|
Maor Melikson - Chcę spróbować odwdzięczyć się Wiśle, odpłacić za zaufanie. Na pewno zostanę tu na przyszły sezon - mówi najlepszy piłkarz ekstraklasy.
Zapraszam do lektury długiego wywiadu udzielonego Dziennikowi Polskiemu przed meczem z Cracovią
- Jak wyglądają derby w Izraelu? - zapytaliśmy pomocnika Wisły, Maora Meliksona.
- Największe derby w Izraelu to mecze drużyn ze stolicy, Tel Awiwu. Również w Hajfie są ważne mecze derbowe. W Jerozolimie nie, bo drugi po Beitarze klub dopiero walczy o awans do drugiej ligi. Dla fanów z Tel Awiwu to najważniejsze mecze w sezonie. Kibice żądają wygranej w derbach, mniej ich obchodzi nawet mistrzostwo kraju. Ten, kto przegra, na drugi dzień nie ma życia w mieście. Tak się składa, że derby stolicy właśnie odbędą się w najbliższy weekend. Będzie podobna sytuacja, jak w Krakowie - po tym meczu możemy poznać mistrza Izraela. Jeżeli Maccabi Tel Awiw wygra, to walka o mistrzostwo będzie dla Hapoelu skończona, a mistrzem będzie Maccabi Hajfa.
- Koledzy z drużyny opowiadali już Panu o derbach Krakowa?
- To wielki mecz, bo ten, kto wygra, będzie panował w mieście. Wiem, że Cracovia nie jest teraz w najlepszej sytuacji. Ale derby rządzą się własnymi prawami. Będzie wielka walka. Dowiedziałem się już, że w poprzedniej rundzie wygrała Wisła po golu Nourdina Boukhariego. On po tej bramce stał się prawdziwym królem w Krakowie (śmiech). Mam nadzieję, że tym razem rozstrzygniemy mecz wcześniej, niż w 90 minucie. Jeżeli wygramy, będziemy mistrzami.
- Podczas spotkania z Cracovią na trybunach ma zasiąść Pana rodzina.
- Tak, dowiedzieli się, że gramy dwa meczu u siebie z rzędu i postanowili przyjechać. Byli już na spotkaniu z Lechem, zostają do derbów. Musiałem wyjaśnić rodzinie, że atmosfera na naszych meczach zwykle jest inna, niż w środę. Wytłumaczyłem, że kibice zorganizowali protest i dlatego nas nie dopingowali. Mam nadzieję, że w niedzielę będą już nas wspierać. Na derbach pojawi się też grupa moich fanów z poprzedniego klubu, z Beer Szewy. Wiedzą, że możemy po tym meczu wywalczyć mistrzostwo i chcieli to zobaczyć na własne oczy.
- W meczu derbowym trzeba się przygotować na walkę, mogą trzeszczeć kości. Pan przez cały sezon może czuć się jak ścigana przez przeciwników zwierzyna, piłkarze w polskiej lidze często polują na nogi rywali. Nie obawia się Pan derbów z tego względu?
- Niby tak, ale na pewno rywale też nie będą szczęśliwi, gdy przyjdzie im grać przeciwko "Sobolowi", czy Czarkowi Wilkowi. Oni są od tego, by mnie chronić. Zdecydowanie cieszę się, że tacy gracze, jak np. Osman Chavez grają w mojej drużynie, a nie przeciwko mnie (śmiech).
- Macie pewne wspólne cechy z Patrykiem Małeckim. Obaj lubicie długo utrzymywać się przy piłce, wziąć na siebie ciężar gry. I obaj jesteście czasem oskarżani o boiskowy egoizm. Zdarzało się Panu krzyknąć na boisku do Małeckiego, by w końcu oddał piłkę i dał pograć innym. Jak układa się ta wasza współpraca?
- Bardzo lubię "Małego", to mój dobry przyjaciel. Czasem takie sytuacje się zdarzają, człowiek chciałby mieć piłkę przy nodze cały czas. Obaj jesteśmy w końcu ofensywnymi pomocnikami. Z drugiej strony, jesteśmy liderem tabeli z 9-punktową przewagą, więc chyba nie idzie nam tak źle. Coś musimy robić dobrze (śmiech). Wygląda na to, że boisko nie jest jednak za małe dla nas dwóch.
