Wyświetl pojedynczy post
Worcester
Senior Member
 
Od: 03.2007
Skąd: z trybun

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#3
Stary 08.04.2011, 16:33
W ostatnim numerze "Nczas!" pojawił się artykuł Leszka Szymowskiego pt."Karastrofa państwowa". 10 kwietnia nieuchronnie nadchodzi, więc autor podsumował wyniki swojego śledztwa. Publikację skróciłem i uporządkowałem, aby była bardziej przejrzysta.

1. Nieprawdziwa oficjalna godzina katastrofy - 8:41
Dowodzi tego rosyjski protokół dotyczący awarii w smoleńskiej elektrowni - uszkodzenia wywołanego zerwaniem linii energetycznej przez lecący samolot. Awarię usunięto po 8:41 i wówczas włączyły się syreny alarmowe. Moment ten zarejestrował nieznany do dziś autor filmu nagranego telefonem komórkowym. Wcześniej przez ponad 20 sekund biegł na miejsce tragedii, gdzie leżał polski samolot. Oznacza to, że do katastrofy doszło co najmniej pół minuty wcześniej niż podali Rosjanie. Tajny ośrodek nasłuchowy polskiego wywiadu wojskowego tuż przed godziną 8:40 zarejestrował dwa następujące po sobie wybuchy w okolicach lotniska. Również przed godziną 8:40 wybuchy zarejestrowały amerykańskie satelity szpiegowskie. Z kolei tuż po 8:40 pierwszą informację o katastrofie podał dziennikarz Polsatu Wiktor Bater.

2. Wystrzały z Makarowa
Chwilę po katastrofie nieznany i niezidentyfikowany do dziś człowiek nagrał telefonem komórkowym to, co zobaczył na miejscu. Swoje nagrania zamieścił w internecie i ślad po nim zaginął. Autora do dziś nie zidentyfikowano. Na nagraniu słychać tajemnicze odgłosy przypominające wystrzały z broni palnej. Już kilka dni później Rosjanie ogłosili, że znaleźli autora filmu, który słyszał, jak wybuchała amunicja w magazynkach oficerów BOR towarzyszących Lechowi Kaczyńskiemu. Przesłuchanie Rosjan wykazało jednak, że dysponuje telefonem, który nie ma funkcji nagrywania. Ponadto technicy rosyjscy na miejscu tragedii zabezpieczyli magazynki wraz z bronią BOR-owców. Wszystkie były pełne. Wyklucza to prawdziwość wersji przedstawionej przez rosyjskiego "świadka". Dopiero po wielu miesiącach w laboratorium kryminalistycznym ABW udało się przeprowadzić dokładne badania fonoskopijne i odszyfrować wszystkie dźwięki. Padają tam odgłosy zidentyfikowane jako wystrzały z pistoletów typu Makarow - używanych bardzo często przez rosyjskich milicjantów i funkcjonariuszy służb specjalnych.

3. Konwencja chicagowska
Jeszcze 10 kwietnia wszczęte zostało śledztwo dotyczące okoliczności katastrofy. Ze strony rosyjskiej prowadził je Międzynarodowy Komitet Państwowy (MAK), związany towarzysko i biznesowo z ludźmi Putina. Śledczy MAK oparli swoje dochodzenie na przepisach konwencji chicagowskiej z 1944 roku, choć dotyczy ona lotów cywilnych. Tymczasem przelot do Smoleńska był lotem wojskowym. Przemawia za tym kilka argumentów - mówi dr Tadeusz Augustynowicz, były menadżer portu Londyn Heathrow, ekspert w dziedzinie kontroli lotów. Tupolew był zarejestrowany jako maszyna wojskowa, a nie cywilna; należał do Sił Powietrznych, a nie do lotniczych, obsługiwała go załoga wojskowa, a nie cywilna. Augustynowicz zwraca uwagę, że przelot już wcześniej był zgłoszony jako przelot wojskowy. Konwencja chicagowska nie miała więc zastosowania. Postępowanie powinno być oparte na polsko - rosyjskiej umowie z 1993 roku dotyczącej współpracy przy wyjaśnianiu katastrof wojskowych statków powietrznych. Żeby było jeszcze ciekawiej, o tym, że stosowana będzie konwencja chicagowska, poinformowała szefowa MAK Tatiana Anodina. Premiera polskiego rządu nawet nie zapytano o zdanie. Pytany o tę sprawę Donald Tusk na konferencji w styczniu 2011 roku powiedział dziennikarzom, że nie wie, kto, kiedy i w jakich okolicznościach podjął decyzję o zastosowaniu konwencji chicagowskiej.

4. Sfałszowane stenogramy
MAK dwukrotnie publikował wyniki swoich prac. Za pierwszym razem, w czerwcu 2010 roku, odtajniono stenogramy z rozmów pilotów zapisane na tzw. czarnych skrzynkach. Zdaniem ekspertów, są sfałszowane. Po pierwsze: stenogramy trwają dłuzej niż trwa łączny czas zapisu urządzenia. Po drugie: z zapisów na ostatnich stronach wynika, że nawigator samolotu, porucznik Artur Ziętek, wypowiedział jedno słowo, zanim skończył wypowiadać poprzednie, co jest niemożliwe. Rosjanie odmówili stronie polskiej udostępnienia rejestratora FDR, czyli tzw. czarnej skrzynki zawierającej parametry lotu.

