Słoneczna pogoda. Leśną ścieżką biegnie sobie jeżyk z jabłuszkiem na
plecach, słowem - scenka jak z obrazka.
Nagle jeżyk wybiega na polankę, a tam - dziewczynka jagódki zbiera. Taka
malutka dziewczynka, lat może sześć, może siedem, w różowiutkiej
sukieneczce. Jeżyk podbiega do jej stopy i zaczyna obwąchiwać - jak to
jeże mają w zwyczaju - swoje znalezisko.
W tym momencie dziewczynka łapie jeżyka za łapki i zaczyna nim z całej
siły walić o pieniek, potem o kolano. Po dłuższej chwili zaczyna machać
nim nad głową i ciska jeżykiem najmocniej jak może. Jeżyk spada między
krzaki jałowca, a tam - siedzi facet. Cały pobity, oczy sine i
zapuchnięte, aż ich nie widać. Usta rozbite, uszy ponadrywane, nos
połamany w pięciu miejscach. I Pyta facet ledwie żywego jeżyka:
- Widziałeś dziewczynkę na polance?
Jeżyk ledwie obracając językiem odpowiada:
- Aha...
- No powiedz, czyż nie jebni*ta!?
