wiślak 86 napisał(a): 
Fałszywe dane o widoczności? Ty w ogóle czytasz jakieś stenogramy itp. czy bazujesz na art. GP?
Dostali dane takie jakie miała wieża. To że były tam przyrządy jak za czasów IIWŚ i pokazywały BYĆ MOŻE błędne dane to wina kontrolerów? I wybacz ale trzeba być ostatnim kretynem aby sądzić że wieża sprowadziła samolot specjalnie na błędny kurs. Poczekajmy jeszcze tydzień może dwa a wszystko powinno być już w miarę jasne.
Jaka zgoda o czym mówisz? Albo nie wiesz albo nie chcesz wiedzieć że nie mogli nie zgodzić się na lądowanie. Jest tylko jeden przypadek kiedy mogą to zrobić a jest to ZAMKNIĘCIE lotniska!!
|
Dla Ciebie mogę bazować na PAP oraz nawet na Wprost - Lisa:
Cytat:
IAR / PAP
Radosław Różycki 18.01.2011
Nie lądowali "za wszelką cenę". Wieża milczała
Wieża nie reagowała, kiedy TU-154M źle podchodził do lądowania, a pilot chciał poderwać samolot, jeszcze przed komendą wieży "Horyzont" – wynika z informacji przedstawionych przez komisję Jerzego Millera.
Eksperci podkreślają, że wieża nie informowała o lotnisku zapasowym i nie informowała o schodzeniu z kursu lądowania.
Z ustaleń polskiej komisji wynika, że o godz. 8.39 samolot poinformował, iż wchodzi w ścieżkę lądowania i jest w odległości 10 km od celu. "Samolot ze ścieżką 3-12" - informuje załogę kontroler.
Mjr Robert Benedict zauważył, że gdyby podejście przebiegało właśnie po ścieżce 3-12, to w danym momencie samolot nie byłby w odległości 10 km od celu. - Samolot był wtedy albo o 85 m wyżej od ścieżki, albo komenda wieży powinna paść 13 sekund później - uznał ekspert, zdaniem którego podejście przebiegało ścieżką oznaczoną jako 2-40.
Później stwierdzono, iż samolot był o 130 m za wysoko i zszedł z kursu o 80 m. - Kierownik strefy lądowania zamiast mówić "na kursie i na ścieżce" powinien dać załodze informację "jesteś za wysoko" albo "odchodzisz od kursu", a nie utwierdzać załogę, że wszystko jest w porządku - ocenił ekspert. Dodał, że 2 km przed lotniskiem nadal odchylenie od kursu wynosiło 20 m nad ścieżką i 80 m od kursu - wciąż nie było reakcji kontrolera.
"Na drugi krąg i koniec"
Jak ocenili polscy eksperci, płk Krasnokutski, podczas sprowadzania polskiego samolotu Tu-154 na lotnisko w Smoleńsku, przyjął "bierną pozycję", a w pewnym momencie z jego wypowiedzi wynika, że pozostawia w gestii pilotów, co zdecydować po ewentualnym nieudanym podejściu do lądowania.
Podczas nagrania, które pokazuje lot Tu-154, padają też niepublikowane dotąd wypowiedzi pilotów. O godz. 8.35 z kokpitu słychać: "Musimy się na coś zdecydować",później: "Tam jest obniżenie".
Na zaprezentowanych nagraniach słychać też słowa z kokpitu: "Nic nie widać" i komendę kapitana Arkadiusza Protasiuka: "Odchodzimy". Pada ona na trzy sekundy przed poleceniem z wieży: "Horyzont".
W tym samym czasie płk Krasnokutski - jak oceniają polscy eksperci - domaga się od swoich przełożonych, żeby podano mu lotnisko zapasowe dla tupolewa, bo chce wiedzieć co ma zrobić z polskim samolotem.
Według polskiej komisji, po tych konsultacjach pułkownik przyjmuje bierną postawę. Padają słowa Krasnokutskiego: "Przede wszystkim przygotuj go na drugi krąg. A... na drugi krąg i koniec". A dalej: "Sam podjął decyzję...niech sam dalej....". Według polskich ekspertów, w ten sposób pułkownik zostawił załogę na własną odpowiedzialność.
Dopiero na wysokości 70 metrów pada komenda "Horyzont". – To za późno – twierdzi komisja, bo powinna paść na wysokości 100 metrów.
Na prezentacji nie odtworzono samej dramatycznej końcówki nagrania z kokpitu tupolewa, którą w ubiegłym tygodniu zaprezentował MAK. Zakończyła się tuż przed momentem zderzenia samolotu z brzozą.
- Nie ma wielu elementów, które jeszcze badamy – przyznał Jerzy Miller. Zapewnił, że wszystkie materiały, które obecnie bada komisja, mają być zawarte w raporcie końcowym.
MSWiA wycofuje stenogramy
Materiały dotyczące rozmów kontrolerów na wieży na lotnisku Smoleńsk, które mają zostać upublicznione na konferencji, nie zostaną opublikowane na stronie internetowej polskiej komisji badającej okoliczności katastrofy - powiedziała przed konferencją rzeczniczka MSWiA Małgorzata Woźniak.
Pułkownik Edmund Klich mówił w Polskim Radiu, że liczy, iż polscy specjaliści odczytają więcej informacji z nagrań z katastrofy smoleńskiej niż udało się odcyfrować Rosjanom. Szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych zwrócił uwagę, że wśród rozmów około 20 procent stanowią anonimy i rozmowy niezrozumiałe.
"Trzeba powiedzieć Polakom, k..."
W poniedziałek tygodnik "Wprost" ujawnił fragmenty zapisów nagrań z wieży. Rozmowy prowadzone tego dnia przez rosyjskich oficerów były bardzo nerwowe. Świadczy o tym duża liczba przekleństw.
"Trzeba Polakom powiedzieć: jaki dla nich, k..., wylot" - mówił płk Nikołaj Krasnokutski do kierownika lotów Pawła Plusnina. Słowa padły po tym, jak rosyjski transportowiec ił-76 po raz pierwszy podchodził do lądowania. Prawdopodobnie oznaczało to niezadowolenie związane z wylotem Tu-154 z Warszawy. Wtórował mu kierownik lotów Plusnin: "Gdzie tu, do ch..., się Polacy pchają". Płk Kransokutski, zobaczywszy nieudaną próbę lądowania iła, mówił też: "Job twoju mać, o k..., ale jaja!"
Z zapisów wynika, że do zmiany zdania najprawdopodobniej nakłoniły kontrolerów dopiero konsultacje z moskiewską "Logiką".
Z ustaleń "Wprost" wynika, że polska komisja dysponuje nie tylko zapisem rozmów kontrolerów między sobą, ale także nagraniami korespondencji wieży z moskiewską "Logiką". Nie pada na nich jednoznaczny rozkaz, by sprowadzać polskiego tupolewa, ale presja wywierana na kontrolerach jest wyraźnie odczuwalna. Kontrolerzy prawdopodobnie kontaktowali się z "Logiką" także za pośrednictwem telefonów komórkowych. A tych nagrań polska komisja już nie ma.
Po konsultacjach z Moskwą na wieży kontroli lotów pada też zdanie mogące świadczyć o strachu rosyjskich kontrolerów: "Nie trzęś się, ni ch..., nie trzęś się". Niestety nie wiadomo, kto wypowiada te słowa.
|
|