5. Lotnisko
Raport MAK ma same słabe strony. Na wieży w Smoleńsku zainstalowano sprzęt rejestrujący rozmowy kontrolerów, jednak tego dnia miał się zepsuć. Funkcjonował tam też rejestrator pozwalający na filmowanie samolotów podchodzących do ladowania, jednak poprzedniego dnia zabrano go do naprawy. Zastanawiające jest, że w ciagu kilku minut na lotnisko przyjechało aż 180 członków ekip ratunkowych: lekarzy, pielęgniarek, policjantów i strażaków.

6. Piloci
Tupolewem sterowali najbardziej doświadczeni piloci w polskich Siłach Powietrznych, którzy kilka tygodni wcześniej, wracając z misji ratunkowej na Haiti, potrafili przylecieć do Polsi mimo uszkodzonego autopilota. Kontrolerzy lotu mówili "pas wolny", co oznaczało rozkaz lądowania i nie pozostawiało polskiej załodze wyboru ( w lotnictwie wojskowym pilot nie może odmówić lądowania ). Ten fakt obarcza winą za katastrofę samych kontrolerów.

7. Samolot - wybuch?
Tupolew nie mógł się przewrócić wskutek uderzenia o brzozę, bo nigdy wcześniej nie było takiego przypadku. W 1987 roku radziecki ił, który zozbił się w Lesie Kabackim, ścinał jedno drzewo za drugim i nie odwrócił się na grzbiet - zauważa Janusz Więckowsk, emerytowany pilot PLL LOT. Prof. zw fizyki, dr hab. Mirosław Dakowski, naukowo podważył wersję MAK. Z wyliczeń, które wykonał i przedstawił prokuraturze, wynika, że widocznie na zdjęciach ślady pęknięcia wskazują, iż doszło do rozerwania poszycia kadłuba, a nie do wgniecenia. Wskazuje to na wybuch. Zdaniem profesora, po uderzeniu samolotu o ziemię musiałby powstać ogromny krater, a nic takiego nie miało miejsca. Wg Dakowksiego przeciążenie w momencie uderzenia o ziemię nie było śmiertelne i nie mogło doprowadzić do śmierci pasażerów. Tego samego zdania jest major rezerwy Robert T. - były pirotechnik BOR, który przeanalizował wygląd zwłok widocznych na zdjęciach i doszedł do wniosku, że noszą one ślady wybuchu bomby próżniowej. Wskazywał na to m.in. szary pył pokrywający zwłoki i ślady linii ognia. Wersję tę potwierdzają zeznania okolicznych świadków, którzy zeznawali, że słyszeli dwa następujace po sobie wybuchy. A bomba próżniowa - jako jedyna - wybucha dwukrotnie, niszcząc i zapalajac wszystko dookoła. Wersję wybuchu potwierdza szereg innych czynników. Już pierwsze zdjęcia zrobione po katastrofie pokazują ślady błota na kołach i goleniach samolotu. Wskazują one, że maszyna dotknęła kołami ziemi. Rozwiązaniem tej zagadki są zdjecia wykonane przez satelity NASA i przekazane w trybie ściśle tajnym polskim służbom. Widać na nich m.in trzy kreski wyżłobione w ziemi. Amerykańscy technicy powiększyli zdjęcia i wyskalowali je. Okazało się, że odległość trzech lini odpowiada rozstawowi kół Tupolewa. Zdjęcia satelitarne pozwoliły obliczyć, że szczątki znajdowano w promieniu 1500 m, podczas gdy fragmenty iła, w Lesie Kabackim, siła wybuchu rozrzuciła w promieniu zaledwie 400 metrów. Tymczasem ił uderzył o ziemię z większą prędkością i miał pięć razy więcej paliwa. Ważne są również zeznania pilotów Jaka 40, którzy półtorej godziny wcześniej wylądowali w Smoleńsku z dziennikarzami na pokładzie. Dowódca jaka, porucznik pilot Artur Wolsztyl, zeznał, że latarnie były źle rozstawione i wadliwie naprowadzały pilotów. Wolsztyl szczęsliwie wylądował, bo zobaczył pas. Kapitan Protasiuk musiał zdać się na radiolatarnie. Wszystko to prowadzi do wniosku, że piloci tupolewa, mistrzowie pilotażu, wadliwie naprowadzeni przez kontrolerów i radiolatarnie posadzili samolot na błocie, w smoleńskim lesie, a tam chwilę później doszło do wybuchu bomby próźniowej, która zabiła większość pasażerów, a ci którzy przeżyli zostali dobici strzałami z pistoletów.

