|
Problem też jest w tym, że takie zachowanie to jest sranie do własnego gniazda. Maaskant nie dał żadnych podstaw do tego, aby musiał tłumaczyć się ze zmian.
Jesteśmy w internecie, czyta nas tutaj każdy, niekoniecznie sprzyjający Wiśle. Mało co poniektórym nagonki na Wisłę, psucia atmosfery i zaangażowania w drużynie, na co Maaskant pracował z piłkarzami przez długie miesiące? Mało nagonki na Paljicia, chłopa, który zapie***la na boisku jak mało kto? Zrobiła się nieprzyjemna afera, która mam nadzieję, że nie wpłynie na piłkarza, bo nikogo lepszego na lewą obronę nie mamy. Nie ma też zawodnika, który od samego początku sezonu wypruwał sobie flaki za Wisłę nawet jak nam nie szło.
Piłkarze i trener powinni teraz dostać od kibiców poparcie. Przeszli długą drogę, zdobyli się na wyżyny swoich możliwości, stali się ambitni. Nie mam im nic pod tym względem do zarzucenia. Kibice powinni stać za nimi i wspierać ze wszystkich sił, a nie podkładać im świnie.
Maaskant ma swoją wizję i ma za nią podążać, nie za kilkudziesięcioma tysiącami różnych wizji kibiców spełniając ich zachcianki. W obecnej sytuacji nie mamy prawa wywierać na nim presji, bo gość i tak dokonuje rzeczy, które zdawały się jeszcze kilka miesięcy temu niemożliwe.
Ja wam powiem tyle - jak drużyna będzie gotowa na naciskanie rywala przez cały mecz, to będzie tak grać automatycznie, niezależnie od tego z czym wyjdą piłkarze w głowie. To przyjdzie automatycznie, oni po prostu poczują jak mają grać, przyjdzie automatyzm. W chwili obecnej jeszcze tego nie ma i to trener musi myśleć za piłkarzy jak ich ustawić, kiedy mają atakować, a kiedy bronić wyniku. To jest zespół na etapie budowy, której trzeba pilnować, aby nie pojawiła się niepewność, nie wkradło się zwątpienie.
Obrona się zgra, będzie pewniejsza to pewniej poczują się pomocnicy i całość będzie mogła mocniej ruszyć do przodu, teraz ciągle jest w podświadomości niepewność, że w razie czego obrona sobie nie poradzi i będzie fail, dlatego dopiero przy korzystnej sytuacji na boisku wychodzą od nas groźne akcje.
Pracowaliście kiedyś w grupie, w której czuliście, że reszta może nie podołać i samemu odwaliliście większość roboty? Tak jest teraz w Wiśle. Przód musi pomagać obronie, bo doskonale wie, że sami sobie nie poradzą. Obrona się stara, ale sami widzą, że ciągle nie idzie, że muszą liczyć na pomoc kolegów.
Maaskant ma za zadanie tak usposobić zespół, aby atak miał możliwość przeprowadzenia akcji, a obrona wsparcie z pomocy. Dlatego też były takie zmiany, jakie były.
Małecki zszedł, bo to piłkarz który często wdaje się w dryblingi i traci piłkę, narażając tym tyły. Za to Wilk i Siwakow to piłkarze, którzy mogą grać zarówno ofensywnie jak i defensywnie, przy okazji nie narażając zespołu na straty. Pod koniec meczu napastnik nie był nam już do niczego potrzebny, więc pojawił się Łobodziński, który mógł wzmocnić grę defensywną z prawej strony, bo Cikos wyraźnie sobie nie radził.
I ja powiem więcej, to zdało egzamin. Korona nie wbiłaby nam gola, gdyby nie pech Wilka. Nawet gdy grali w przewadze, nie byli w stanie dojść do takiej sytuacji, aby zaskoczyć Pareikę. Stracony gol po rzucie rożnym to niefart Jaliensa - piłka tak mu spadła, że gość nie miał szansy zareagować. Poza tym Korona w II połowie była bezradna mimo gry w przewadze. W pierwszej coś tam składnego stworzyli, w drugiej to już kompletne ataki na hurra.
Zobaczcie czym kończyły się ich straty, gdy nieprzygotowany zespół poszedł szaleńczo atakować - najpierw gol po akcji Melikson-Genkow, później słupek Genkowa, akcja Wilka. Nasz niefart, bo to powinny być gole i byłoby po meczu. Gdyby sędzia jeszcze gwizdał równo, to wyleciałoby ich kilku z boiska, bo ratowali się brutalnymi zagraniami.
Ja nie zauważyłem w tym meczu ani jednej bezzasadnej decyzji Maaskanta. Gość ma łeb na karku, doskonale wie co robi, na co Wisłę stać. Tym razem zabrakło szczęścia i równych szans u sędziego.
|