Forum Kibiców Wisły Kraków

Forum Kibiców Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/index.php)
-   Hyde Park (moderowane) (https://forumwisly.pl/forumdisplay.php?f=6)
-   -   Dawno dawno temu w odległej galaktyce... (https://forumwisly.pl/showthread.php?t=5167)

emsi 13.12.2008 08:14

Dawno dawno temu w odległej galaktyce...
 
Dawno dawno temu w odległej galaktyce…

Tak zaczyna się znana niejednemu z dzieciństwa seria o walce rebeliantów z imperium, ale nie będzie to temat o Gwiezdnych wojnach, ani o filmach SF, choć dla młodszych może to być Science Fiction.

Temat wspominkowy o naszym dzieciństwie, dzieciństwie tym jak to było gdy komuna trzymała mocno w kleszczach Polskę a my wychowywaliśmy się w tych czasach gdy były kartki, a jedyne czego zawsze pod dostatkiem było w sklepach to ocet.

Ale nie będzie to temat polityczny i do forumowych politykierów prośba, żeby swoje rozkminki zostawili do politycznego, tu będziemy rozmawiać o tych wspomnieniach, które wiążą się z tymi latami omijając politykę szerokim łukiem.

Jedno z moich pamiętnych wspomnień to te związane z piłką, z grą całych podwórek w nogę. Mojemu ojcu udało się kupić piłkę do siatki, tylko wielkościowo jak ta do nogi, trzeba było ją pomalować w klasyczną biedronkę i można było grać całymi dniami w piłę. Dwie gry były numer jeden u mnie na podwórku. Jedna to kwadraty, potrafiliśmy w nie grać cały dzień aż do nocy, a mamuśki tylko się darły na nas przez okno żebyśmy cokolwiek zjedli, bo mogliśmy grać cały dzień bez przerwy. Kto przegrywał ten miał tzw „dupy” każdy wygrany strzelał w odwróconego plecami przegranego, celując w siedzenie :lol:
Druga gra nie wiem czy na innych dzielnicach też była uskuteczniana ale była mocno specyficzna, już sama nazwa o na to wskazywała a gra nazywała się W Szatana.
Szybko tłumaczę jak grało się W Szatana, Pięć osób siadało ciasno na ławeczce a jedna z odległości jakieś 15 metrów kopała z całej siły piłką. Jeśli nie trafił, to siadał na ławce, a pierwszy od lewa go zmieniał, jeśli trafił (najlepiej w głowę) :lol: nie można było się zasłaniać ani robić uników bo zostawało się mięczakiem, mięczakiem nikt nim nie chciał być, ciekawe jak bardzo mam nie po kolei w głowie od tego typu gierek :lol:

Wspomnień jest wiele i nie tylko ja mam głupie mądre fajne i mniej fajne. Mam nadzieje, że wywiąże się w ciekawą dyskusję o naszym dzieciństwie w latach osiemdziesiątych tak innym od dzieciństwa znanego teraz.

Amstaff 13.12.2008 08:44

Ja natomiast pamiętam dobrze grę w kapsle.. Rysowaliśmy pół dnia kredą po ziemi ogromny tor, szeroki na kilka centymetrów, ustawialiśmy na "starcie" kapsle od butelek, oczywiście wcześniej przygotowane, czyli zalane woskiem i ozdobione np flagą jakiegoś kraju lub wycinkiem z gazety :) I tak sobie pykaliśmy godzinami, jak nie padało tor zostawal na drugi dzień. Gier z piłką nożną pamiętam wiele, ale to już zupełnie inna historia ;)

hoho 13.12.2008 10:10

U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>

szczebrzeszcz 13.12.2008 10:30

kurde kompa(atkiego poowaznego) nie było i człowiek miał zabawę na ulicy.. :)

ja grałem w "państwa i miasta" tak się chyba to nazwyało....

okrąg kredą na ulicy, a pozniej jakies latanie z patykiem, łapanie innych graczy.... i najlepsze :) zabiernaie im terenow :D...
zasad nie pamiteam :(

no i amiga, C64 :D
piłka, zbijak itp :-)
gra w kości na pieniądze :D tępili nas za to w szkole, 6 klasa i już nałogowi hazardziści :D

fcz1985 13.12.2008 10:36

Ja jestem stosunkowo młody rocznik i jak tylko się urodziłem to komuna nie mogła tego wytrzymać i zaraz padła:-)
U mnie też się grało w dupy i co ciekawe zawsze gdy było trzeba komus strzelać w pośladki :F to oczywiście każdy ładował jak najmocniej, a nie stopniowo coraz silniej tłumacząc się tekstem "Moja wina, że mam tyle siły". Ile okien w garażach wtedy poleciało... ojojoj.
Kiedyś grając w nogę ulica na ulice udało się kumplowi strzelic w korki na słupie wysokiego napięcia tak, że okoliczne domy zostały pozbawione prądu, jeden z mieszkańców (który też grał z nami) wziął to sobie bardzo do serca i zaraz wybuchła mała afera... skończyło się na tym, że awanturnikowi powiesilismy jeszcze rower (pelikan) na drzewie.
Co do samego życia w ustroju to moi rodzice gdzieś jeszcze trzymają kartki i talony które dostali na mnie na np. cztery pieluchy tetrowe... inna sprawa, że miałem przerób kilka razy większy:D

