![]() |
Dawno dawno temu w odległej galaktyce...
Dawno dawno temu w odległej galaktyce…
Tak zaczyna się znana niejednemu z dzieciństwa seria o walce rebeliantów z imperium, ale nie będzie to temat o Gwiezdnych wojnach, ani o filmach SF, choć dla młodszych może to być Science Fiction. Temat wspominkowy o naszym dzieciństwie, dzieciństwie tym jak to było gdy komuna trzymała mocno w kleszczach Polskę a my wychowywaliśmy się w tych czasach gdy były kartki, a jedyne czego zawsze pod dostatkiem było w sklepach to ocet. Ale nie będzie to temat polityczny i do forumowych politykierów prośba, żeby swoje rozkminki zostawili do politycznego, tu będziemy rozmawiać o tych wspomnieniach, które wiążą się z tymi latami omijając politykę szerokim łukiem. Jedno z moich pamiętnych wspomnień to te związane z piłką, z grą całych podwórek w nogę. Mojemu ojcu udało się kupić piłkę do siatki, tylko wielkościowo jak ta do nogi, trzeba było ją pomalować w klasyczną biedronkę i można było grać całymi dniami w piłę. Dwie gry były numer jeden u mnie na podwórku. Jedna to kwadraty, potrafiliśmy w nie grać cały dzień aż do nocy, a mamuśki tylko się darły na nas przez okno żebyśmy cokolwiek zjedli, bo mogliśmy grać cały dzień bez przerwy. Kto przegrywał ten miał tzw „dupy” każdy wygrany strzelał w odwróconego plecami przegranego, celując w siedzenie :lol: Druga gra nie wiem czy na innych dzielnicach też była uskuteczniana ale była mocno specyficzna, już sama nazwa o na to wskazywała a gra nazywała się W Szatana. Szybko tłumaczę jak grało się W Szatana, Pięć osób siadało ciasno na ławeczce a jedna z odległości jakieś 15 metrów kopała z całej siły piłką. Jeśli nie trafił, to siadał na ławce, a pierwszy od lewa go zmieniał, jeśli trafił (najlepiej w głowę) :lol: nie można było się zasłaniać ani robić uników bo zostawało się mięczakiem, mięczakiem nikt nim nie chciał być, ciekawe jak bardzo mam nie po kolei w głowie od tego typu gierek :lol: Wspomnień jest wiele i nie tylko ja mam głupie mądre fajne i mniej fajne. Mam nadzieje, że wywiąże się w ciekawą dyskusję o naszym dzieciństwie w latach osiemdziesiątych tak innym od dzieciństwa znanego teraz. |
Ja natomiast pamiętam dobrze grę w kapsle.. Rysowaliśmy pół dnia kredą po ziemi ogromny tor, szeroki na kilka centymetrów, ustawialiśmy na "starcie" kapsle od butelek, oczywiście wcześniej przygotowane, czyli zalane woskiem i ozdobione np flagą jakiegoś kraju lub wycinkiem z gazety :) I tak sobie pykaliśmy godzinami, jak nie padało tor zostawal na drugi dzień. Gier z piłką nożną pamiętam wiele, ale to już zupełnie inna historia ;)
|
U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>
|
kurde kompa(atkiego poowaznego) nie było i człowiek miał zabawę na ulicy.. :)
ja grałem w "państwa i miasta" tak się chyba to nazwyało.... okrąg kredą na ulicy, a pozniej jakies latanie z patykiem, łapanie innych graczy.... i najlepsze :) zabiernaie im terenow :D... zasad nie pamiteam :( no i amiga, C64 :D piłka, zbijak itp :-) gra w kości na pieniądze :D tępili nas za to w szkole, 6 klasa i już nałogowi hazardziści :D |
Ja jestem stosunkowo młody rocznik i jak tylko się urodziłem to komuna nie mogła tego wytrzymać i zaraz padła:-)