- Rozmawialiśmy ostatnio z selekcjonerem Izraela, Luisem Fernandezem. Twierdzi, że nie wiedział, iż teoretycznie może Pan wciąż zmienić reprezentacyjne barwy.
- Też nie wiedziałem wcześniej, że przepisy FIFA się zmieniły. Izraelska federacja ogłosiła teraz szeroki skład kadry przed czerwcowym meczem z Łotwą i znalazłem się w nim. Jednak niebawem trener będzie musiał wybrać z tego grona 20 piłkarzy na to starcie. Zobaczymy, jak to będzie. Już wcześniej byłem powoływany do szerokiej kadry, również na oficjalne mecze. Ale ostatecznie w żadnym nie zagrałem. To wszystko nie jest takie proste, mam w pomocy wielu mocnych rywali. Nie tylko Yossiego Benayouna. Mamy naprawdę mocny skład.
- Selekcjoner nie śledzi meczów polskiej ligi. By Pana zauważył, będzie Pan najpewniej musiał pokazać się z dobrej strony w europejskich pucharach.
- Oczywiście, gra w reprezentacji jest dla mnie bardzo ważna. Jednak - przede wszystkim - mam pewien dług wdzięczności wobec Wisły. Wykupili mnie za dobre pieniądze z mojego poprzedniego klubu, w dodatku w połowie sezonu. Nie byłoby fair, gdybym myślał teraz o promowaniu się i o innych klubach. Chcę zostać tu przez lata i spróbować się odwdzięczyć Wiśle, odpłacić za zaufanie. Na pewno zostanę tu na przyszły sezon.
- Niedawno do PSV Eindhoven odszedł Marcelo. Przychodząc do Wisły miał on bardzo jasno nakreśloną swoją ścieżkę kariery. Wiedział, że trudno trafić bezpośrednio z Brazylii do wielkiego klubu. Chciał rozwijać się metodą małych kroków, a Kraków miał być dla niego tylko pierwszym przystankiem w dalszej karierze. Pan też ma podobny pomysł?
- Nie, raczej nie. Chcę tu zostać. Jesteśmy o krok od mistrzostwa, będziemy walczyć o Ligę Mistrzów. To wielkie marzenie, zarówno moje, jak i całego klubu. Nasze cele nie kończą się na zdobyciu tytułu.
- Czuje Pan, że może w polskiej lidze się rozwinąć?
- Ciągle uczę się od trenera Roberta Maaskanta. On jest Holendrem, wiele wie o tym, jak powinien wyglądać np. atak pozycyjny. Podoba mi się każdy trening z nim, zajęcia są inne niż w Izraelu. Tam często biegaliśmy bez piłki na treningu, a u Maaskanta nie ma o tym mowy. Nawet gdy pracujemy bardzo ciężko, zawsze są to zajęcia z piłkami. Dużo mamy treningów poświęconych przesuwaniu się po boisku, atakom
pozycyjnym.
- Ostatnio trener Maaskant przestawił Wisłę na nieco bardziej defensywny system, przynajmniej w dwóch poprzednich spotkaniach. Również dlatego, że zaczynacie już trenować pod kątem gry w eliminacjach do Ligi Mistrzów?
- Zdecydowanie tak. Jeżeli chcemy grać w Lidze Mistrzów, musimy umieć przestawić się na nieco bardziej defensywny futbol. Będziemy przecież mierzyć się z bardzo dobrymi drużynami, z silnych lig. Lech jeszcze niedawno osiągał dobre wyniki z Juventusem, czy Manchesterem City, dlatego zagraliśmy przeciwko niemu bardziej zwarci, zdyscyplinowani.
- Dość łatwo przyszło Panu zostanie gwiazdą polskiej ekstraklasy. Ale wiem, że wzbrania się Pan jak może przed takim
określeniem.
- Nie lubię tego słowa - gwiazda. Gdy myślisz o sobie w ten sposób, nie będziesz dobrze grać. Jeśli myślisz, że jesteś najlepszy, przestajesz ciężko pracować. Nie słyszałem, by Leo Messi kiedykolwiek mówił, że jest gwiazdą. No, może Cristiano Ronaldo tak by o sobie powiedział (śmiech).
PolskaTheTimes
|