W dzisiejszym GóWnie ukazał się wywiad z naszym trenerem, choć temat jest wybitnie niepiłkarski to przeczytać zawsze warto.
Cytat:
- Kraków powinien inwestować w jak największą sieć ścieżek rowerowych. Nie rozumiem np., dlaczego jest ich tak mało na Starym Mieście - mówi w rozmowie z "Gazetą" Robert Maaskant, trener Wisły Kraków.
Bartosz Piłat: Przyjechał pan dziś do pracy na rowerze? [rozmowa odbyła się w czwartkowe popołudnie, gdy za oknem padał deszcz i było dość zimno - przyp. red.]
Robert Maaskant, trener Wisły Kraków, pochodzi z Holandii: Owszem. Ale pogoda nie jest dla mnie problemem. Na stadionie mam się gdzie przebrać.
A gdyby musiał pan dojeżdżać do pracy w garniturze? Rower poszedłby w odstawkę?
- Nie wiem. Przypuszczam, że jeździłbym na nim rzadziej niż teraz. Trudno mi się odnieść do warunków krakowskich, bo jestem tu za krótko, ale u siebie w Holandii często korzystałem też z komunikacji publicznej. Znam co prawda wielu rowerzystów, którzy są przygotowani na każdą pogodę i kiedy pada, zakładają specjalne ubranie chroniące przed wodą i błotem. Wątpię jednak, czy sam zdobyłbym się na takie poświęcenie.
Jeśli zaś chodzi o jazdę rowerem po Krakowie, to korzystam z tego, że w pracy nie muszę występować w oficjalnym stroju. Choć z drugiej strony dres w barwach Wisły można za taki oficjalny ubiór uznać.
Ten rower to dla wygody czy to po prostu pański styl życia?
- Wiem, że to już trochę oklepane, ale jeżdżę na rowerze, bo w Holandii to jeden z najpopularniejszych sposobów przemieszczania się. Nie pamiętam, kiedy na rowerze nie jeździłem. Jako dzieciak codziennie przejeżdżałem po 20 km, z czego znaczną część w drodze do szkoły i na inne zajęcia.
A w Krakowie? Nie przesadzałbym z zachwytami na temat mojej jazdy na rowerze. Tak naprawdę inny sposób poruszania się na trasie z domu do pracy i z powrotem nie ma dla mnie większego sensu. Mieszkamy z żoną po drugiej stronie Błoń.
Jeździ pan na rowerze tylko do pracy?
- Oczywiście, że nie. Gdy mam jakąś sprawę do załatwienia, często wsiadam na rower. No i w wolnych chwilach zwiedzam Kraków. Rowerowa infrastruktura miasta nie wygląda zresztą źle. W drodze na Kazimierz - wzdłuż Błoń - czy w stronę Tyńca są świetne warunki do jazdy. Korzystamy z tego razem z żoną.
A co by pan poprawił?
- Jestem zwolennikiem ścieżek rowerowych. Choć rower na jezdni ma takie same prawa jak samochód, to jednak kierowcy aut i rowerzyści czują się bezpieczniej, gdy jadą oddzielnymi pasami. Kraków powinien więc inwestować w jak największą sieć ścieżek. Nie rozumiem np., dlaczego jest ich tak mało na Starym Mieście. Jest tam co prawda pełno samochodów, ale dałoby się wydzielić sporo miejsca dla rowerów.
Jako rowerzysta boi się pan samochodów?
- Nie. W Krakowie zresztą nie czuję ani agresji, ani antypatii wobec rowerzystów. Jednak czasem wjeżdżam na chodnik, bo trudno mi czerpać przyjemność z jazdy rowerem, gdy muszę przez cały czas mocno się skupiać. A jazda ulicą, nawet w Holandii, wymaga dużego skupienia i uwagi. Wiadomo przecież, że nie wszyscy kierowcy są mistrzami kierownicy. Tak samo zresztą rowerzyści popełniają błędy. Tylko że dla nich, w przeciwieństwie do kierowców aut, wypadek może skończyć się fatalnie. Dlatego jestem zwolennikiem jak największej liczby ścieżek rowerowych.
Miał pan już okazję przekazać swoje uwagi komuś z władz miasta?
- To samo co panu powiedziałem już Patrickowi den Bultowi. To mój znajomy z Holandii, wychowaliśmy się niedaleko siebie. Kiedyś na kolacji pytał mnie o rowery. Zdaje się, że jako radny miał już okazję coś zrobić w tej sprawie.
Walczył o zwiększenie środków na budowę ścieżek.
- To świetnie. Znaczy, że zgadza się ze mną. Staram się co prawda być jak najdalej od polityki, nawet tej lokalnej. Jestem tu za krótko, by się szarogęsić. Ale skoro przekazuję 1 proc. swego podatku na cele fundacji pozarządowych, uważam, że mam prawo wygłaszać uwagi w sprawie sytuacji rowerzystów w Krakowie. Rowery to naprawdę jedna z najlepszych form poruszania się po mieście.
|