Forum Kibiców Wisły Kraków

Forum Kibiców Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/index.php)
-   Hyde Park (moderowane) (https://forumwisly.pl/forumdisplay.php?f=6)
-   -   Temat polityczny (https://forumwisly.pl/showthread.php?t=9207)

emj10 01.12.2014 17:27

Duda osobiście jest dla mnie letni, dostanie poparcie niektórych centrowców, ale przez to, że jest całkowicie anonimowy w skali kraju (a jest, gdyż nie jest nawet w top10 polityków PiS-u jeśli chodzi o rozpoznawalność) to nie ma najmniejszych szans, a sukcesem będzie jeśli doprowadzi do tego, że Komorowski nie wygra w pierwszej turze na co się w tej chwili zanosi.

Liczę, że będzie na kogo zagłosować w I turze, bo nie chce mi się znowu skreślać dwóch nazwisk jak to było 4 lata temu.

kerim1906 01.12.2014 18:18

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Arapaho (Post 1383837)
Chłopcze to sobie powiedz do lusterka jak ochłoniesz.
Dzięki takim capom jak Ty mamy w Krakowie 9 rok prezydenta komucha i w Polsce 8 a może wiecej lat rządów oszustów i cwaniaków niszczących ten kraj, zmuszających ,ba zachęcających ludzi żeby stąd w....u wyjażdzali, rządom które tak zarządzają że stracili cała dowództwo lotnictwa, niedługo potem całą generalicję i prezydenta, potem dali się podłuchać przez "kelnerów" a teraz ich komisje nie potrafiły przez tydzień zliczyć głosów wyborach . I Ty "chłopcze" mi piszesz o mniejszym źle? Co niby strasznego wydażyło się za rządów Kaczora? MAsz coś koleś z głową i za dużo TVN i gadzinówki.
I przemyśl to co piszesz obrażając Dudę- czlowieka które nie znasz- i który poziomem kultury odbiega o lata świetlne od "bul"Komorowskiego,Palikota,Niesiołowskiego czy innego Szejnfelda. Opowiadać smuty w necie to jest cała masa mądrali a jak trzeba zaprotestować na mieście przeciwko kompromitacji PKW to z Wisły jest może 20-30 osób.Jakby tak było za Kaczora to byś tu popluł jadem monitor, ale jak jak było to za rudego i "bula" to widzisz gdzieś mniejsze zło.



Może ma ,może nie ma. Jak takie capy jak ten powyżej Twojego cytatu będą wolały rubasznego analfabetę od młodego i kulturalnego ale "pisiora" to tak będą mieli.Jaki problem?

walka z wiatrakami , możesz tłumaczyć , tłumaczyć ..... i jeszcze raz tłumaczyć , nic nie da , a do tego emj10 wcina sie z tekstem że ktoś kłóci się o kandydata na Prezydenta Andrzeja Dudę , kolego warszawiaczku emj10 tu chodzi o regularne chamstwo człowieka o nicku kilogramowym , Duda tutaj nie ma nic do rzeczy

uposledzony_ale_kumaty 01.12.2014 18:25

Biedroń z mieszkańcami i wyborcami ze Słupska
https://scontent-b-ams.xx.fbcdn.net/...50&oe=5514BB44

FraMat 01.12.2014 18:29

Jedna pociecha, że nie będzie tego ^%%#@# w Sejmie

york09 01.12.2014 19:49

To są chyba pierwsze wybory po których wszyscy są zadowoleni. Oglądając TV to człowiek nie wie kto ogólnie wygrał.
PIS mówi o sukcesie, Miller to samo, nie wspomnę już Kopaczową.
A w Krakowie to nawet komuch lepszy od PISowca. I też obie strony zadowolone!
Jedynie co mnie przeraża to spokój Kaczyńskiego, niesłychane żeby tak spokojnie przeżył wczorajszy dzień.
http://bi.gazeta.pl/im/75/44/10/z170...in-Radia-M.jpg

Pablo84 01.12.2014 19:54

Cytat:

Pierwotnie napisane przez 63.5 Kg (Post 1383834)
Zastanow się chlopcze co piszesz...
Co mam calowac po nogach poplecznikow Jarosława?? no weź proszę Cie...
Wybieram mniejsze zlo a nie czubow...