U mnie też się grało w dupy i co ciekawe zawsze gdy było trzeba komus strzelać w pośladki :F to oczywiście każdy ładował jak najmocniej, a nie stopniowo coraz silniej tłumacząc się tekstem "Moja wina, że mam tyle siły". Ile okien w garażach wtedy poleciało... ojojoj. Kiedyś grając w nogę ulica na ulice udało się kumplowi strzelic w korki na słupie wysokiego napięcia tak, że okoliczne domy zostały pozbawione prądu, jeden z mieszkańców (który też grał z nami) wziął to sobie bardzo do serca i zaraz wybuchła mała afera... skończyło się na tym, że awanturnikowi powiesilismy jeszcze rower (pelikan) na drzewie. Co do samego życia w ustroju to moi rodzice gdzieś jeszcze trzymają kartki i talony które dostali na mnie na np. cztery pieluchy tetrowe... inna sprawa, że miałem przerób kilka razy większy:D Odnośnie pierwszych wspomnień kibicowskich to pamiętam jak się chodziło do przedszkola i pojawiło się w Zabierzowie pierwsze "graffiti" sławiące Wisłe (TS w barwach po środku biała gwiazda), do tej pory zostały jeszcze resztki po nim... tynk troche odpadł. Oprócz tego w podstawówce pamiętam kilka osób w wojskowych plecakach pomalowanych w barwy Wisły i jakieś wyjazdy na mecze jak bez internetu i komórek ludzie się umawiali i jechali jednym autobusem. Ja tutaj z mamą mały rzdąc jade, a w autobiusie jakieś darcie się, wyrywanie kasowników, itp:) Piekne dzieciństwo miałem:-) |
Cytat:
Oprócz "Dup" na czasie była gierka w "Finały", czyli kilku chłopa grających na 1 bramkę i ten kto nie zdołał w danej rundzie trafić odpadał z gry. |
jedną z rozrywek moich kumpli z tego okresu to była pirotechnika.
Zdobywanie odczynników to tej zabawy to osobna historia, oczywiście wynoszenie z zakładów na różne sposoby. Kumpel stworzył na bazie bodaj chloranu potasu materiał wybuchowy, jak położył na ziemi i walnął kamieniem to ze spodni tylko pasek mu został. Raz któryś z nas niósł coś w tym stylu w kieszeni, ktoś go klepnął, dobrze że kieszeń trochę do tyłu mu się zawinęła, bo inaczej nie miał by mi kto mówić wujek :) Jak jeszcze Aleja Kijowska nazywała się Inwalidów zrobiliśmy z ampułek benzyny do zapalniczek zaporę, pierwszy samochód przejechał i stłukł, wtedy podpaliliśmy. Kierowca następnego zdążył wyhamować, ale wialiśmy. Na Staffa stoją bloki, które mają balkony na parterze. Fajnie się kładło koło drzwi balkonowych tabletkę paliwa turystycznego a na to ampułkę benzyny, paliwo podpalało. Cud boski, że żadnego pożaru nie spowodowaliśmy, nadpalona firanka to drobiazg. Świece dymne robione z piłeczek pinpongowych lub linijek z celuloidu wrzucaliśmy do piwnic, okien, nawet do sklepu. Po pół roku nam przeszło, choć co czasu do czasu dorastała jakaś grupa, która odkrywała te techniki i stosowała w praktyce do momentu znudzenia lub wpadki :) |
Cytat:
Cytat:
Z innych gier pamiętam "W 2 ognie", chociaż nie wiem czy to nie to samo co "Zbijak", skakało się także w "Gumę" chociaż to taka bardziej dziewczęca gra była. Okresu kartek jako tako nie pamiętam, ale napewno nie było lekko. Czasami jak dostawałem paczki zza zachodniej granicy ze słodyczami to myślałem, ze oczy wyjdą mi z orbit. Wtedy nie było Coca Coli (nie wiem jak z Pewexami), czy innych teraz ogólnie dostępnych produktów. |
Gra w państwa i miasta,w dwa ognie,obrzucanie się piachem,zabawa resorówkami,karty; makao wojna poker,w chowanego,gry planszowe monopol chińczyk,budowanie szałasów,chodzenie po drzewach,oblewanie się wodą na dyngusa,zabawy na trzepaku,fikołki.Jest co wspominać.
