Największą kartą przetargową Wisły jest to, że wyróżniający się u nas zawodnicy odchodzą później do bardzo silnych i markowych drużyn jak Trabzonspor, PSV, Club Brugge, a wcześniej oczywiście Dortmund czy Celtic, ale skupiam się na Wiśle wg Stana. Taki grajek myśli: pogram trochę w buraczanej lidze polskiej gdzie na pewno będę wszystkich rozjeżdżał i mam bilet do wielkiej piłki. Dlatego nikt nie zatrzymywał ani Pawła, ani Marcelo, ani Juniora Diaza czy Głowackiego: Wisła chciała dać przez te dwa okienka wyraźny sygnał - pograj trochę u nas, a się wypromujesz. Ta taktyka ma sens, szczególnie, gdy porównamy ją z wcześniejszą: brakiem jakiejkolwiek strategii prowadzenia klubu i zasilaniem go odpadami jak Issa Ba czy Hristov. Oczywiście, najlepiej by było robić to co na początku ery Cupiała, czyli ściągać najlepszych zawodników ligi, ale to już niemożliwe.
W każdym razie potencjalni przyszli Wiślacy nie będą patrzyć czy Wisła wygrała czy przegrała z Valerengą sparingu, a nawet jakie miejsce zajęła w lidze, tylko na to do jakich klubów odchodzą stąd zawodnicy. Co nie znaczy jednak, że jesli mamy budować klub o europejskiej randze nie powinniśmy sparingów traktować poważnie. Jak ktoś powiedział - wynik idzie w świat, a np po meczach w copa de sol w norwegii mamy opinię bandy frajerów.