|
Jeden czy drugi kibic powie - mieli dużo szczęścia. OK, ale temu szczęściu też trzeba umieć pomóc. W grupie A z Amicą wystarczyło im 8 punktów do spokojnego awansu. Tymczasem w innej grupie - J, gdzie gra 3/11 polskiej drużyny (i wszyscy trzej dzisiaj wystąpili), 8 punktów daje dopiero 3 miejsce, i o awans trzeba jeszcze się bić.
Bardzo podobna "polska" sytuacja była 2 i 4 lata wstecz. Wisełce w 2006 r. do awansu z grupy wystarczyłyby 4 pkt. i remis w ostatnim meczu. Niestety, sił i umiejętności wystarczyło naszym na pół godziny walki. Dwa lata później poznaniacy również w ostatnim meczu (przeciwko Feye) walczyli o awans i uzyskali go, gromadząc 5 pkt. w grupie. Jak niewiele czasem potrzeba.
Fakt, nie bardzo można porównywać poprzednich faz grupowych (2006 - Wisla, 2008 - Amica) do obecnych. Meczów jest 6 zamiast 4, rywali 3 zamiast 4, no i pieniądze zdecydowanie większe. Co więcej, do udanej fazie grupowej klub może liczyć na duże zarobki dzięki transferom zagranicznym. Tak u nas "wypłynął" Błaszczu, a w Poznaniu "Lewy" - i dziś obaj grają w Dortmundzie.
Mam nadzieję, że faza grupowa europejskich pucharów przestanie być w końcu luksusem dla polskich drużyn. Skoro punktują tam nie tylko europejskie potęgi, ale też drużyny z Białorusi, Słowacji, Węgier, Bułgarii czy Mołdawii - dobrze by było, aby w przyszłym roku ze 2 polskie ekipy dobrnęły do grupy. Nowe stadiony dają możliwość sprzedania więcej biletów i większych zarobków. Oby tylko piłkarze stanęli na wysokości zadania, bo tych kompromitacji zdecydowanie już wystarczy.
|