Mógłbyś rozwinąć? Dlaczego "czuby"?
Ja glosuje na JarKacza właśnie z odwrotnej przyczyny co twoja. Mimo tego, że nie po drodze mi z tą partią, to jednak wolę ją u władzy niż ludzi, którzy doją ten kraj i to beż zadnego skrępowania- ostatnio to już na bezczelnego. Wszystko uchodzi im płazem, bo z PO trzymają Polscy i Niemiecy oligarchowie(a ci mają media)- którzy robią dobre byznesy z POlskimi politykami jednak kosztem kraju i Polaków.
Dlatego wolę Polskich "oszołomów, ze słomą w butach" niż ludzi, dla których "Polskość to nienormalność"

Przypominam, że parę lat temu wyjebano z rządu panią minister w Szwecji, bo przez przypadek wyszło, że za pieluchy zapłaciła z pieniędzy podatników- tutaj prezes NPB robi byznesy z Ministerem MSWiA i zwraca się uwagę na słownictwo a nie na próbę rażącego złamania konstytucji przez korupcję polityczną....

I ktoś tu mi piszę, że ten kraj jest normalny?Jesteśmy bananową republiką i ostatnie wybory to udowodniły- i bynajmniej nie ma znaczenia kto te wybory wygrał czy przegrał.

kerim1906 01.12.2014 20:00

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383859)
To są chyba pierwsze wybory po których wszyscy są zadowoleni. Oglądając TV to człowiek nie wie kto ogólnie wygrał.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383859)
PIS mówi o sukcesie, Miller to samo, nie wspomnę już Kopaczową.
A w Krakowie to nawet komuch lepszy od PISowca. I też obie strony zadowolone!
Jedynie co mnie przeraża to spokój Kaczyńskiego, niesłychane żeby tak spokojnie przeżył wczorajszy dzień.

yorkuś , Lasota to nie jest Pisowiec, a wygrana majchra to kolejny policzek od komuchów popieranych przez urbanoplatfusów

kerim1906 01.12.2014 20:04

dzisjaj był niezły numer jak krul europy mówił po angielsku, chciał w Brukseli mówić o aferze amber gold, brakło słówek ? wyciągnął bursztyn jakby chciał powiedziećł AMBER, za chwilę pokazał na obrączkę, chciał powiedzieć GOLD ? :lol:

york09 01.12.2014 20:06

Właśnie przeczytałem że twierdza Wołomin zdobyta przez PSL!
Cytat:

Pierwotnie napisane przez kerim1906 (Post 1383862)
dzisjaj był niezły numer jak krul europy mówił po angielsku, chciał w Brukseli mówić o aferze amber gold, brakło słówek ? wyciągnął bursztyn jakby chciał powiedziećł AMBER, za chwilę pokazał na obrączkę, chciał powiedzieć GOLD ? :lol:

Chce Ci się takie pierdoły wymyślać.
https://www.youtube.com/watch?v=mykNm2iNuPc

AYALA 01.12.2014 20:11

szkopy chwalą swojego wasala na Polske,bo tak mocno przez siedem lat nikt Polaków za morde nie trzymał od czasów Bieruta

kerim1906 01.12.2014 20:14

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383863)
Właśnie przeczytałem że twierdza Wołomin zdobyta przez PSL!

Chce Ci się takie pierdoły wymyślać.
https://www.youtube.com/watch?v=mykNm2iNuPc

yorkuś , taki jesteś mądry a nie rozumiesz ? jest to przytyk do ucieczki rudego poligloty przed zawodowymi dziennikarzami,wiesz że pierwszy raz w takiej sytuacji nie było konferencji, jak myślisz dlaczego ? , dodam dla ułatwienia że dziennikarze nie pytali by o amber gold :p

emj10 01.12.2014 20:16

Krypto-PSL, żeby być sprawiedliwym. PSL de facto nie startował w Wołominie, a Radwan była jedynie wspierana przez PSL ;)

uposledzony_ale_kumaty 01.12.2014 20:36

w skali kraju wygranymi są :

1.PSL (choć czy uczciwie to się pewnie nie dowiemy)
2.PiS
3.Biedroń

przegranymi:
1.SLD
2.PO
https://pbs.twimg.com/media/B3youW2CEAEELEe.jpg

Gwiaździsty 02.12.2014 10:31

Zdaniem króla Europy, Polska będzie musiała się poświęcić dla UE:

Cytat:

Prezydent Europy grozi Polsce? Szokujące słowa Donalda Tuska

Czy Polacy mogą mieć powody do niepokoju? Donald Tusk ledwo wyjechał z kraju i objął unijne stanowisko, już zapowiedział, że Polska będzie musiała poświęcić część swoich interesów na rzecz Europy. Najwyraźniej, aby nieco uspokoić nastroje Tusk błyskawicznie zaczął zapewniać, że miejsce Polski w UE to „fajna rzecz”.

