s1mone napisał(a):

Jezu co za wierutne bzdury. Przecież Śląsk do meczu z Koroną miał serię chyba 15 nieprzegranych spotkań i w tym momencie jest na 3 miejscu w tabeli.
Jeszcze inny pokemon, który pisał, że Śląsk zagrał rewelacyjnie No litości. Przecież przez pełne 70 minut pod bramką Śląska śmierdziało bramką na kilometr. Tyle ile przeszło dośrodkowań po ziemi po 5-6 metrze lub wybijanych w ostatniej chwili to masakra. To, że nie tworzyliśmy jakichś klarownych sytuacji w stylu sam na sam było zasługą taktyki Śląska, bo postawili przegubowiec w swoim polu karnym to i miejsca nie było.
Mieliśmy dziś pecha, że nic nie wpadło i tyle. Całe to najeżdżanie jest śmieszne, gdyż zagraliśmy podobnie jak w meczu z Bełchatowem; bardzo ładnie dla oka, długo się utrzymywaliśmy, czasem ta klepka naprawdę wyglądała jak wyjęta z jakieś innej ligi. Przypomnijcie sobie co było za Skorży i wciskanie bramek po dzidach i stałych fragmentach, zero gry piłką, zero klepy. Po pierwsze zabrakło Genkowa, po drugie zabrakło szczęścia. Ja chłopakom dziękuję za serducho jakie włożyli w ten mecz - wszystkim poza dreptaczem Riosem.
Taka jest piłka niestety.
|
Przypomnij, kiedy Wisła miała klarowne sytuacje w tym spotkaniu. Będzie Ci trudno, bo takowych nie było. Główka Kirma na pustaka się nie liczy, bo musiał się cofać, więc niełatwo uznać to za klarowną sytuację.
Po dośrodkowaniach była masa akcji, które na kurnikach najczęściej kwituje się słowami: "Zagłębie, Zaglębie". Śląsk umiejętnie krył środek, przez co trzeba było grać skrzydłami. Przypominam, że z Bełchatowem, poza bocznymi obrońcami, cała jedenastka zagrała w środku. Trzeba było grać skrzydłami, a nie trzeba być geniuszem taktycznym, żeby wiedzieć, że dośrodkowania Małeckiego na Małeckiego do celu nie dojdą. Mały schodził do boku, a Sivakov i Jirsak nie wchodzili do pola karnego. Jak wchodzili, to gubili piłkę.
Przed meczem napisałem, że obecna taktyka jest podobna do ustawienia Arsenalu. To teraz zagraliśmy jak Arsenal. Bezsensowna kopanina przed polem karnym daje tyle, że podbija statystyki. Poza jedną.
Zamiast wciągnąć Śląsk na swoją połowę i potem zagrać mądrą prostopadłą, to graliśmy w dziada. Tylko, że jak dziadek przejął piłkę, to nie był zainteresowany grą na obwodzie.