wislak68 napisał(a):

Poczułem się poniekąd wywołany.
Jak rozumiem Twoja wypowiedź jest raczej próbą opisu niż polemiką dlatego odniose się tylko do jej niektórych wątków:
|
Witam serdecznie mojego stałego współdyskutanta. Masz rację, że nie miałem zamiaru wywoływać nikogo do ustosunkowania się do tej wypowiedzi, ale rzeczywiście wspominając od Tobie sam zgotowałem sobie taki los
wislak68 napisał(a):

|
1. Generalnie uważam że najlepszą rzeczą jaką politycy mogą robić z gospodarką w fazie ożywienie to: "nic nie robić". Ta prawda jest znana już od wieków. Jedynym akceptowalnym odstępstwem od tej reguły jest: obniżanie podatków. I PiS dokładnie to robił. Innymi słowy zachował się w okolicznościach gospodarczych w których przyszło mu rządzić według najlepszych standarów rekomendowanych przez: Friedmana, Hayeka czy Misesa. Dodatkowo ze względu na Polską specyfikę wynikająca z przystepowania do Unii i związanymi z tym dotacjami uczynił bardzo dużo aby w możliwie krótkim czasie zaobsorbować jak najwiekszą ilość funduszy finansujących wydatki infrastrukturalne (kapitalną pracę wykonała w tym zakresie śp. minister Gęsicka). Jeśli dodamy do tego działania w calej sferze około biznesowej związane chociażby z: działalnością antykorupcyjną, porządkowaniem spraw związanych z przetargami publicznymi czy rozbijaniem tzw: ukladów to moim zdaniem trudno znaleźć dla polskiej gospodarki okres lepszy niż ten w okresie rządów PiS. Dlatego sposób anty argumentacji polegający na przekonywaniu że "chłop śpi a w polu mu rośnie" uważam za łagodnie mówiąc naiwny, żeby nie powiedzieć dziecinny.
|
Trudno się nie zgodzić z tym co napisałeś, czy to w kwestii "państwa jako nocnego stróża", czy w kwestii obniżania podatków jako instrumentu, który państwo ma prawo używać. Co do tej drugiej sprawy to moja opinia od lat jest niezmienna, gdyż twierdzę, że skutki obniżania podatków w Polsce są przeceniane i oprócz haseł chwytliwych dla wyborców to działanie nie ma zbyt wielkiego oddziaływania na gospodarkę. Bardziej skupiałem się na tym, aby nie tyle obniżać, a uprościć jak najbardziej system podatkowy z jednej strony zwiększając sukcesywnie kwotę wolną od podatku oraz kwotę zmniejszającą podatek, aby jak najwięcej osób z najniższymi pensjami było zwolnionych z płacenia podatków, a z drugiej strony likwidować ulgi podatkowe drenujące budżet państwa. Obniżanie podatków będzie miało li wyłącznie sens gdy pójdzie za tym likwidacja ulg podatkowych. Z perspektywy czasu (3 lata) obniżenie składki rentowej przez PO i PiS wydaje się obecnie zabójcze dla budżetu państwa, bo te kilkaset złotych rocznie jakie zostaje w budżetach domowych nie rekompensuje blisko 30 mld zł rocznie jakie w tej chwili kosztuje to państwo, nie licząc kosztów obsługi długu i odsetek od zaciąganych pożyczek. Niestety okazuje się, że działanie, które było w 2006/2007 roku działaniem racjonalnym za kilka lat jest oceniane jako irracjonalne, bynajmniej przeze mnie.
Sytuację w gospodarce jaką zastał PiS na początku kadencji odbieram przez pryzmat tego co zrobili pożytecznego dla gospodarki ich poprzednicy (Belka i Hausner) o czym już prowadziliśmy zażartą dyskusję i każdy pozostał przy swoim stanowisku. Żeby nie było działalność i intencje, czy to Gęsickiej, czy Gilowskiej zawsze oceniałem pozytywnie, choć z wykonaniem bywało różnie co zazwyczaj było winą różnych zatargów politycznych, czy kilkukrotnym powoływaniem i odwoływaniem na urządów tej drugiej.
Wystarczy, że przytoczę cytat z siebie sprzed pół roku, który świadczy, że sam kurs gospodarczy za rządów PiS był generalnie dobry, dla mnie dobry.
budka napisał(a):

A co do pani Gilowskiej potrzebny był ktoś kto nie przestraszy inwestorów...
emj10 napisał(a): 
|
Również za jakiegoś wielkiego eksperta od finansów publicznych się nie uważam, tylko zwracam uwagę na to, że były to chyba 2 lata najbardziej liberalnej polityki państwa w ostatnim dwudziestoleciu. Oczywiście było też becikowe i kilka innych ustaw prosocjalnych, ale generalnie kurs był bardzo liberalny.
|
|
wislak68 napisał(a):

|
Jeśli chodzi ci natomiast o politykę to moje wspomnienia są również jak najbardziej pozytywne. Po raz pierwszy znalazł się ktoś kto był w stanie zrezygnować ze stołka (decyzja o wcześniejszych wyborach po ujawnieniu afery korupcyjnej Leppera) w imię uczciwości.
|
Chodziło mi oczywiście o sytuację, kiedy Jarosław Kaczyński znalazł się w sytuacji impasu politycznego i musiał się zdecydować na samorozwiązanie się Sejmu. Zmusiła go do tego sytuacja, gdyż był trzymany w szachu i miał do wyboru trwanie rządu mniejszościowego i narażenie partii na jeszcze większe osłabienie notowań, albo na kapitulację, ale tylko połowiczną bo związaną ze skonsumowanie przystawek w przyspieszonych wyborach. Z pewnością nie kierowały nim żadne pobudki związane z uczciwością. Jestem o tym święcie przekonany i uznaję z perspektywy czasu, że był to krok w tył, aby zrobić następnie dwa kroki w przód. Co jak co, ale Jarosława zawsze doceniałem za intelekt, strategię i przebiegłość mimo tego, że budzi u mnie antypatię polityczną.
Tusk w porównaniu do niego jest pionkiem na szachownicy, a nie graczem jak mi się jeszcze jakiś czas temu można było sądzić. Wykorzystywał jedynie słabość PiSu, który nie mógł znaleźć spójnego wizerunku, miał przygaszonego prezesa (jeszcze przed Smoleńskiem) i był wewnętrznie rozbity przez co dochodziło do starć w strukturach partyjnych oraz do kontrolowanych wycieków do mediów.
PS. Miałem się nie rozpisywać, ale wyszło jak zawsze... Dziwię się, że odebrałeś mój komentarz jako dosyć krytyczny wobec PiS, bo ja w sumie nie napisałem w nic nic krytycznego oprócz tego, że sytuację gospodarczą za swoich czasów mieli generalnie dobrą, a tylko zdarzało się, że uskuteczniali nicnierobienie w tej sferze (oboje się zgadzamy, że może być to również dobre dla gospodarki). Mimo, że mój stosunek do tej partii od wyborów samorządowych zmienił się z obojętnie-krytycznego na bardzo krytyczny widząc to co się dzieje w moim Wołominie ogarniętym przez pisowskie państwo wodza Sasina, z przywiezionymi w teczce mamisynkami zwalniającymi moich znajomych, którzy nie pasowali do klucza politycznego, zwalniającymi wczoraj mojego ojca który jako ekspert apolitycznie działał dla gminy od 1991 roku, przeżył wszystkich dotychczasowych burmistrzów i jak dotąd nie przeszkadzał żadnej opcji politycznej. Doszły do władzy chłopaczki, które nie mają o niczym pojęcia, zwalniają ludzi, którzy myślą samodzielnie, a w urzędach od kilku miesięcy na korytarzach powtarza się się tylko dwa słowa "HAKI" i "GWÓŹDŹ DO TRUMNY". O wyprowadzaniu w obstawie straży miejskiej pracownika zakładu miejskiego nie ma sensu już wspominać. Szkoda zdrowia na to...