- Jeśli ja coś dobrze zrobię dla Europy, to będzie to też dobre dla Polski. I na odwrót. To jest moje głębokie przekonanie, a nie jakaś ideologia. Nasze miejsce w UE to jest fajna rzecz i na tym korzystamy – mówił Donald Tusk na antenie TVP Info.

Poważne powody do niepokoju daje jednak inna wypowiedź Donalda Tuska. Były premier, a teraz nowy szef Rady Europejskiej oświadczył, że Polska na rzecz Europy będzie musiała się poświęcić.

- Musimy nauczyć się wspólnie podejmować decyzje i czasami poświęcić część swoich interesów na rzecz całej Europy – tłumaczył na antenie TVP Info Donald Tusk.

Jednocześnie Tusk przekonywał, że dzięki jego nowemu stanowisku wzrośnie również pozycja Polski na arenie międzynarodowej, ponieważ jako szef Rady Europejskiej będzie on mógł „wywierać wpływ na najważniejszych europejskich polityków”

- Jeśli nie będą mnie słuchać, to zmienię robotę – ironizuje Tusk.

Pytanie tylko, czy po takich deklaracjach byłego premiera, Polakom będzie jeszcze do śmiechu...
http://niezalezna.pl/61975-prezydent...-donalda-tuska

Paweł 02.12.2014 10:41

Przy Niezależnej to nawet GW zaczyna wyglądać wiarygodnie.

kerim1906 02.12.2014 10:46

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Paweł (Post 1383903)
Przy Niezależnej to nawet GW zaczyna wyglądać wiarygodnie.

ha, ha, co tutaj jest niewiarygodne ? że rudy kaszub mówi wprost że w Polsce trzeba jak najszybciej wprowadzić euro ?, zgadzam się z Tobą , wyborcza z michnikiem tak wylasowała mózgi że dla niektórych jest wiarygodna, co oni przez te 25 lat zrobili z ludżmi ?

Paweł 02.12.2014 10:53

Niewiarygodny jest cały serwis.

Nie bronię Tuska, ale możesz mi wyjaśnić w jaki sposób "grozi Polsce"? W całym artykule jest jedna wypowiedź Tuska dotycząca tego, że "czasami (należy) poświęcić część swoich interesów na rzecz całej Europy". Gdzie tu widzisz jakąś groźbę? Skoro (jako społeczeństwo) chcemy być w UE, to logicznym jest, że żeby wypracować wspólne stanowisko każdy musi czasem iść na jakieś ustępstwa. No chyba, ze wyobrażasz sobie sprawne funkcjonowanie jakiejkolwiek wspólnoty, w której każdy "ciągnie wózek w swoją stronę".

Jaroo1 02.12.2014 11:05

Niech rudy cwel swój łeb poświęci dla dobra Europy.

Kocur 02.12.2014 11:11

Euro wprowadzą może w XXII wieku - jak jakimś cudem potomkowie obecnych złodziei nie dorwą się do żłobu.
Pomijam fakt że Unii już wtedy nie będzie ;)

Ciekawe jak z tego by wybrnęła wyborcza, już by nie mogli kłamać że wszystko mamy najtańsze w Europie jak każdy głupi już by widział że za naszą olbrzymią pensję można kupić 10x mniej niż w Grecji czy Portugalii i przejechać się do Katowic A4 w cenie rocznej winietki w Austrii czy Szwajcarii.

york09 02.12.2014 11:16

Po to przecież Kaczyński płaci swoim tzw. "niezależnym mediom" aby rolować co nie którym mózgi.
Ostatnio wPolityce wytknęło Tuskowi zarobek w Brukseli (100 tyś)
Zapomnieli że tyle to Kaczor jedną ręką wydaje na ochronę swojej dupy, a za coś jeszcze musi żyć! Sejmowym żratewkiem gardzi.
Cytat:

Pierwotnie napisane przez Kocur (Post 1383912)

Ciekawe jak z tego by wybrnęła wyborcza, już by nie mogli kłamać że wszystko mamy najtańsze w Europie jak każdy głupi już by widział że za naszą olbrzymią pensję można kupić 10x mniej niż w Grecji czy Portugalii i przejechać się do Katowic A4 w cenie rocznej winietki w Austrii czy Szwajcarii.

Chyba mi nie powiesz że Kaczyński wyrówna nasze zarobki do tych zachodnich.

kerim1906 02.12.2014 11:31

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Paweł (Post 1383907)
Niewiarygodny jest cały serwis.