Odnośnie pierwszych wspomnień kibicowskich to pamiętam jak się chodziło do przedszkola i pojawiło się w Zabierzowie pierwsze "graffiti" sławiące Wisłe (TS w barwach po środku biała gwiazda), do tej pory zostały jeszcze resztki po nim... tynk troche odpadł. Oprócz tego w podstawówce pamiętam kilka osób w wojskowych plecakach pomalowanych w barwy Wisły i jakieś wyjazdy na mecze jak bez internetu i komórek ludzie się umawiali i jechali jednym autobusem. Ja tutaj z mamą mały rzdąc jade, a w autobiusie jakieś darcie się, wyrywanie kasowników, itp:)
Piekne dzieciństwo miałem:-)

Vinci 13.12.2008 10:36

Cytat:

Pierwotnie napisane przez hoho (Post 641916)
U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>

Szanse na spudłowanie były małe...piłkę ustawialiście na ziemi czy podrzucaliście rękami i atakowaliście z woleja? U nas modny był ten drugi wariant:)
Oprócz "Dup" na czasie była gierka w "Finały", czyli kilku chłopa grających na 1 bramkę i ten kto nie zdołał w danej rundzie trafić odpadał z gry.

harthausen 13.12.2008 10:40

jedną z rozrywek moich kumpli z tego okresu to była pirotechnika.
Zdobywanie odczynników to tej zabawy to osobna historia, oczywiście wynoszenie z zakładów na różne sposoby.
Kumpel stworzył na bazie bodaj chloranu potasu materiał wybuchowy, jak położył na ziemi i walnął kamieniem to ze spodni tylko pasek mu został.
Raz któryś z nas niósł coś w tym stylu w kieszeni, ktoś go klepnął, dobrze że kieszeń trochę do tyłu mu się zawinęła, bo inaczej nie miał by mi kto mówić wujek :)
Jak jeszcze Aleja Kijowska nazywała się Inwalidów zrobiliśmy z ampułek benzyny do zapalniczek zaporę, pierwszy samochód przejechał i stłukł, wtedy podpaliliśmy. Kierowca następnego zdążył wyhamować, ale wialiśmy.
Na Staffa stoją bloki, które mają balkony na parterze. Fajnie się kładło koło drzwi balkonowych tabletkę paliwa turystycznego a na to ampułkę benzyny, paliwo podpalało. Cud boski, że żadnego pożaru nie spowodowaliśmy, nadpalona firanka to drobiazg.

Świece dymne robione z piłeczek pinpongowych lub linijek z celuloidu wrzucaliśmy do piwnic, okien, nawet do sklepu.

Po pół roku nam przeszło, choć co czasu do czasu dorastała jakaś grupa, która odkrywała te techniki i stosowała w praktyce do momentu znudzenia lub wpadki :)

gackos 13.12.2008 10:51

Cytat:

Pierwotnie napisane przez hoho (Post 641916)
U mnie sie grało w "Dupy" :lol:

U mnie ta gra się nazywała "W dzwudziestki". Ogłolnie idea była ta sama tylko można było dodtknąć piłki 3 razy, grało się do 20 punktów, jedyny dopuszczalne strzały to głową (za 5 punktów) i z przewrotki (10 punktów). No i zakończenie gry identyczne:D

Cytat:

Pierwotnie napisane przez szczebrzeszcz (Post 641919)
no i amiga, C64 :D

Tak, tak to były komputery. Pamiętam te modlitwy o uruchomienie przy C64, przewijanie kasety, to miało swój urok:) Ale Amigę wspominam najmilej, jak dostałem ją na komunię od ciotki z Niemiec to było tak jakbym teraz otrzymał jakiegoś najbardziej wypasionego Pentiuma. Tak grywalnych gier chyba już nie będzie, a nocne sesje w Sensible Soccer najbardziej utkwiły mi w pamięci. Pamiętam, że wtedy bardzo popularny był u nas Pegasus czyli podróbka SNESa.

Z innych gier pamiętam "W 2 ognie", chociaż nie wiem czy to nie to samo co "Zbijak", skakało się także w "Gumę" chociaż to taka bardziej dziewczęca gra była. Okresu kartek jako tako nie pamiętam, ale napewno nie było lekko. Czasami jak dostawałem paczki zza zachodniej granicy ze słodyczami to myślałem, ze oczy wyjdą mi z orbit. Wtedy nie było Coca Coli (nie wiem jak z Pewexami), czy innych teraz ogólnie dostępnych produktów.

Zbychu 13.12.2008 11:07

Gra w państwa i miasta,w dwa ognie,obrzucanie się piachem,zabawa resorówkami,karty; makao wojna poker,w chowanego,gry planszowe monopol chińczyk,budowanie szałasów,chodzenie po drzewach,oblewanie się wodą na dyngusa,zabawy na trzepaku,fikołki.Jest co wspominać.

emsi 13.12.2008 11:13

Cytat:

Pierwotnie napisane przez harthausen (Post 641926)
Świece dymne robione z piłeczek pinpongowych lub linijek z celuloidu wrzucaliśmy do piwnic, okien, nawet do sklepu.

