|
Sam zbierałem 2 razy pieniądze na WOŚP w podstawówce i najbardziej zapamiętałem z tych czasów jak "wolontariusze" w moim wieku chowali się za szkołą i wyciągali dla siebie "kieszonkowe" z puszek, a rodzice nowobogackich prześcigali się w licytacji o złote serduszka aby wylansować się na oczach kolegów i koleżanek swojego dziecka oraz. Dopełnieniem tego były wypasione telebimy przed szkołą, zapraszanie "sław" pokroju Ich Troje, czy Stachurskiego, czyli jednym słowem Bizancjum w małej mieścinie. O osobie Owsiaka i jego wygodnym życiu za pieniądze darczyńców (jedynie ok. 30 mln zł na koncie z odsetek) nie będę wspominał.
Dlatego od kilku lat WOŚP i wszechobecne czerwone serduszka wzbudzają u mnie wyłącznie odruchy wymiotne i szerokim łukiem będę starał ominąć jutro zastępy serduszkowych potworów. Zdecydowanie wolę bezpośrednio pomagać potrzebującym osobom z mojej okolicy niż wspierać idola polskiej młodzieży.
|