Drozd napisał(a):

|
Gdyby można było wpuścić kogoś na swój karnet w przypadku gdy nie da rady przyjść na mecz można by się było nad zakupem zastanawiać. Niestety klub wyszedł z założenia że kiedy kasa jest już na koncie to resztę ma głęboko. Wystarczy że z przyczyn niezależnych opuścisz dwa mecze i już taniej wychodzi cię bilet. Stanie w kolejce to dla doświadczonego kibica żadna nowość żeby miał dopłacać chcąc tego uniknąć. Mało tego mam karnet i chcę kogoś zabrać na mecz jaka jest szansa ze kupię tej osobie bilet w okolicy mojego miejsca wynikającego z karnetu? Przypuszczam że taka jak wygrana w totolotka. Dziwne to trochę ale więcej jest argumentów przeciw bo przecież za przedłużenie karnetu nie ma zniżek i czy kupie go na tą rundę czy nie w następnej nie będzie to miało znaczenia.
|
Dokładnie nad tym samym się zastanawiam - co zrobić kiedy chce się zabrać ze sobą kogoś "niedzielnego". Sam mam co najmniej 2 takie persony i nie wiem jak z tego wybrnąć. Mówię tu o moim szwagrze który jest Francuzem i przyjeżdża do Polski max dwa razy w roku i o koledze który mieszka koło Sędziszowa Mał.
O ile kolega Polak pewnie jakoś sobie poradzi o tyle szwagier raczej sam nie pójdzie.
Klub powinien pomyśleć o jakiejś możliwości jednorazowych zamian miejsc przypisanych do karnetu na jakieś wolne w innej części stadionu/sektora ( oczywiście przy założeniu, że miejsce karnetowe jednorazowo zostaje zwolnione do wolnej sprzedaży). Nie jest to jakoś specjalnie trudne od strony technicznej ( tylko pytanie co u nas jest łatwe

).
Jeżeli klub chce zapełnić stadion powinien jak najbardziej "ułatwić" wychowywanie nowych kibiców a wiadomo, że ktoś kto chodzi sporadycznie albo nigdy nie był na stadionie chętniej to zrobi w towarzystwie.
Nie jeden z tych "niedzielnych" może stać się w przyszłości stałym bywalcem R22.
ps. z punktu widzenia sportowego mój Żabojad jest wręcz niezbędny - zawsze jak był ze mną na meczu to Wisła wysoko wygrywała swoje mecze

( 4:0 Korona, Beitar ,Barca ( tu akurat mało goli ale za to jaki ten jeden ))) i wiele innych). Tak się składa, że często chodzi ze mną na puchary ( przeważnie przyjeżdża na wakacje więc akurat tak wypada ).
Pamiętam jak po Koronie podniecał się kibicami - "C'est incroyable" - dla rozumiejących francuski
