w pucharach do tego co się wydarzyło na Łazienkowskiej. Nie ma porównania. Tam mieliśmy do czynienia z meczami o stawkę, na które nie potrafiliśmy się zmobilizować i spiąć, tutaj był mecz o nic... Więc nie są to analogiczne sytuacje i nie należy wyciągać z nich zbyt daleko idących wniosków. Tak po prostu działają nasze umysły.
|
Mniej więcej mam takie same zdanie, + to, że najprawdopodobniej zawodnicy (słusznie) zostali uczulenia na unikanie sytuacji mogących zaowowcować kontuzją. Lepiej mieć zdrowego Meliksona niż trzy punkty i Meliksona zdolnego do gry we wrześniu.
Porażka oczywiście przykra, "psuje" statystyki. Ale nie rozdzierał bym szat. Mistrzostwo już nasze, to 2:0 nie zmywa w żaden sposób 4:0 z Reymonta. Wciąż jesteśmy na wierzchu. Trener ma już w głowie następne cele. Ten i dwa dalsze mecze służą już tylko jako darmowa okazja do sprawdzenia pewnych wariantów gry i potwierdzenia poziomu (niestety w części za niskiego) niektórych zawodników.