Elefant napisał(a):

Dodam tylko jeszcze jeden aspekt. Mało poruszany. Generał po wprowadzeniu stanu wojennego miał pełnie władzy. Zarówno wobec społeczeństwa i wierchuszki partyjnej. Jak i pewną niezależność moskiewskich mocodawców. Pomijając wszystko inne koncertowo sp.. gospodarkę. Wprowadzenie stanu wyjątkowego to idealny moment do przeprowadzenia chociażby ograniczonych reform gospodarczych. Każdy od profesora do ciecia wiedział już wtedy, że gospodarka socjalistyczna jest niewydolna. Dziesięć lat generała to dziesięć lat ogromnej zapaści gospodarczej.
Nie zrobił tego, bo nie chciał.
Jemu nie chodziło bowiem o Polskę, chodziło mu o komunizm i wypełnianie woli radzieckich towarzyszy.
Za to zaniechanie płacimy wszyscy do teraz, także Ci, którzy urodzili się w Polsce postkomunistycznej i wydaje im się, że stan wojenny to odległą przeszłość nie mająca nic wspólnego z obecną sytuacją.
|
Gdzieś tu wypłynął wątek Pinocheta. Nie mam zamiaru zaczynać offtopa, ani tym bardziej wybielać jednego tyrana kosztem drugiego. Jest jednak różnica: Pinochet uratował gospodarkę swojego kraju, podczas gdy Jaruzelski pogłębił patologie. Nie zrobił choćby tego niezbędnego minimum, które mógł.
Ale czego więcej wymagać od kogoś, kto od początku swojej "kariery" był kapusiem i s-synem posyłającym swoich rodaków na śmierć?
Zastanawiam się, jeżeli mają się tu wypowiadać bez sensu rozmaici kretyni, to czy nie lepiej po prostu zapomnieć? Krzywd i tak nie naprawimy, sprawiedliwości bez choćby wyroku nie będzie. Jest sens rozdrapywać rany wiedząc, że sprawcy i tak będą pluli na nas z góry?
Ja już jakiś czas temu położyłem lagę na ten kraj i to społeczeństwo.