A to pamiętam raz z kumplem od jego wujka dostaliśmy w prezencie świecę dymną wojskową (wujek wyżej postawiony oficer) i odpaliliśmy w szkole na korytarzu :lol: ja za ucho z kumplem do dyrektorki i mam znowu się musiała za mnie wstydu najeść :wstyd:

Ja miałem w początkowych klasach podstawówki taką manie, że jak były drzwi od kibla otwarte to traktowałem je z wyskoku (za dużo Bruce'a Lee) :lol:) i raz zebrał nimi w twarz gość od geografii i złamałem mu nos :wstyd:

I Jeszcze pamiętam jak z kumplami obrzuciliśmy pociąg główkami kapusty z grandy :wstyd:

PS: Numer z portfelem też się robiło :)

Tomy 13.12.2008 11:16

My przez długi czas z kumplami mieliśmy zajawkę na łapanie przejeżdżających samochodów na portfel. Cała banda schowana była w jakiś krzakach przy ulicy a na jezdni leżał portfel umocowany na sznurku, a raczej chyba to żyłka była (mniej widoczna). Ile było śmiechu kiedy niedoszli znalazcy dębieli ze zdziwienia jak portfel uciekał im z pod ręki. :)
Oczywiście zawsze były kłótnie o to kto będzie operował całym przedsięwzięciem, haha

Rybka fan :) 13.12.2008 11:17

heh, dobre z tym portfelem :D
ja bym na to nie wpadł :P

pan_premier 13.12.2008 11:36

Cytat:

Pierwotnie napisane przez emsi (Post 641935)
Ja miałem w początkowych klasach podstawówki taką manie, że jak były drzwi od kibla otwarte to traktowałem je z wyskoku (za dużo Bruce'a Lee) :lol:) i raz zebrał nimi w twarz gość od geografii i złamałem mu nos :wstyd:

to u mneri było na odwrót :foch:
ścigalismy sie korytarzem +/- 2 klasa podstawówki, a dyrektora wychodziła ze swojego gabinetu i otwierając drzwi , zrobiła mi takiego returna, ze zatrzymałem się po przeciwnej stronie korytarza pod kaloryferem.
Oczywiscie wina była moja :lol:

W podstawowóce w pracowni technicznej mieliśmy tkaie warsztaty, że z boku były otwierane i ludzie wrzucali tam swoje sniadanie od rodziców. Po kilku miesiącach, chleb stawał się zielony i rzucony ciagnał za sobą, niczym kometa, piękny zielony ogonek.
Lekcje tam to był prawdziwy stres, bo cały czas trzeba było uwazac na zielone pociski, dlateog dla bezpieczeństwa, lepiej było byc agresorem :)

Pamiętam jeszcze łażenie po bocznych drogach i kładzenie sie na środku za zakrętem, górką...oczywisice kto wstał pierwszy ten cykor

Była tez 'kanapka' czyli największą ciotę sie przewracało i ile było ludzi(najczęściej ok5-10 osób) rzuccało sie na nia tworząc kolejne warstwy.
Najlepsze kanapki były w sniegu.

Najlepiej było jak w podstawówce rozchodizła sie wieśc, ze na długiej przerwie ktoś się będzie lał za szkołą, zawodowy boks to przy tym pikuś.
Oczywiście zabawa traciła sens kiedy bicie odbywało sie o odpowiedź na pytanie" za kim jesteś" bo zawsze istnieło zagrożenie, że żydzi będa mieli wsparcie licalistów czy zawodówkowiczów :)

aaaa noi najważniejsze

mój kumpel był prekursorem zabawy w BUNGEE polegało to, na wypuszczaniu śpika nosem, jak najniżej i wciąganie :lol:
jak nie bło śpików, bungee organizwane było za pomoca śliny, ale to była tylko marna imitacja

Gra w dupy była u nas znana, ale mało popularna

EDIT raz w podstwówce na polskiem , zrobiliśmy flage C klasowego klubiku, ze znalezionego w szafie prześcieradła
W drodze do domu rytualnie ją spaliliśmy :lol:

Above 13.12.2008 11:48

Cytat:

Pierwotnie napisane przez emsi (Post 641902)
Szybko tłumaczę jak grało się W Szatana, Pięć osób siadało ciasno na ławeczce a jedna z odległości jakieś 15 metrów kopała z całej siły piłką. Jeśli nie trafił, to siadał na ławce, a pierwszy od lewa go zmieniał, jeśli trafił (najlepiej w głowę) :lol: nie można było się zasłaniać ani robić uników bo zostawało się mięczakiem, mięczakiem nikt nim nie chciał być, ciekawe jak bardzo mam nie po kolei w głowie od tego typu gierek :lol:

Proponuje dać G. albo M. na gniazdo kilka piłek i jak ktoś nie będzie darł ryja na D3 to na wzór tej gierki będą w nich strzelać ;)

zuraw9 13.12.2008 12:12

Cytat:

Pierwotnie napisane przez hoho (Post 641916)
U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>

Przecież to klasyczny "marynarz":> tylko do tych zasad dodałbym jeszcze to że zawodnik mógł tylko raz dotknąć chyba że bramkarz pozwolił na więcej:)

maTyS. 13.12.2008 12:14

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Amstaff (Post 641903)
Ja natomiast pamiętam dobrze grę w kapsle.. Rysowaliśmy pół dnia kredą po ziemi ogromny tor, szeroki na kilka centymetrów, ustawialiśmy na "starcie" kapsle od butelek, oczywiście wcześniej przygotowane, czyli zalane woskiem i ozdobione np flagą jakiegoś kraju lub wycinkiem z gazety :) I tak sobie pykaliśmy godzinami, jak nie padało tor zostawal na drugi dzień. Gier z piłką nożną pamiętam wiele, ale to już zupełnie inna historia ;)

oj tak pamiętam bardzo dobrze tą zabawę mimo,że jestem młodym człowiekiem,cały dzień potrafiliśmy ciupać w kapsle,a potem te bolące palce haha od tego pstrykania,my wkładaliśmy ziemię do kapsli,żeby były cięższe,natomiast o takim sposobie jaki przytoczyłeś to nie słyszałem :)