|
Cytat:
Ja miałem w początkowych klasach podstawówki taką manie, że jak były drzwi od kibla otwarte to traktowałem je z wyskoku (za dużo Bruce'a Lee) :lol:) i raz zebrał nimi w twarz gość od geografii i złamałem mu nos :wstyd: I Jeszcze pamiętam jak z kumplami obrzuciliśmy pociąg główkami kapusty z grandy :wstyd: PS: Numer z portfelem też się robiło :) |
My przez długi czas z kumplami mieliśmy zajawkę na łapanie przejeżdżających samochodów na portfel. Cała banda schowana była w jakiś krzakach przy ulicy a na jezdni leżał portfel umocowany na sznurku, a raczej chyba to żyłka była (mniej widoczna). Ile było śmiechu kiedy niedoszli znalazcy dębieli ze zdziwienia jak portfel uciekał im z pod ręki. :)
Oczywiście zawsze były kłótnie o to kto będzie operował całym przedsięwzięciem, haha |
heh, dobre z tym portfelem :D
ja bym na to nie wpadł :P |
Cytat:
ścigalismy sie korytarzem +/- 2 klasa podstawówki, a dyrektora wychodziła ze swojego gabinetu i otwierając drzwi , zrobiła mi takiego returna, ze zatrzymałem się po przeciwnej stronie korytarza pod kaloryferem. Oczywiscie wina była moja :lol: W podstawowóce w pracowni technicznej mieliśmy tkaie warsztaty, że z boku były otwierane i ludzie wrzucali tam swoje sniadanie od rodziców. Po kilku miesiącach, chleb stawał się zielony i rzucony ciagnał za sobą, niczym kometa, piękny zielony ogonek. Lekcje tam to był prawdziwy stres, bo cały czas trzeba było uwazac na zielone pociski, dlateog dla bezpieczeństwa, lepiej było byc agresorem :) Pamiętam jeszcze łażenie po bocznych drogach i kładzenie sie na środku za zakrętem, górką...oczywisice kto wstał pierwszy ten cykor Była tez 'kanapka' czyli największą ciotę sie przewracało i ile było ludzi(najczęściej ok5-10 osób) rzuccało sie na nia tworząc kolejne warstwy. Najlepsze kanapki były w sniegu. Najlepiej było jak w podstawówce rozchodizła sie wieśc, ze na długiej przerwie ktoś się będzie lał za szkołą, zawodowy boks to przy tym pikuś. Oczywiście zabawa traciła sens kiedy bicie odbywało sie o odpowiedź na pytanie" za kim jesteś" bo zawsze istnieło zagrożenie, że żydzi będa mieli wsparcie licalistów czy zawodówkowiczów :) aaaa noi najważniejsze mój kumpel był prekursorem zabawy w BUNGEE polegało to, na wypuszczaniu śpika nosem, jak najniżej i wciąganie :lol: jak nie bło śpików, bungee organizwane było za pomoca śliny, ale to była tylko marna imitacja Gra w dupy była u nas znana, ale mało popularna EDIT raz w podstwówce na polskiem , zrobiliśmy flage C klasowego klubiku, ze znalezionego w szafie prześcieradła W drodze do domu rytualnie ją spaliliśmy :lol: |
Cytat:
|
Cytat:
|
Cytat:
Cytat:
Cytat:
|
a grał ktoś z Was w kwadraty ? rysowało się cztery(w zależności od ilości osób biorących udział w zabawie) kwadraty i każdy miał swoje pole.na środku kwadratów była gwiazda rysunek nie wiem Bóg wie co i każdy kto zaczynał musiał piłkę z rąk odbić od ziemi a ta piłka leciała na czyjeś pole.piłka mogła się raz odbić na polu danego gracza a jeśli się odbiła na jego polu a on jej nie kopnął na kogoś innego pole to dostawał punkt,i tak zbierało się punkty i eliminowało poszczególnych graczy.o ile dobrze pamiętam to grało się do 13,12 punkt był przedpogrzebowym,a 13 pogrzebowy i do widzenia.
