|
Bawicie się tymi wykresami, jakby to miało jakiś sens.
Taki Racing Santander w tym sezonie po 8 kolejkach miał 7 punktów i był w strefie spadkowej, bilans bramkowy na -9, średnia ilość punktów na mecz poniżej 1. Jednym słowem wg waszych wyliczeń powinni rwać włosy z głowy, bo się spadek szykuje. Tymczasem Racing w tych 8 kolejkach grał z: Barceloną u siebie oraz wyjazdy z Valencią, Sevillą, Villarealem i Realem Madryt. Do tego przyszła jedna pechowa wtopa ze Sportingiem Gijon, gdzie Racing absolutnie dominował, oddał 20+ strzałów a rywal wygrał dzięki bramce po swoim jedynym celnym strzale. Przyszła 9. kolejka, przyjechała do nich Osasuna i wyjechała z wynikiem 4-1 w plecy, a mogła dostać więcej.
O wynikach na boisku decydują umiejętności i czasem fart, ale nie statystyka. Takie statystyki mogą wskazywać pewne prawidłowości, ale wymagają interpretacji. Uśrednianie to nie interpretacja, to zamazywanie obrazu statystyki. Żeby to zobaczyć wystarczy z pierwszej tabelki wziąć sezony 2005/2006 i 2007/2008 i się im przyjrzeć. Popatrzmy nie na średnie ilości zdobywanych punktów itp. rzeczy tylko różnice pomiędzy drużynami.
2005/2006:
1.66 2.64 3.49 4.49 5.47
2007/2008:
1.77 2.63 3.60 4.57 5.52
Drużyny z tych samych miejsc zdobywały zdecydowanie więcej punktów. Mógłbym się bawić w jakieś szczegółowe analizy, przerzucać cyferkami, sumaryczną liczbą punktów w sezonie wszystkich drużyn, liczbami remisów ile drużyn miało powyżej 15 porażek itp. Ale te wszystkie wyliczenia byłyby bardzo niesprawiedliwe i tylko zacierałyby obraz.
W sezonie 2005/2006 były dwa miejsca spadkowe + jedno barażowe. Pomimo motywu fuzji Lecha i Amici, wszyscy o awans walczyli do ostatnich kropli krwi, a każdy punkt był na wagę złota. Każdemu zależało na wydarciu punktów stąd ich bardziej "sprawiedliwy" rozdział. W kontekście całej ligi w porównaniu do "sensacyjnego" sezonu 2007/2008 różnica wyniosła 13 punktów mniej. Poszczególne drużyny w środku tabli też zyskały na tym wszystkim punkty zdobywalne w jednym meczu. Także gołym okiem nie było widać różnicy, ale ta różnica była.
W sezonie 2007/2008 było o wiele łatwiej. Były tylko dwa miejsca spadkowe, a Zagłębie Sosnowiec grało fatalnie, zanotowało 22 porażki. Drużyny w zasadzie za nic dostawały od 3 do 6 punktów i dlatego w pozostałych meczach nie było stresów, nie było ciśnienia. Wiadomo, że oprócz Zagłębia spadnie tylko jedna drużyna, w dodatku wszyscy mają dzięki Zagłębiu dużo punktów, więc w pozostałych meczach można się wyluzować, jak przegramy jeden czy dwa mecze to nic się nie stanie. I taki jeden sezon totalnie przegina Wasze statystyki.
Dodajmy do tego, że obecny sezon może rozwinąć się bardzo podobnie, Cracovia jest FATALNA. Tylko w górze tabeli jest większy zamęt i z tego może wyjść absolutnie wszystko. Dodajmy, że od kilku sezonów jeżeli nie ma drużyny jednoznacznie dominującej, to tytuł wygrywa się wiosną. Ostatni tytuł Legii i Lecha to zasługa passy niemalże samych zwycięstw wiosną. I jednocześnie są też trendy odwrotne. W zeszłym sezonie Wisła i Legia nagle na wiosnę przestały grać w piłkę. Trudno to jakoś uzasadnić, ale taki jest fakt, i wiosną zaprzepaściły sezon. A w tym sezonie jest jeszcze ciekawiej, bo przed nami jest dużo drużyn, których wysoka pozycja wynika nie z własnej siły a ze słabości potentatów i fatalnych wyników Cracovii oraz Śląska.
Niech te pięć drużyn zacznie grać lepiej wiosną i nagle okaże się, że te wszystkie drużyny przed nami nie mają na kim zdobywać punktów. Więcej, ich przewaga nad strefą spadkową wydaje się na tyle bezpieczna, że nie trzeba walczyć o utrzymanie. A na walkę o puchary brak im ambicji u miejętności i wiary w samych siebie. W efekcie drużyny takie jak Górnik, Lechia itp. tak jak w zeszłym sezonie mogą zacząć przechodzić obok meczów.
Ostatnio edytowane przez Uran235 : 31.10.2010 o godz. 23:27.
|