8. Ogromne fałszerstwo
Tuż po katastrofie rozpoczęła się zakrojoną na szeroką skalę akcją zacierania śladów. Nocą z 10 na 11 kwietnia w Zakladzie Medycyny Sądowej odbyła się sekcja zwłok prezydenta. Uczestniczył w niej naczelny Prokurator Wojskowy, płk Krzystzof Parulski. - W trakcie tek sekcji pomylono fragmenty ciał i w trumnie mojego brata znalazła się noga generała Kwiatkowskiego - mówi Jarosław Kaczyński. Zwłoki pozostałych ciał zawieziono do prosektorium do Moskwy, gdzie przez kilkadziesiąt godzin zajmowali się nimi rosyjscy patolodzy. Rodziny rozpoznały część ciał, ale...na tym się skończyło. Po kilku dniach rosyjskie samoloty wojskowe przywoziły zalutowane metalowe trumny, w których miały znajdować się zwłoki ofiar. Nikomu z rodzin nie pozwolono zajrzeć do trumien, aby na własne oczy przekonać się, czy przywieziono faktyczne ofiary. W efekcie po kilku tygodniach rodziny Zbigniewa Wassermana i Przemysława Gosiewskiego wystąpiły z wnioskami o przeprowadzenie ekshumacji zwłok, jednak prowadząca sprawę prokuratura do dziś nie zrealizowała tych wniosków.

9. Pasywa Gazpromu
Tragiczna śmierć polskiego prezydenta, zacieranie śladów, matactwo i kompromitacja polskiej prokuratury stanowiły zwieńczenie gry prowadzonej przez lata w Polsce przez rosyjskie tajne służby. Gra ta zaczęła się w 90 latach, a jej celem było podporządkowanie Polski rosyjskim wpływom. Głowną drogą do tego celu było uzależnienie Polski od rosyjskich surowców - głownie ropy i gazu. W latach 2009 - 2010, wskutek katastrofalnej polityki polskiego rządu, Rosjanie przejęli kontrolę nad spółką EuRoPol Gaz SA, odpowiadającą za tranzyt rosyjskiego gazu. Od lata 2009 roku rząd Tuska starał się umorzyć 1,2 miliarda zł długu koncernowi Gazprom, który dostarcza do Polski gaz. Prezydent Kaczyński to torpedował i groził komisją śledczą. Popierał go Aleksander Szczygło - szef BBN, Władysław Stasiak - szef Kacelarii Premiera, Aleksandra Natalii - Świat i wiceprzewodnicząca Pis, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Finansów Państwa. Wszyscy przeciwnicy umowy gazowej zginęli w Smoleńsku.
10 dni po katastrofie, gdy obowiązki głowy państwa pełnił Bronisław Komorowski, prezesem spółki EuRoPol Gaz SA został Aleksandr Medwiediew, wiceszef Gazpromu. Podpisał on umowę umarzającą długi. Konsekwencją było podpisanie nowej umowy gazowej z Rosją, która do 2037 roku uzależniła nasz kraj od dostaw rosyjskiego surowca. Podpisanie tej umowy i anulowanie długów Gazpromowi to kryminalna zdrada stanu - uważa Jarosław Kaczyński.

10. Komorowski, WSI i przejęcie władzy.
Jeszcze przed południem 10 kwietnia, tuż po wypadku, ludzie Bronisława Komorowskiego natychmiast weszli do Kancelarii Prezydenta. z informacji, które do nas docierały, wynika, że zaczeli od przejmowania materiałów po byłych Wojskowych Służbach Informacyjnych - mówi Joachim Brudziński. W efekcie materiały przejęte po WSI zostały w części spalone i zniszczone. Co ciekawe Bronisław Komorowski przejął obowiązki głowy państwa w sytuacji, gdy nie byo jeszcze oficjalnego akto zgonu Lecha Kaczyńskiego. Zaś samo przemówienie żałobne, które Komorowski wygłosił 10 kwietnia w południe, znalazło się na stronie internetowej publicznego medium...o godzinie 5:57, a więc 90 minut przed odlotem do Smoleńska.

11. Sojusz Pólnocny
Od 2009 roku prezdynet prowadził równiez negocjacje w sprawie sojuszu wojskowego - tzw. Sojuszu Północnego. Miało to być porozumienie o współpracy wojskowej zawarte między państwami skandynawskimi, Wielką Brytanią, Polską i krajami bałtyckimi w sprawie udzielenia sobie wzajemnej pomocy militarnej w sytuacji agresji militarnej. Było top orozumienie bardzo niewygodne dla Rosji - ocenia Romuald Szeremietiew, były minister obrony. Jeśli chcielibyśmy bronić tezy o zamachu z 10 kwietnia, to jego prawdziwej przyczyny upatrywałbym właśnie tutaj.
"O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły!
Albowiem w kraju tym zaczarowanym,
gdzie — jak w złej bajce — ludźmi rządzą osły,
jakież tu mogą być właściwie zmiany?
Tu tylko szpiclom coraz większe uszy
rosną, milicji — coraz dłuższe pałki,
i coraz bardziej pustka rośnie w duszy,
i coraz bardziej mózg się staje miałki.
Tu tylko może prosperować gnida,
cwaniak i k...a, łotr i donosiciel ."
Janusz Szpotański
Odpowiedz cytując