|
Boże chroń nas przed przyjaciółmi, z wrogami poradzimy sobie sami.
O nikim w tym meczu nie powiem dobrego słowa. Nawet o komentatorach z C+, którzy oglądali chyba jakiś inny mecz, chwaląc Wisłę za utrzymywanie się przy piłce i krytykując taktykę Śląska. Ok. Można dobre słowo jednak o kimś powiedzieć. Trener Forest. Wycisnął z tego materiału, który ma do dyspozycji wszystko co było do wyciśnięcia i ustalił słuszną taktykę.
Nawiązując do statystyk po poprzednim meczu: w tym wymieniliśmy pewnie z 1500 podań, oddali 50 dośrodkowań, utrzymywali się przy piłce przez 75% meczu. Tylko że statystyka w piłce to bzdura. Nie mieliśmy żadnej sytuacji. Śląsk miał ich jeszcze kilka. Zresztą statystycznie to graliśmy 11 na 11, a faktycznie całą drugą połowę w 10, a końcówkę w 9. Gdyby Żuraw poszedł w drugiej połowie na piwo do hotelu przy stadionie, a Rios poprowadził rekolekcje, to wpływ na przebieg wydarzeń na boisku mieliby podobny jak przy statystowaniu, które odstawili.
Jak zwykle w przypadku porażek najłatwiej przychodzi wyciągać wnioski personalne. Oprócz historii oczywistych typu pożegnanie z Żurawskim, tematów nad którymi się można było sie zastanawiać jak Rios czy Sivakow (mam nadzieje że Donadoni dotrzyma słowa i ściągnie go w lecie do Cagliari) jestem zwolennikiem jednej radykalnej decyzji, która dotąd nie była rozważana. Bardzo cenię Chaveza jako człowieka, ale oni nie mogą grać razem z Jaliensem. Być może nawet żaden z nich nie nadaje się do gry. Potrzebujemy przynajmniej jednego ogarniętego stopera. I nie mówię tu o mrzonkach typu LM czy nawet LE.
Cała nadzieja w Jagielloni. Choć nawet Jaga być może nie będzie w stanie nam pomóc. Jop znajduje tylu naśladowców, że powinni zacząć przyjmować zakłady kto następny strzeli samobója. Jasne że w przypadku Wilka i Sobola to pech, jest czas żeby to naprawić, to innej klasy zawodnicy itd. Ale faktem jest że to drugi raz kiedy załatwiamy się sami.
|