Nie bronię Tuska, ale możesz mi wyjaśnić w jaki sposób "grozi Polsce"? W całym artykule jest jedna wypowiedź Tuska dotycząca tego, że "czasami (należy) poświęcić część swoich interesów na rzecz całej Europy". Gdzie tu widzisz jakąś groźbę? Skoro (jako społeczeństwo) chcemy być w UE, to logicznym jest, że żeby wypracować wspólne stanowisko każdy musi czasem iść na jakieś ustępstwa. No chyba, ze wyobrażasz sobie sprawne funkcjonowanie jakiejkolwiek wspólnoty, w której każdy "ciągnie wózek w swoją stronę".

ok , tytuł głupi , ale to nie jest podstawa do dyskredytowania tego medium i porównywania do g...a wyborczego , naprawdę nie widzisz różnicy ? dobrze napisał Jaroo1 , rudy od lat rozporządza nami jak swoją własnością , mam wymieniać jego "dokonania" , poszedł sprzedawczyk makrelowy do brukseli jako kamerdyner i chrzani głodne kawałki o poświęceniu , niech poświęci siebie , KOCUR , wybiórcza wybrnie z wszystkiego , przecież wiesz o tym , 25 LAT WOLNOŚCI czy jakoś to tak brzmiało ? zobowiązuje ich do kolejnych lat wolności

york09 02.12.2014 11:40

Jaka jest różnica między mediami opłacanymi przez rząd a tymi opłacanymi przez PIS?
Ani jedni ani drudzy z własnej kieszeni tego nie opłacają.

Kocur 02.12.2014 11:41

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383913)
Chyba mi nie powiesz że Kaczyński wyrówna nasze zarobki do tych zachodnich.

Raz - Czemu Kaczyński akurat? Jest wielu inteligentnych polityków niestety nie w partii rządzącej, nie on jeden może coś zmienić na lepsze
Dwa - Nie Kaczyński jest winny że dług publiczny wzrósł kilkukrotnie w ciągu rządów PO i żeby łatać dziurę sięgali po emerytury, VAT szedł w górę, inwestycji nie było i dystans do Zachodu zamiast maleć się wydłużał
Trzy - Gdyby Babka miała wąsy byłaby Dziadkiem - trzeba pozwolić komuś innemu rządzić bo gadanie typu "na pewno nic by nie zrobił" jest gadaniem na poziomie przedszkolaka
Cztery - W biznesie jest tak że jak ktoś spieprzy wszystko równo to się go odsuwa od władzy czy zarządu w przedsiębiorstwie a nie trzyma na świeczniku mówiąc że "inni są gorsi" ale jednocześnie nie pozwalając tym "innym" naprawić sytuacji
Pięć - Zamiast robić wszystko żeby te marne zarobki na coś wystarczały to zamiast jak np Niemcy wprowadzić winiety to się wdraża system za "xxx" mln złotych, gdzie kilometr autostrady będzie najdroższy na świecie

Paweł 02.12.2014 11:43

Cytat:

Pierwotnie napisane przez kerim1906
ok , tytuł głupi , ale to nie jest podstawa do dyskredytowania tego medium i porównywania do g...a wyborczego , naprawdę nie widzisz różnicy ? dobrze napisał Jaroo1 , rudy od lat rozporządza nami jak swoją własnością , mam wymieniać jego "dokonania" , poszedł sprzedawczyk makrelowy do brukseli jako kamerdyner i chrzani głodne kawałki o poświęceniu , niech poświęci siebie , KOCUR , wybiórcza wybrnie z wszystkiego , przecież wiesz o tym , 25 LAT WOLNOŚCI czy jakoś to tak brzmiało ? zobowiązuje ich do kolejnych lat wolności

Tytuł głupi, a sam artykuł nie lepszy. Ja nie dyskredytuję tego medium na podstawie jednego artykułu, tylko całokształtu radosnej twórczości, gdyż zdarzyło mi się kilka innych arcydzieł na powyższej stronie przeczytać. Porównanie do GW jest całkiem uzasadnione. W języku fizyki można powiedzieć, że kierunek ten sam, tylko zwroty przeciwne.

Działalności Tuska w ogóle nie oceniałem. Nie musisz wymieniać dokonań, sam mam mu wiele do zarzucenia.