Cytat:

Pierwotnie napisane przez hoho (Post 641916)
U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>

to się chyba też nazywało "jedno podanie","pele" itp..różne to nazwy przybierało owszem całymi dniami można było w to grać.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Tomy (Post 641937)
My przez długi czas z kumplami mieliśmy zajawkę na łapanie przejeżdżających samochodów na portfel. Cała banda schowana była w jakiś krzakach przy ulicy a na jezdni leżał portfel umocowany na sznurku, a raczej chyba to żyłka była (mniej widoczna). Ile było śmiechu kiedy niedoszli znalazcy dębieli ze zdziwienia jak portfel uciekał im z pod ręki. :)
Oczywiście zawsze były kłótnie o to kto będzie operował całym przedsięwzięciem, haha

miny tych osób były bezcenne haha też to robiliśmy z kolegami,ale żeby była większa adrenalinka wkładaliśmy do portfela wystającą dyszkę,żeby podkusić przechodnia.

maTyS. 13.12.2008 12:20

a grał ktoś z Was w kwadraty ? rysowało się cztery(w zależności od ilości osób biorących udział w zabawie) kwadraty i każdy miał swoje pole.na środku kwadratów była gwiazda rysunek nie wiem Bóg wie co i każdy kto zaczynał musiał piłkę z rąk odbić od ziemi a ta piłka leciała na czyjeś pole.piłka mogła się raz odbić na polu danego gracza a jeśli się odbiła na jego polu a on jej nie kopnął na kogoś innego pole to dostawał punkt,i tak zbierało się punkty i eliminowało poszczególnych graczy.o ile dobrze pamiętam to grało się do 13,12 punkt był przedpogrzebowym,a 13 pogrzebowy i do widzenia.

M.C (nowy kleparz) 13.12.2008 12:27

Ale faajny temat:)
U nas też się grało "w dupy" z tym że nazywało się to gra "w maryne".Na boisku graliśmy również w beki,jak nie było bramek do strzelaliśmy do wymyślonych z siatki ogrodzeniowej...
Graliśmy również w 21 podań,gdzie rzucaliśmy do siebie piłką,a jak ktoś jej nie złapał to wchodził do środka i jego zadaniem było dotknąć,albo złapać piłke(jakoś tak,nie pamiętam)Po wymienieniu 21 podań,nieszczęśnik dostawał jakąś kare zadaniową.Najczęściej wymyślalismy,że musiał podejść do przechodnia,albo zadzwonić domofonem,albo równie coś głupiego...Kupa śmiechu przy tym była...
Ogólnie pamiętam,że był to czas,kiedy przesiadywaliśmy na klatkach schodowych robią różne śmieszne rzeczy.Pamiętam akcje z przyklejaniem gum do żucia do klamek od drzwi,rozrzucaniem wycieraczek po klatce,wyrzucaniem kwiatów z 10 piętra...
W szkole graliśmy w państwa miasta,statki, w bierki,na przerwach w szkole w ścianki...

Kocur 13.12.2008 12:28

W kwadraty się grało na boisku szkolnym pod murem od sali gimnastycznej.
Zawsze było losowanie bo pod murem była najgorsza miejscówka bo każdy z całej siły walił piłką w mur :)

Kapsle były jeszcze wcześniej ... to chyba początki podstawówki - kredy często nie było więc się w asfalcie kamieniem rowki żłobiło ale zabawa przednia - plastelina i flagi na wierzchu :) Jako że na całym parkingu pod blokiem były wtedy 4 auta więc full wypas :D

maTyS. 13.12.2008 12:29

Cytat:

Pierwotnie napisane przez M.C (nowy kleparz) (Post 641975)
Ale faajny temat:)
U nas też się grało "w dupy" z tym że nazywało się to gra "w maryne".Na boisku graliśmy również w beki,jak nie było bramek do strzelaliśmy do wymyślonych z siatki ogrodzeniowej...
Graliśmy również w 21 podań,gdzie rzucaliśmy do siebie piłką,a jak ktoś jej nie złapał to wchodził do środka i jego zadaniem było dotknąć,albo złapać piłke(jakoś tak,nie pamiętam)Po wymienieniu 21 podań,nieszczęśnik dostawał jakąś kare zadaniową.Najczęściej wymyślalismy,że musiał podejść do przechodnia,albo zadzwonić domofonem,albo równie coś głupiego...Kupa śmiechu przy tym była...
Ogólnie pamiętam,że był to czas,kiedy przesiadywaliśmy na klatkach schodowych robią różne śmieszne rzeczy.Pamiętam akcje z przyklejaniem gum do żucia do klamek od drzwi,rozrzucaniem wycieraczek po klatce,wyrzucaniem kwiatów z 10 piętra...
W szkole graliśmy w państwa miasta,statki, w bierki,na przerwach w szkole w ścianki...

ehh zupełnie jak bym czytał samego siebie :-p beki to było coś.

Kocur.. widzę że nie tylko ja pamiętam tą grę :)

igortsw 13.12.2008 12:41

Cytat:

Pierwotnie napisane przez zuraw9 (Post 641961)
Przecież to klasyczny "marynarz":> tylko do tych zasad dodałbym jeszcze to że zawodnik mógł tylko raz dotknąć chyba że bramkarz pozwolił na więcej:)

Cytat:

Pierwotnie napisane przez dzwd (Post 641964)
u nas gra ta nazywała się "jedno podanie"tz. tak się mówiło"..no to gramy w jedno podanie.."..


A u nas po prostu Niemiec (wersja bez strzelania w tylną część "jedno podanie"), ale co ja sie będe wypowiadał, jak moje dzieciństwo to lata
90-te, w sumie liczył sie tylko Pegasus i noga, u was jak widać po postach za komuny było dużo ciekawiej:)

Sensej 13.12.2008 12:44

Kapsle albo monety :)

ale u mnie była wersja z dołkiem ze się do dołka trafiało a nie wyścigi:)

albo scyzorykiem robiło sie kołko dzieliło na liczbe osob i sie rzucało i dzieliło państwo rywala ;)

My dorobilsmy sie kwadratów z farby na parkingu gdzie auta nie stawały ;) i trening techniczny był a nie to co teraz;)

a jak ktoś miał bumerang :)

Albo zbieranie kart lub naklejek od taxówek na postajach :)

Aro1234 13.12.2008 12:57

Ale zauważyliście, że kiedy my byliśmy w wieku 8-14 lat to tych zabaw było multum? Całymi dniami siedziało się na polku i różne zabawy się wymyślało. W zasadzie z w/w "uprawiałem" każdą. Była jeszcze "ciemna noc" przy trzepaku :lol: och ile razy wyjebałem głową w tenże trzepak :lol: My jeszcze z kumplami budowaliśmy se z klocków Lego ( jest lans, co ? :D ) różne zajebiaszcze pojazdy i bawiliśmy się w piaskownicach, na trawnikach czy po prostu - gdy była choć odrobina błotka :D :P zajebiste czasy, chciałoby się czasem na kilka dni przenieść o kilka lat wstecz...

Teraz dzieci wolą się albo napierdalać - burzliwi gimnazjaliści (co gorsza teraz ta bariera wiekowa spada już do 9-10 latków.. ;/ ) albo kopią piłkę o blok w****iając przy tym mieszkańców. Idea zabaw dziewczeńskich typu "Dom", "Podchody" czy malowanie kredą na asfaltowych alejkach upadła wraz z wtargnięciem Dody i innych pomarańczy... szkoda...

Kobieta_Wislak 13.12.2008 13:17

heh :-D Commodore C64 - szpan na osiedlu - a kupiony w 1-szej klasie za odszkodowanie z ubezpieczenia za złamaną rękę (łażenie po drzewach)
moja mama do dziś wspomina jak musiała przeganiać mnie i ojca po nocy żebyśmy przestali grać - bo zasiadaliśmy po Dzienniku do grania (maniakalnie w Boulder Dasha - mieliśmy kasetę gdzie ich ze dwadzieścia było i się wgrywało po kolei) - i zanim się tę głowicę śrubokrętem ustawiło (technika heheh), zanim się gra wgrała to już 21.00 była, więc nic dziwnego że nam potem do późnych godzin nocnych schodziło.... Ile to się tata nasłuchał, że szkoła, że co z niego za ojciec hehe i takie tam :>
a na podwórku - też pod trzepakiem i w pobliskim lasku siedziało się całe dnie i zawsze coś było do roboty
u mnie na osiedlu się gra w sznura przyjęła i grało nas po 20 osób - a że plac był żużlowy - co się Mamuśki na nas nadarły że okna i firnaki czarne od tego kurzu... eh :)
a jak na bloku (i to moim:shock:) powiesili pierwszy na osiedlu aparat telefoniczny!!! jezuu aż wstyd się przyznać co myśmy i gdzie myśmy wydzwaniali hehehe

wisl@k_TS 13.12.2008 13:35

U mnie z kolei ta gra nazywała się 'w pelego'. Pamiętam, że graliśmy również w 'pięćsetkę', czyli zasady jak 'w pelego' tyle że trzeba było wbić bramkarzowi 500 pkt (słupek 100, poprzeczka 250, zwykłe trafienie w bramkę 10, z glówki razy 2 oczywiście :D ).

Państwa miasta u mnie się nazywała grą 'w nożyka' :lol:

Pamiętam jeszcze tradycyjne piątkowe solówki, które odbywały się na tyłach szkoły :D

Btw, dobry temat :-)

swirson 13.12.2008 13:47

Oranżada w woreczku ze sklepiku szkolnego, wafle kukuryku, naklejki Panini- euro 1992, rakotwórcza guma Turbo, Subasa, MaGyver, Gigi, Dajmos, Drużyna A, Yattaman na Polonii 1/Kraterze, zbieranie puszek po piwach i wiele wiele innych pięknych chwil.

Zrobiona ze starej bluzy bluza bramkarska. Z tyłu flamastrem namalowałem 1 i podpis Sarnat, zaś na przodzie był napis Wisła Kraków, biała gwiazda oraz autografy naszych ówczesnych tuz - Głowni, Pater, Sarnat, Franczak, Pasionek, Matyja i innych, tworzących kiedyś naszą druzynę.
Ale niestety, to se ne vrati.

R33 13.12.2008 13:52

No to ja jestem 92 rocznik, ale te gry mi są znane tylko mają inną nazwę i trochę inne zasady

,,W marynę" się u nas grało do 12(w tym 8 już było na ,,przechadzane) kto był przy 12 to strzelaliśmy mu karne, kto strzelił to mógł wymśleć jakieś życzenie(przeważnie było coś takiego jak każdy strzelony karny = 3 rundki biegiem wkoło budynku czy jakiejś innej odległości).

Gra w kwadraty nazwyała sie ,,w kraty" (dowolna ilość uczestników, ale 4 to tak najlepiej)

Wszystkie Pegasusy i Commodery też pamiętam, gdy miałem 5-7 lat to taki Playstation, Sega Saturn to były cuda :D

szczebrzeszcz 13.12.2008 14:08

Cytat:

Pierwotnie napisane przez pan_premier (Post 641944)
ścigalismy sie korytarzem +/- 2 klasa podstawówki, a dyrektora wychodziła ze swojego gabinetu i otwierając drzwi , zrobiła mi takiego returna, ze zatrzymałem się po przeciwnej stronie korytarza pod kaloryferem.
Oczywiscie wina była moja :lol:

dlatego zawsze koło drzwi przechodziłem z wyciągniętym łokciem :>

a najmilej wspominam grę w "podchody" :D
budowanie szałasów czy baz wojskowych :D
nie mówiąc juz o tym ze po drzewach skakałem niczym małpa... raz tylko na szelkach zawisnąłem :D

gackos 13.12.2008 14:29

Cytat:

Pierwotnie napisane przez swirson (Post 642017)
Oranżada w woreczku ze sklepiku szkolnego, wafle kukuryku, naklejki Panini- euro 1992, rakotwórcza guma Turbo, Subasa, MaGyver, Gigi, Dajmos, Drużyna A, Yattaman na Polonii 1/Kraterze, zbieranie puszek po piwach i wiele wiele innych pięknych chwil.

Oranżadę pamiętam, z racji że jestem spod Krakowa, z wypadów z rodzicami "na miasto". Wtedy zestaw obowiązkowy to była właśnie oranżadka + precel:D

Z gier przypomniał mi się jeszcze cymbergaj i własnoręcznie zrobiony stół, który jeszcze gdzieś mam na strychu. Jak wszyscy bawiliśmy się także w wojnę. Wtedy raczej nie było zabawek imitujących broń, dlatego każdy brał cokolwiek przypominającego jakąś spluwę. I oczywiście zawsze była kłótnia kto kogo trafił:)
Z kanału Krater pamiętam jeszcze "Tygrysią maskę" gdzie krew lała się strumieniami i dlatego m.in. cieszyła się taką popularnością wśród młodzieży. Moją ulubioną bajką byli "Trasformersi", któych nawet nie wiem skąd miałem na kasecie. Jeszcze pamiętam magnetofon dwukasetowy, mówiło się na niego bodajże Jamnik i przegrywanie różnej muzyczki od siebie i układanie "setlisty" na szkolne dyskoteki. Moi rodzice mieli wcześniej także taki na szpule, ale tego już tak dobrze nie pamiętam.

btw. Apropo gumy Turbo, to jest ona napewno dostępna w Klubie Społem na Tomasza, nie wiem jak w sklepach, bo nigdy nie szukałem:)

zuraw9 13.12.2008 14:41

Cytat:

Pierwotnie napisane przez swirson (Post 642017)
rakotwórcza guma Turbo

To były czasy :-D każdy zbierał obrazki z samochodzikami z tych gum, ostatnio ku mej wielkiej radości znalazłem w necie zeskanowane wszystkie "turba". :)

Tomy 13.12.2008 14:42

Cytat:

Pierwotnie napisane przez maTyS. (Post 641963)
miny tych osób były bezcenne haha też to robiliśmy z kolegami,ale żeby była większa adrenalinka wkładaliśmy do portfela wystającą dyszkę,żeby podkusić przechodnia.

faktycznie coś wystającego z portfela powodowało lepsze efekty łapanki, pamiętam że u nas wystawały głównie 100 z Waryńskim :)

Tak przy okazji:

http://s4.tinypic.com/zwhz47.jpg

http://s4.tinypic.com/dm4ime.jpg

http://s4.tinypic.com/2mnehw4.jpg

http://s4.tinypic.com/29bbn1v.jpg

, ach te pieniądze z dzieciństwa :)

Illargui 13.12.2008 15:14

Ten tysiak przypomina mi szkolę podstawową - naszym patronem był Mikołaj Kopernik i 2 x do roku przez 8 lat :!: w rocznice jego urodzin i rocznicę nadania naszej szkole jego imienia na plastyce rysowaliśmy wlasnie Mikołaja. I własnie ten banknot zawsze był dla nas wzorem wizerunku Kopernika. W zasadzie to w pewnym momencie myslę, że każdy z nas bez problemu z pamięci, odwzorowalby już każdy szczegół jego twarzy jak i pozostałe elementy tysiaka .............

To były piękne czasy - niezapomniany smak wspomnianej przez Was oranżday w woreczku i gum Turbo czy Donald's naszpikowany wszelkimi możliwymi sztucznymni substancjami, zbieranie naklejek z gum (do tej pory mam gdzieś w domu albumy z Alfem :-D ), czekolada bedąca de facto produktem czekoladopodobnym, i Pewex... Pamietam jak po raz pierwszy zostaliśmy tam zabrani przez rodziców - dla kilkuletniego dziecka to był prawdziwy raj ...... wśrod całej otaczającej nas szarzyzny Pewexy były jak punkty symbolizujące jakiś inny niedostępny i niepaujący do nas świat

Myślę, że dzieciakom bylo wtedy łatwiej i lepiej niż dzisiaj - po szkole nikt nie biegł na jakieś zajęcia z jezyka, muzyki itd.itp, tylko myśleliśmy w co się będziemy bawić, mielismy więcej czasu dla przyjaciół, nie kontaktowalismy się poprzez smsy czy komunikatory, ale osobiście i wydaje mi się, że to własnie te relacje bezpośrednie sa nie do przecenienia. Teraz po tylu latach spotykając znajomych ze szkoly podstawowej rozmawiamy tak, jakbyśmy sie rozstali wczoraj .... ehh

A jakim trzeba było być kreatywnym, by nie mając zajebistych zabawek, komputera itd. wymyślać rożne zabawy - ile ich było swiadczą choćby powyższe wpisy .... i jakoś nie było nudno .....

Pozdrawiam wszystkich dorastających w latach 80-tych i pocz. 90-tych :-D

Gucio25 13.12.2008 15:21

Cytat:

Pierwotnie napisane przez dzwd (Post 641964)
u nas gra ta nazywała się "jedno podanie"tz. tak się mówiło"..no to gramy w jedno podanie.." albo pamiętam też grę w tysiąca gdzie za strzał w poprzeczkę,słupek dostawało się punkty i jak się uzbierało 1000 to bramkarz miał "kary" albo "dupy" .Pamiętam też że można było kopnąć piłke 2 razy ale tylko za pierwszym razem strzelać..

a u nas to się nazywało.. "Warszawianka", nie mam pojęcia dlaczego. ;)
wersja oczywiście najczęściej z kopami w dupe, z woleja..
grywało się w podstawówce całymi dniami.. :)

IndykTSW 13.12.2008 15:36

Grał ktos w króla? :D robiło się kapki i ten który zrobił ich najwięcej strzelał, reszta stała jeden obok drugiego jak na rozsztrzelanie na lini w bramce.Mam takiego kumpla który jak mieliśmy z 9 lat to tak w nas ładował że do dzisiaj mam ten strach w oczach jak widze gdy podbiegał do piłki i celował w moją stronę. Jak już wystrzelał wszystkich, czyt. trafił do bramki bo każdy miał na tej lini jakiś wyznaczony swój fragment, oczywiście zawsze były spory gdy piłka wpadła "na granicy", to otrzymywał literkę K i tak dalej aby sie ułożył napis KRÓL. Jak nie trafił w bramke to oprócz tego że był wyśmiewany to kończył grę, ale jak ktoś obranił jego strzał to strzelec wchodził na linię a ten który był pierwszy od lewej strony to wchodził w rolę strzelca i tak do momentu aż ktoś nie trafił KRÓLA. Jak sobie przypomne to opiszę jeszcze inne zabawy, dużo tego było :)

ByQ 13.12.2008 15:45

W króla sie grało na zasadzie że sie strzelało w ścianę po koleji, kto nie trafił strzelając z pierwszej odpadał. Kto został ostatni dostawał K-później R-Ó-L (ew król murów).
W "noża" się grało ;] - kółko na ziemi i dzielenie na ilosc oosb, i sie przejmowało czyjś teren :D Pamiętam jak problemy były żeby sie matka nie skapnęła że jej nóż z kuchni zginął ;D
W kwadraty/ podchody/beki ( ale za duże boisko mieliśmy).
A w ciuciubabkę nikt nie grał ? :D Ktoś z zamkniętymi oczami probował złapać innych i musiał odgadnąć kto to ;] chowało się na trzepaku,ławkach bo jak powiedział jakiś tam wierszyk to otwierał oczy i kto stał na ziemi stawał sie ciuciubabką :D

Aro1234 13.12.2008 15:53

Cytat:

Pierwotnie napisane przez ByQ (Post 642073)
A w ciuciubabkę nikt nie grał ? :D Ktoś z zamkniętymi oczami probował złapać innych i musiał odgadnąć kto to ;] chowało się na trzepaku,ławkach bo jak powiedział jakiś tam wierszyk to otwierał oczy i kto stał na ziemi stawał sie ciuciubabką :D

Ja to znam pod jeszcze drugą nazwą Ciemna noc xD śpiewało się jakieś coś dziwne na początku, okręcało z 5 kółeczek gościa/laskę i jazda ;]

gigant 13.12.2008 16:01

My preferowalismy takie różne zabawy z koleżankami w krzakach.

Czasami graliśmy w karty lub w butelkę w rozbieranego i totalny zjeb był jak środek lata, a kolesie przychodzą w kalesonach, trzech parach skarpet i kilku podkoszulkach. Kumpele zresztą nie były gorsze i wszystkie domowe pierścionki na rekach nosiły. Nieważne że niektóre były jak bransoleta na niewielkich rączkach. Jedna przyszła w "tych dniach" z kilkoma podpaskami (założonymi:shock: ).

Hitem był poker na pety. Konkretnie, przegrany łaził po przystankach MPK i zbierał pety. Niezapomniany widok, jak kumpel wyrywał do peta, którego ktoś wyrzucał przed wsiadnięciem do autobusu. Cała reszta ryczała ze śmiechu po drugiej stronie ulicy. Przystanki w okolicy czyściutkie, a jedynym sposobem wykupienia się od petów było pstrykanie w nos. Jeden z kolesi miał rekę jak klapa od smietnika a palce chyba po 10 cm. Ten jak pstryknął to jakby Chuck Norris z półobrotu zajebał, więc mało kto decydował się na zamianę.
Piękne czasy.

TSman 13.12.2008 16:03

W wieku 4-7 lat na podwórku mieliśmy (mamy nadal) rozkopaną skarpe z której wystają kable, dosc grube. Mówiliśmy na to "awaria", huśtaliśmy się na kablach i kopaliśmy tam gline :D Jak ktoś znalazl tam niezwykle żadko wystepujace tam kamienie, uznawany byl za bogatego i dostawal za to cukierki (kamienie z tego miejsca uznawane byly przez nas za niezwykle kosztowne minerały)

Innym razem jak rozkopali nam podworko robiac takie jakby okopy, które zakrywały nas 2 razy, strzelaliśmy w siebie petardami, rzucaliśmy świece dymne kupowane na odpuście, i strzelaliśmy w siebie pistoletami na kulki :D

Czasami grało się też w podchody. Chodziło o to że dzieliliśm sie na 2 grupy. Jedna grupa miała kredę i polecenia na kartkach. Gdy grupa pierwsza czekała na miejscu startu 100sekund to druga zaś szła pisząc kredą na ścianach strzałki z kierunkami trasy oraz w niektórych miejscach koperty (w miejscach kopert ukryte byly lisciki z zadaniami do wykonania). Pamietam raz jak kolega dostał za zadanie wejść do śmietnika wyciągnąć worek ze śmieciami i rozsypać to na drodze :D
Jeszcze była ciuciubabka, i chowany :D

poza tym to w domu to pegasus i comodore :D

aaa i nie wiem czy pamiętacie jak zamiast tvn byla WISŁA :D

PS
Cytat:

Pierwotnie napisane przez hoho (Post 641916)
U mnie sie grało w "Dupy" :lol: .Na poczatku kazdy z uczestników robił kapki ,ten ktory najmniej razy podbił pilke stawal na bramce.Pozostali uczestnicy rozgrywali pilke po to ,zeby strzelic gola.Bramkarz w tym czasie musial zapobiegac akcjom, i jesli ktos nie trafil w bramke,to wtedy on szedl na bramke itd.Pierwsza osoba ktora stracila 10 goli ,przegrywala i za kare byly strzelane jej tkw"Dupy" czyli stawal na linii bamkowej ,wypinal tyłek ,a reszta z odleglosci okolo 5 metrów strzelala na sile .Fart bramakrza jak ktos spudlwoal :>

u nas to sie nazywalo "auto" :D

emsi 13.12.2008 16:05

A my robiliśmy jeszcze różne bazy u siebie na osiedlu i się w nich zbieraliśmy swoją paką. My mieliśmy w starym niedziałającym autobusie, i generalnie była opcja, że każdy każdej bandzie chciał przejąć bazę i trzeba było ją pilnować, żeby ci jakiś obcy nie wbił się i nie zrobił demolki specjalne warty nawet były kto obczaja o danej godzinie :D

A jak z kumplami wyczailiśmy bazę koleżanek z podwórka to, wszystko fruwało w powietrzu i na koniec postawiliśmy po klocku i zostawiliśmy kartkę z tekstem: Tu byliśmy - Trzej Amigos :wstyd:

pan_premier 13.12.2008 16:14

właśnie, zapomniałem, o zabawach typu podchody itp, było tez coś takiego jak
Królu lulu(wczesne dzieciństwo) i o ile się nie mylę, trzeba było zastygnąć w jakiejś pozie, jakby ktoś znał dokładne zasady to niech opisze

Do tego zabawa wszystkim co było: kwiaty orzecha jako gąsienice czy tez krokodyle, indianie, marynarze(to na drzewie, jak wiał wiatr to było jak na statku; ), robieie ludzików z kasztanów i żołędzi, szukanie skarbów(po wczesniejszym zrobieniu map ;)
Przy okazji Serialu Północ Południe całe przedszkole podzieliło się na dwie częsci wg sympatii i rozgrywaliśmy swoją wojnę :)

teraz po co sie pieprzyc z kreatywnością, jak mozna tylko odpowiednią grę komputerową włączyć, nic wyobrażac sobie dzieci nie muszą

że juz nei wspomnę pierwszych piłkarskich idoli takich jak Bako, Kosecki czy Ziober :D

poowa lat '90 to był szął na NBA, wszyscy zbierali naklejki, chodziło sie na treningi kosza, bluzy i czapeczki z nazwami drużyn...
czasami nawet do cheirachi szkolnej liczyły się klasowe w kosza, bo dawniej to tylko piłka miała znaczenie o klasowym w kosza nikt nie słyszał


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 02:40.

Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl