|
Przecież Maaskant nie wyjdzie na konferencję i nie powie "Ku*wa mać, jesteśmy do bani, nie wiem co dalej chyba pójdę zapalić joya bo mi brakuje tego w Polsce". On po prostu musi trzymać fason i mówić, że pada deszcz jak na niego plują. On musi mieć w tym jakiś plan, bo przecież nie przyszedł tutaj rozpieprzać niezbudowany zespół, tylko pracować za zapewne ciężki szmal.
Maaskant przyszedł i zastał puzzle. Cześć była jako tako ułożona, a reszta rozpieprzona po całym pokoju. On je dopiero zebrał i zaczyna układać. Mam nadzieję, że jest bliski finiszu. Mimo tego, że ma wiele niepasujących do siebie elementów na pewno próbuje to zebrać do kupy i zrobić z tego mechanizm działający.
Najgorszy w wykonaniu Wisły jest zawsze początek meczu. Nuda, obrona Pawełkolandii, krótki oddech i ruszamy pod koniec pierwszej połowy. Już któryś raz z rzędu tak to wygląda i z czasem, w co wierzę, nasza gra będzie rozpoczynać się dużo wcześniej niż obecnie.
Teraz to wygląda tak. Każdy zespół nieważne Lech, Widzew czy cuś innego, napierd*la na Wisłę równo. I tak przez kilkanaście minut. Potem sił brakuje (bo ile można napierd*lać) i zaczynamy grać. Tak będzie na Kałuży, tak będzie z Legią, Zagłębiem, Polonią i Arką. Zobaczymy co się wydarzy w zimie.
Jeśli jednak Wisła wpieprzy wszystkie 5 meczów, to Maaskanta w zimie pożegnamy. Z pozostałych do przerwy zimowej kolejek, tylko Polonia, jako zespół nieobliczalny, stanowi dla nas poważne zagrożenie. Resztę możemy spokojnie ograć. Nawet z taką grą jak dzisiaj.
|