|
Ale faajny temat:)
U nas też się grało "w dupy" z tym że nazywało się to gra "w maryne".Na boisku graliśmy również w beki,jak nie było bramek do strzelaliśmy do wymyślonych z siatki ogrodzeniowej... Graliśmy również w 21 podań,gdzie rzucaliśmy do siebie piłką,a jak ktoś jej nie złapał to wchodził do środka i jego zadaniem było dotknąć,albo złapać piłke(jakoś tak,nie pamiętam)Po wymienieniu 21 podań,nieszczęśnik dostawał jakąś kare zadaniową.Najczęściej wymyślalismy,że musiał podejść do przechodnia,albo zadzwonić domofonem,albo równie coś głupiego...Kupa śmiechu przy tym była... Ogólnie pamiętam,że był to czas,kiedy przesiadywaliśmy na klatkach schodowych robią różne śmieszne rzeczy.Pamiętam akcje z przyklejaniem gum do żucia do klamek od drzwi,rozrzucaniem wycieraczek po klatce,wyrzucaniem kwiatów z 10 piętra... W szkole graliśmy w państwa miasta,statki, w bierki,na przerwach w szkole w ścianki... |
W kwadraty się grało na boisku szkolnym pod murem od sali gimnastycznej.
Zawsze było losowanie bo pod murem była najgorsza miejscówka bo każdy z całej siły walił piłką w mur :) Kapsle były jeszcze wcześniej ... to chyba początki podstawówki - kredy często nie było więc się w asfalcie kamieniem rowki żłobiło ale zabawa przednia - plastelina i flagi na wierzchu :) Jako że na całym parkingu pod blokiem były wtedy 4 auta więc full wypas :D |
Cytat:
Kocur.. widzę że nie tylko ja pamiętam tą grę :) |
Cytat:
Cytat:
A u nas po prostu Niemiec (wersja bez strzelania w tylną część "jedno podanie"), ale co ja sie będe wypowiadał, jak moje dzieciństwo to lata 90-te, w sumie liczył sie tylko Pegasus i noga, u was jak widać po postach za komuny było dużo ciekawiej:) |
Kapsle albo monety :)
ale u mnie była wersja z dołkiem ze się do dołka trafiało a nie wyścigi:) albo scyzorykiem robiło sie kołko dzieliło na liczbe osob i sie rzucało i dzieliło państwo rywala ;) My dorobilsmy sie kwadratów z farby na parkingu gdzie auta nie stawały ;) i trening techniczny był a nie to co teraz;) a jak ktoś miał bumerang :) Albo zbieranie kart lub naklejek od taxówek na postajach :) |
Ale zauważyliście, że kiedy my byliśmy w wieku 8-14 lat to tych zabaw było multum? Całymi dniami siedziało się na polku i różne zabawy się wymyślało. W zasadzie z w/w "uprawiałem" każdą. Była jeszcze "ciemna noc" przy trzepaku :lol: och ile razy wyjebałem głową w tenże trzepak :lol: My jeszcze z kumplami budowaliśmy se z klocków Lego ( jest lans, co ? :D ) różne zajebiaszcze pojazdy i bawiliśmy się w piaskownicach, na trawnikach czy po prostu - gdy była choć odrobina błotka :D :P zajebiste czasy, chciałoby się czasem na kilka dni przenieść o kilka lat wstecz...
Teraz dzieci wolą się albo napierdalać - burzliwi gimnazjaliści (co gorsza teraz ta bariera wiekowa spada już do 9-10 latków.. ;/ ) albo kopią piłkę o blok w****iając przy tym mieszkańców. Idea zabaw dziewczeńskich typu "Dom", "Podchody" czy malowanie kredą na asfaltowych alejkach upadła wraz z wtargnięciem Dody i innych pomarańczy... szkoda... |
heh :-D Commodore C64 - szpan na osiedlu - a kupiony w 1-szej klasie za odszkodowanie z ubezpieczenia za złamaną rękę (łażenie po drzewach)
moja mama do dziś wspomina jak musiała przeganiać mnie i ojca po nocy żebyśmy przestali grać - bo zasiadaliśmy po Dzienniku do grania (maniakalnie w Boulder Dasha - mieliśmy kasetę gdzie ich ze dwadzieścia było i się wgrywało po kolei) - i zanim się tę głowicę śrubokrętem ustawiło (technika heheh), zanim się gra wgrała to już 21.00 była, więc nic dziwnego że nam potem do późnych godzin nocnych schodziło.... Ile to się tata nasłuchał, że szkoła, że co z niego za ojciec hehe i takie tam :> a na podwórku - też pod trzepakiem i w pobliskim lasku siedziało się całe dnie i zawsze coś było do roboty u mnie na osiedlu się gra w sznura przyjęła i grało nas po 20 osób - a że plac był żużlowy - co się Mamuśki na nas nadarły że okna i firnaki czarne od tego kurzu... eh :) a jak na bloku (i to moim:shock:) powiesili pierwszy na osiedlu aparat telefoniczny!!! jezuu aż wstyd się przyznać co myśmy i gdzie myśmy wydzwaniali hehehe |
U mnie z kolei ta gra nazywała się 'w pelego'. Pamiętam, że graliśmy również w 'pięćsetkę', czyli zasady jak 'w pelego' tyle że trzeba było wbić bramkarzowi 500 pkt (słupek 100, poprzeczka 250, zwykłe trafienie w bramkę 10, z glówki razy 2 oczywiście :D ).
Państwa miasta u mnie się nazywała grą 'w nożyka' :lol: Pamiętam jeszcze tradycyjne piątkowe solówki, które odbywały się na tyłach szkoły :D Btw, dobry temat :-) |
Oranżada w woreczku ze sklepiku szkolnego, wafle kukuryku, naklejki Panini- euro 1992, rakotwórcza guma Turbo, Subasa, MaGyver, Gigi, Dajmos, Drużyna A, Yattaman na Polonii 1/Kraterze, zbieranie puszek po piwach i wiele wiele innych pięknych chwil.
Zrobiona ze starej bluzy bluza bramkarska. Z tyłu flamastrem namalowałem 1 i podpis Sarnat, zaś na przodzie był napis Wisła Kraków, biała gwiazda oraz autografy naszych ówczesnych tuz - Głowni, Pater, Sarnat, Franczak, Pasionek, Matyja i innych, tworzących kiedyś naszą druzynę. Ale niestety, to se ne vrati. |
No to ja jestem 92 rocznik, ale te gry mi są znane tylko mają inną nazwę i trochę inne zasady
,,W marynę" się u nas grało do 12(w tym 8 już było na ,,przechadzane) kto był przy 12 to strzelaliśmy mu karne, kto strzelił to mógł wymśleć jakieś życzenie(przeważnie było coś takiego jak każdy strzelony karny = 3 rundki biegiem wkoło budynku czy jakiejś innej odległości). Gra w kwadraty nazwyała sie ,,w kraty" (dowolna ilość uczestników, ale 4 to tak najlepiej) Wszystkie Pegasusy i Commodery też pamiętam, gdy miałem 5-7 lat to taki Playstation, Sega Saturn to były cuda :D |
Cytat:
a najmilej wspominam grę w "podchody" :D budowanie szałasów czy baz wojskowych :D nie mówiąc juz o tym ze po drzewach skakałem niczym małpa... raz tylko na szelkach zawisnąłem :D |
Cytat:
Z gier przypomniał mi się jeszcze cymbergaj i własnoręcznie zrobiony stół, który jeszcze gdzieś mam na strychu. Jak wszyscy bawiliśmy się także w wojnę. Wtedy raczej nie było zabawek imitujących broń, dlatego każdy brał cokolwiek przypominającego jakąś spluwę. I oczywiście zawsze była kłótnia kto kogo trafił:) Z kanału Krater pamiętam jeszcze "Tygrysią maskę" gdzie krew lała się strumieniami i dlatego m.in. cieszyła się taką popularnością wśród młodzieży. Moją ulubioną bajką byli "Trasformersi", któych nawet nie wiem skąd miałem na kasecie. Jeszcze pamiętam magnetofon dwukasetowy, mówiło się na niego bodajże Jamnik i przegrywanie różnej muzyczki od siebie i układanie "setlisty" na szkolne dyskoteki. Moi rodzice mieli wcześniej także taki na szpule, ale tego już tak dobrze nie pamiętam. btw. Apropo gumy Turbo, to jest ona napewno dostępna w Klubie Społem na Tomasza, nie wiem jak w sklepach, bo nigdy nie szukałem:) |
Cytat:
|
| Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 22:56. |
Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl