saklak1906 napisał(a):

Czyli teoretycznie kazdy katolik by musial mnie napominac i upominac bo patrzac na moje postepowanie byl bierny.
Zaraz sie okaze ze sasiadka z dolu ma grzech bo nic w tym kierunku nie zrobila a wiedzial ze zyje w wolnym zwiazku.
To jet takie gadanie zeby wmowic wine rodzicom za grzechy dzieci, ty katolik idac na mecz gdzie matka wie wyzywasz przeciwnika od najgorszych grzesza tez ma grzech bo Ci pozwolila, czy jadac samochodem z nadmierna pretkoscia( co tez podobno jest grzechem) tez bo nie powszczymala cie od tego itp itd.
|
Hehe, raczej bez takich abstrakcyjnych przykładów

Co innego matka (najblizsza osoba w życiu, wychowujaca Cię), co innego osoba postronna.
A i jeszcze jedno - inaczej patrzy się nawet na wyzywanie przeciwnika na meczu (swoją drogą to już coraz mniej ku temu okazji, jakos tak spokojniej na meczach

), inaczej na wspólne mieszkanie przed ślubem. Niby tu i tu mamy grzech, ale jest jedna różnica - w drugiej sytuacji mamy TRWANIE w grzechu... A więc nie ma żalu, nie ma chęci poprawy, jest akceptacja swojego zachowania. Tu tkwi problem.