|
To co napisałeś trochę zalatuje populizmem i mocno odbiega od rzeczywistości. Prywatyzacja jest narzędziem, a nie doraźnym celem samym w sobie, do poprawy jakości funkcjonowania danego podmiotu gospodarczego i jako takie narzędzie mamy ją traktować.
Spółki nierentowne w średnim, bądź długim okresie powinny upadać co pokazywałoby, że nasza gospodarka jest zdrowa u podstaw. Niestety dzieje się u nas na odwrót i takie niedoinwestowane, przejadające środki instytucje siedzą na garnuszku państwa i marnotrawią grube miliardy co roku. Spółki nierentownej, bez perspektyw na przyszłość nikt nie kupi i zamiast dotować ją latami powinno doprowadzić się albo do restrukturyzacji i zmiany profilu działalności, albo do zamknięcia danej firmy. Przykłady stoczni, czy kopalni węgla pokazały nam jak szkodliwe dla finansów państwa są sentymenty do PRL-owskich przedsiębiorstw, które w normalnych rozwiniętych gospodarkach padłby na początku lat 90-tych.
Czym innym jest natomiast majątek narodowy, który powinien być wyjęty spod klosza i zacząć podlegać prawom rynkowym tak aby podmioty państwowe konkurowały z podmiotami prywatnymi i na odwrót. A tak mamy sytuację, że kolosy PKP i Poczta Polska ciągną nas cały czas w dół, bo przez 20 lat nikt nie chce powiedzieć stop i ukrócić trwania tych monopoli państwowych. Oczywiście sektor strategiczny, czyli szczególnie energetyka i spółki paliwowe powinny pozostać w mniejszym bądź większym stopniu w rękach państwa.
Co do banków kompletnie się nie zgadzam z tego względu, że instytucje finansowe mają to do siebie, że prowadzą działalność transnarodową, która w żaden sposób nie powinna być ograniczana granicami państwa. Swoboda przepływu kapitału i usług, którą gwarantują niezależne banki jest filarem wolności gospodarczej. Państwowe powinny pozostać wyłącznie NBP jako bank centralny oraz Bank Gospodarstwa Krajowego jako bank płatnik do wszelkiego rodzaju dotacji, jak i specjalistycznych kredytów wewnątrzkrajowych (np. kredyty studenckie).
Nie wiem co ma znaczyć ta gwarancja zatrudnienia dla Polaków, bo zalatuje mi to wcześniejszym ustrojem, ale rozumiem, że chodzi o pierwszeństwo możliwości zatrudnienia polskiego pracownika przed pracownikiem zagranicznym? Dla mnie to idiotyzm jeśli dobrze to miałeś na myśli. Zdecydowanie wolałbym, aby wielu wykształconych i doświadczonych zagranicznych pracowników wybierało Polskę jako miejsce swojej przyszłej pracy co oznaczałoby, że stajemy się powoli atrakcyjnym rynkiem pracy dla cudzoziemców. Kryterium narodowościowe nie powinno odgrywać tu żadnego znaczenia. Tylko i wyłącznie kwalifikacje.
|