weszlo.com napisał(a):
Chciejstwo zależne od wysokości premii nie występuje tylko w zespołach walczących o utrzymanie. Był taki zespół, który dość niespodziewanie walczył o mistrza. I gdy wydawało się, że tego tego mistrza przegrał, dzięki niespodziewanej wpadce głównego i faworyzowanego rywala do tytułu, wskoczył na pozycję lidera. Wszystko tak naprawdę zależało od niego. Piętnaście minut po wygranym meczu zawodnicy siedzą w szatni. Niby cieszą się ze zwycięstwa i szansy na mistrza, ale większość mówi: - No dobra, ....a, ale my wciąż nie mamy ustalonej premii!
- No, ....a, nie mamy!
- Co to, ....a, ma być?!
- To oni (prezesi) wiedzą, że my o mistrza gramy?!
Rzecz ma miejsce w drużynie, która ma płacone godziwe pieniądze na czas i naprawdę godziwe pieniądze za zwycięstwo w każdym meczu. Wchodzi prezes. Gratuluje zwycięstwa, ale rozmowa szybko schodzi na najważniejsze tory: premia za mistrzostwo, które jeszcze nie zostało zdobyte. Burzliwe dyskusje, oskarżenia, propozycje. "Za mało!".
- No, dobra, to powiedzcie ile w końcu chcecie?! - nie wytrzymuje prezes. Jeden z zawodników już ma się odezwać, gdy inny brutalnie mu przerywa:
- Nie mów! - krzyczy, po czym dodaje ciszej. - Bo powiesz za mało...
Między przedostatnim a ostatnim meczem były trzy dni przerwy. Trwały negocjacje, w końcu ustalono kwotę. Tytuł został wywalczony, premia wpadła do kieszeni.
|
Czyżby została opisana sytuacja z końcówki poprzedniego sezonu?