Wyświetl pojedynczy post
Ela
Pro Publico Bono
 
Od: 08.2003

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11792
Stary 19.02.2011, 10:54
Tak mi się luźno skojarzyło jeśli chodzi o kontakty z Rosją :

"
...Król Jan Kazimierz podjął posłów ucztą, po której skacowani carscy dyplomaci nie byli w stanie stawić się następnego dnia u monarchy. Kiedy jednakże wytrzeźwieli, „jawnie domagali się, abyśmy zamków na wojnie zdobytych, jak Smoleńsk i inne, by wynagrodzić ujmę czci księcia w wydanych spod prasy książkach, ci zaś, którzy w pismach do księcia pominęli tytuły, aby dali głowy. (...) – odnotował w diariuszu kanclerz wielki litewski Albrycht Radziwiłł. – Żadnym sposobem nie dali się uspokoić, sam tylko upór rządził, jak to w mózgach barbarzyńców”...

„Moskowici – pisał z wyraźną niechęcią Tanner – są tak niestali i wiarołomni, że przyrzeczenia złożonego publicznie pod przysięgą, skoro nasuną im się jakieś wątpliwości, nie potrafią dochować dłużej niż przez noc. (...) Na ogół są oni chytrzy, rozwiąźli, podstępni, kłamliwi, wiarołomni, kłótliwi, że są łotrami i zbójcami, tak że gdy zabiją człowieka dla zysku i pieniędzy, a potem za jego duszę postawią w cerkwi jedną świecę, uważają się za uwolnionych od kary i oczyszczonych”.

Minęły stulecia. Zmienili się aktorzy, ale gra pozostała ta sama. Towarzysz Stalin, kontynuując politykę Lenina, stosował konsekwentnie w praktyce zalecenie Niccola Machiavellego: „Cel uświęca środki”. Ten bezlitosny twórca sowieckiego imperium zła mówił: „Słowa dyplomaty muszą przeczyć jego czynom – bo inaczej co z niego za dyplomata. Piękne słowa są maską, za którą kryją się niecne czyny. Prawdziwy dyplomata jest jak sucha woda. Albo drewniane żelazo”. "

http://www.focus.pl/historia/artykuly/z ... ji/1/nc/1/

" A propos, to nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, jakie zrobiła na mnie historyjka z włoskiej prasy. Opisano tam niedawno, jak Władimir Putin okazywał szczególnie przyjacielskie nastawienie wobec Silvio Berlusconiego, przyjmując go w swojej prywatnej chatce myśliwskiej w górach. Posiedzieli, pogadali, potem gospodarz zaprosił na spacer po lesie, więc obaj wzięli dubeltówki i poszli. W umówionym momencie zabezpieczająca okoliczne lasy dywizja FSB nagoniła spacerującym jelonka, Putin przyłożył strzelbę do oka i - pif, paf! - prosto na komorę. Zaczem wyjął myśliwski nóż, wyrżnął ustrzelonemu zwierzakowi serce i podał je, krwawe i jeszcze drgające, swemu gościowi, tłumacząc, że taki jest stary, rosyjski myśliwski obyczaj między najszczerszymi przyjaciółmi. Niestety, włoski przyjaciel, zamiast docenić gest, zbladł jak papier i zemdlał, i trzeba było wzywać do cucenia pielęgniarki. Piękna doprawdy metafora.

Pieszczoty z Ruskim to nie bunga-bunga, i ciekawe, kiedy zrozumieją to inni zachodni przywódcy. "

http://fakty.interia.pl/felietony/ziemk ... ka,1599062


Polscy przywodcy też powinni to zrozumieć.

" Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie.
Lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
Nową przypowieść Polak sobie kupi
Że i przed szkodą, i po szkodzie głupi."