|
Po meczu z Cracovią trudno mi znaleźć optymizm.
Wprawdzie wygraliśmy, ale ...
Nie chodzi mi o to, że minimalna wygrana. Nie chodzi mi o to, że grali do bani.
Chodzi mi o to, że grając z zespołem, który na tyle nic nie gra, że uskrobał 4 punkty (o 4 więcej niż pewna redakcja nie wstając z kanap), nie byli wstanie strzleić bramki w pierwszym kwadransie, żeby potem spokojnie mecz kontrolować.
Nie byli wstanie strzelić w pierwszej połowie, żeby chociaż spokojniej drugą oglądać.
Nie byli wstanie strzelić ani zaraz po przerwie ani przez pozostałe 48 minut.
Optymizm znika bo to, że strzelili w ostatniej (a nawet w pierwszej po ostatniej) minucie doliczonego czasu gry gry świadczy o farcie nie lada. Gdyby to był drugi czy trzeci gol - spoko. Ale jedyny !!!!!!!
Legia ostatnio gra lepiej -> wygrywa, a to znaczy że strzela bramki i strzela ich więcej niż traci.
Boję się o wynik i na nic mi tu analizy porównawcze składów - my nie strzelamy bramek, a tracimy je dość "chętnie".
|