Wyświetl pojedynczy post
Arapaho
Senior Member
 
 
Od: 06.2004

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#11707
Stary 14.02.2011, 16:06
Co prawda fakt ale :
Niemiecka armia werbuje Polaków

i co imponuje Radkowi Sikorskiemu - podkreślam najciekawsze rzeczy - kto inteligentniejszy wyciągnie sobie wnioski:
"Do którego z poprzedników panu bliżej: księcia Adama Czartoryskiego czy Józefa Becka?
Radosław Sikorski: – Książę Czartoryski, później bardzo zasłużony, był jednak carskim ministrem. Bywamy oskarżani o przyjęcie roli kondominium rosyjsko-niemieckiego, ale to są brednie. Natomiast na miejscu Becka zamiast obnosić się honorem próbowałbym ugrać rok na lepsze przygotowanie się do wojny. Może byśmy wtedy nie przegrali tak boleśnie. Kazimierz Wielki potrafił oddać taktycznie terytorium aby tym skuteczniej zbudować podwaliny potęgi państwa.
Obaj jednak starali się kreować politykę. – I obydwaj przegrali z realiami: pierwszy z rosyjskim ubezwłasnowolnieniem, a drugi, gdyż wyobrażenia o naszej sile i naszych sojuszach okazały się złudzeniami.
Dzisiaj ani Siergiej Ławrow ani Guido Westerwelle nie dzwonią do mnie i nie mówią, co mam robić. Sami kształtujemy naszą politykę i od tego, jak gramy, zależy, czy jako państwo idziemy w dół czy w górę. Ostatnie trzy lata były przełomowe. Jeżeli nasza gospodarka nadal będzie rosnąć i uda się nam Prezydencja, to możemy dołączyć do sześciu najważniejszych krajów Unii Europejskiej. I to jest nasz cel.
Jednak imperium już nie będziemy...
– Polityki nie można prowadzić w nostalgii za jakimś wyidealizowanym obrazem z przeszłości. Skuteczną politykę zagraniczną można robić tylko wtedy, gdy ma się realistyczną ocenę własnej pozycji. A pozycja Polski, którą wypracowaliśmy przez ostatnie 20 lat, plasuje nas w okolicach 20 kraju na 200 państw członków ONZ. Po dwóch wiekach nieszczęść to przecież imponujące. Nie jesteśmy jeszcze w pierwszej lidze, ale na pewno na szczycie krajów drugiej ligi.
Z akcentem na „jeszcze”?
– Bo ciągle gonimy. Nasza pozycja z każdym rokiem jest coraz silniejsza. Gdy trendy nam sprzyjają, to rolą polityki zagranicznej jest ten proces chronić.
I mówi pan to po tym, jak Francja i Niemcy przedstawiły krytykowany przez wielu – w tym także Donalda Tuska – pakt dla konkurencyjności, który może odciąć kraje strefy euro od reszty Unii Europejskiej.
– Kryzys strefy euro wynika z tego, że właśnie te państwa, które zawarły wcześniejszy pakt o stabilności, złamały go i nie poniosły za to konsekwencji. Trzeba więc tak zmienić reguły, by to się nie powtórzyło. My także mamy w tym interes, skoro jesteśmy traktatowo zobligowani do wejścia do strefy euro. Mamy na szczęście ten komfort, że możemy to zrobić, kiedy najbardziej będzie nam to pasowało. Mamy wybór.


Na pewno? Przecież negocjowany pakt wykluczy nas z podejmowania najważniejszych decyzji dotyczących strefy euro.
– Wszystkim jednak zależy na tym, aby wspólna waluta miała się dobrze, bo jej zawirowania wpływają negatywnie na wszystkie europejskie gospodarki. Ale ja też uważam, że nie warto tak bardzo afiszować się z tą odrębnością Eurolandu.
W przeciwieństwie do propozycji Francji i Niemiec?
– To dopiero zarys, który nawet nie do końca został uzgodniony między tymi dwoma krajami. I tak ta propozycja jest w dużym stopniu dla nas neutralna.
Tyle że według raportu irlandzkiego oddziału Ernst&Young doprowadziłaby w Polsce do ubytku 160 tys. miejsc pracy.
Chyba dla Irlandii. A my nie mamy tak niskich podatków od firm jak tam. Natomiast wejście do strefy euro dałoby nam wielomiliardowe oszczędności na kosztach kredytów komercyjnych, prywatnych i obsługi zadłużenia.
Podczas szczytu Trójkąta Weimarskiego Nicolas Sarkozy i Angela Merkel przekonywali Bronisława Komorowskiego, że powinniśmy przyłączyć się do tego paktu. Czyli na razie nie mówimy nie?
– Nie mówimy nie. Natomiast domagamy się od partnerów, by inaczej traktować kraje, które po prostu nie chcą wprowadzić waluty euro, a inaczej takie jak Polska, których te zasady będą w przyszłości dotyczyć.
„Tak” będzie jednak oznaczało ujednolicenie europejskich polityk gospodarczych i socjalnych, jak i wprowadzenie pewnych zmian w konstytucji. Zawsze w takich sytuacjach wraca pytanie: co z naszą narodową podmiotowością?

Nie możemy dziś tak rozmawiać. Który kraj jest dziś suwerenny w XIX-wiecznym znaczeniu tego słowa? Może największe mocarstwa. I Korea Północna. Ale czy realizuje ona interesy swoich obywateli? Wydaje się, że w ciągu ostatnich 20 lat odebraliśmy już tę lekcję. Lepiej mieć całą mrówkę czy nogę od słonia? Przystępując do Unii Europejskiej świadomie i dobrowolnie zrzekliśmy się prawa kształtowania naszej zewnętrznej polityki handlowej na rzecz Komisji Europejskiej. Ale dzięki temu, kiedy KE negocjuje także w naszym interesie ze Stanami Zjednoczonymi, Brazylią czy Chinami, to uzyskujemy lepsze warunki współpracy. Coś za coś.