Zgodzę się z przedmówcami co do meritum - studiowanie dla papierka to w kontekście "rozwoju zawodowego" samobój. Co zatem robić? Prawda leży po środku, każdy musi znaleźć swoją drogę bo idelanego rozwiazania nie ma.
Ja wybrałem opcję studiów dziennych (2 kierunki) i, w miarę możliwości, dorabiania "wieczorno - weekendowego" (czego to ja przez tych kilka lat nie robiłem ?

) oraz głownie lipcowo - sierpniowego. Teraz zbieram profity, bo choć broniłem sie ledwie kilka miesięcy temu to musze podkreślic, ze dobre wykształcenie zawsze bedzie robić wrażenie - i mówię to z doświadczenia, bo wielkich problemów ze znalezieniem pracy nei miałem. I to też jest jakaś opcja. Owszem - czasem było mi żal, że kumple porobili kursy i w wieku np 22 lat wyrabiali po 2-2,5 tys netto na wóżkach widłowych, a ja w tym czasie dorabiałem parę stówek na miesiąc. Nie potepiam, ale trzeba sobie postawić pytanie, czy każdy widzi siebie w takiej roli? Czy nie będzie go za kilka lat korciło by coś w swoim życiu zmienić? I czy nie bedzie wówczas już za późno na naukę, na zdobycie wykształcenia, które moze otworzyć nowe perspektywy? I tez warto twardo stąpać po ziemi i zdawać sobie sprawę, że w wieku 25 lat nie każdemu dane jest zbijać kokosy. Step by step, jak to mawiał Leeeeeeeeeeeooooo
Reasumując - rozsądny wybór studiów to mimo wszystko jest jakaś opcja. Ale trzeba im się poświęcić. Trochę dyscypliny i wpadnie stypendium, trochę pokombinowania i znajdzie sie czas na dorabianie. Uwierzcie - cv ze studiami dziennymi i jakimkolwiek nawet doświadczeniem zawodowym jest w cenie.