wwf napisał(a):

koyoot
Pewnie też tak jest że nie wszystko to wina trenera.
Ale chciałbym zwrócić uwagę na pewną rzecz.
Jak sciągano do Krakowa Kasperczaka uchodził on za trenera który ze słabymi reprezentacjami w Afryce potrafi robić wyniki. Dodatkowo był człowiekiem który odnosił sukcesy we Francji. Tworzył system szkolenia w Tunezji.
Jednym zdaniem przy Maaskancie trener z innej planety.
Teraz kolejny. Beenhaker przychodził do polski w glorii trenera Realu Madryt z którym odnosił sukcesy w Hiszpanii i na arenei międzynarodowej. Trener który miał sukcesy w Holandi , trener który ze słabym Trynidadem i Tobago potrafił się świetnie zaprezentować na Mistrzostwach świata.
Jednym zdaniem przy Maaskancie trener z innej planety.
Po co przywołałem te dwa nazwiska. A no po to że jak ci trenerzy zaczynali swoją pracę w klubach czy też reprezentacji to potrafili wydobyć z zawodników maksimum umiejętności. Sami zawodnicy w wielu wypowiedziach mówili że mają całkiem inne spojrzenie na piłkę. Potrafili oni dotrzeć do zawodników. Jeden potrafił grać jak równy z równym z Lazio, a drugi orywał Portugalię.
Oczywiście dziś wiemy jak to wszystko się potoczyło i gdzie dziś są obaj ci trenerzy.
Ale mi chodzi o to że chcę wskazać pewną zależność.
.
|
Zwykle tylko przeglądam forum i powstrzymuje się od wypowiadania na jakikolwiek temat. Teraz niestety muszę zabrać głos, bo ktoś odjechał z naszej rzeczywistości. I to bardzo.
Zacznijmy może od Benhakkera. Mówisz, że świetnie zaprezentował się z Trynidadem i Tobago na mistrzostwach świata. JEDEN punkt w trzech meczach i ZERO strzelonych bramek, to dla Ciebie dobry rezultat? Jeśli tak, to nie mam pytań.
Jego praca w Realu Madryt jest tak odległa, że nikt już o niej nie pamięta. Równie dobrze można nazwać Franka Smudę szkoleniowcem, który ma patent na Ligę Mistrzów. Nonsens.
Pamiętasz może nastroje, kiedy Petrescu był trenerem Wisły? Ja odczuwam masę analogii. Trener na dorobku. Nic nie osiągnął. Młody, ambitny, szalenie inteligentny. Krytycznie patrzący na umiejętności kopaczy Wisły. Czy tak nie było w przypadku Rumuna? Też pojawił się argument z brakiem doświadczenia, kiepskim stylem, buntem piłkarzy. Teraz Petrescu ma wyniki, o których Wisła może sobie pomarzyć. A wystarczyło zaufać, poczekać na rezultaty jego pracy...
Czemu nie jesteśmy w stanie wyciągać wniosków z tak niedalekiej przeszłości? Dlaczego nie jesteśmy w stanie zaufać nikomu, kto poznał futbol na poziomie wyższym niż nasza śmieszna liga. Chcemy się w niej kisić i dostawać od Azerów, czy zaufać ludziom z innego świata(lepszego) i czerpać z tego korzyści?
Dajmy im popracować. Przynajmniej rok.