PS. Żeby była jasność, GW nigdy nie zdarzyło mi się kupić, a TVN oglądam bardzo rzadko :-)

kerim1906 02.12.2014 12:00

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Paweł (Post 1383917)
Tytuł głupi, a sam artykuł nie lepszy. Ja nie dyskredytuję tego medium na podstawie jednego artykułu, tylko całokształtu radosnej twórczości, gdyż zdarzyło mi się kilka innych arcydzieł na powyższej stronie przeczytać. Porównanie do GW jest całkiem uzasadnione. W języku fizyki można powiedzieć, że kierunek ten sam, tylko zwroty przeciwne.

Działalności Tuska w ogóle nie oceniałem. Nie musisz wymieniać dokonań, sam mam mu wiele do zarzucenia.


PS. Żeby była jasność, GW nigdy nie zdarzyło mi się kupić, a TVN oglądam bardzo rzadko :-)

widzisz i tutaj się różnimy , kiedyś lata świetlne temu , początek lat 90-tych czytałem wyborczą , nie było internetu , nie było łatwego dostępu do informacji, wydawało się że po okresie komuny coś się zmienia, życie szybko zweryfikowało moje marzenia, rok 1992 i nocna zmiana , zauważ te same ryje tego dokonały które dzisjaj rozdają karty , rudy , cyborg , niesioł i na dokładkę mędrzec europy, jeżeli ktoś po tym czasie twierdzi że gó.....iana jest wiarygodna to ma zlasowany mózg , co do prawicowych mediów , są lepsze i gorsze , ale wolę czytać nawet te gorsze i wyciągać swoje wnioski, bardzo Cie proszę nie porównuj michnikowej gazety do jakiegokolwiek medium prawicowego , to jest odrażające i fizyka nie ma tutaj nic do rzeczy

york09 02.12.2014 12:11

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Kocur (Post 1383916)
Trzy - Gdyby Babka miała wąsy byłaby Dziadkiem - trzeba pozwolić komuś innemu rządzić bo gadanie

Zgoda, ale nie PISowi. Ich program wyborczy to wydatki i jeszcze raz wydatki. (czyt. obiecanki)
Ale jedynie takimi obiecankami mogą do siebie młodych przyciągnąć. Młodzi wierzą że PIS da im mieszkania , pracę z zachodnim zarobkiem, wysoką emeryturę po 65 latach. Oczywiście kasa na urodzenie dziecka, uzbroi armię po zęby w najnowocześniejszy sprzęt .itp.
Ale nikt nie zapytał skąd na to wezmą i jak chce obniżyć dług.

ale wolę czytać nawet te gorsze i wyciągać swoje wnioski, tu się mylisz, po to są Karnowscy aby to oni za ciebie wyciągali wnioski.
Jeszcze nigdy nie sprzeciwiłeś się tym co oni napisali.

emj10 02.12.2014 12:15

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Paweł (Post 1383917)
PS. Żeby była jasność, GW nigdy nie zdarzyło mi się kupić, a TVN oglądam bardzo rzadko :-)

Nie gadaj, że nie sprawdzałeś wyników matury w GW? ;)

kerim1906 02.12.2014 12:21

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383923)
Zgoda, ale nie PISowi. Ich program wyborczy to wydatki i jeszcze raz wydatki. (czyt. obiecanki)
Ale jedynie takimi obiecankami mogą do siebie młodych przyciągnąć. Młodzi wierzą że PIS da im mieszkania , pracę z zachodnim zarobkiem, wysoką emeryturę po 65 latach. Oczywiście kasa na urodzenie dziecka, uzbroi armię po zęby w najnowocześniejszy sprzęt .itp.
Ale nikt nie zapytał skąd na to wezmą i jak chce obniżyć dług.

ale wolę czytać nawet te gorsze i wyciągać swoje wnioski, tu się mylisz, po to są Karnowscy aby to oni za ciebie wyciągali wnioski.
Jeszcze nigdy nie sprzeciwiłeś się tym co oni napisali.

yorkuś , zmartwię Cię , Karnowscy to te lepsze , ale i tak wyciągam wnioski w przeciwieństwie do Ciebie

york09 02.12.2014 12:23

Cytat:

Pierwotnie napisane przez kerim1906 (Post 1383925)
yorkuś , zmartwię Cię , Karnowscy to te lepsze , ale i tak wyciągam wnioski w przeciwieństwie do Ciebie

Każdy ma swój punkt widzenia i to szanuję
ale gdy czytam Karnowskich za każdym razem przekonuję się, że na ich tle Tworki to oaza normalności.

Kocur 02.12.2014 12:48

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383923)
Zgoda, ale nie PISowi. Ich program wyborczy to wydatki i jeszcze raz wydatki. (czyt. obiecanki).

Ile jest partii w Polsce które mogą mieć większość w parlamencie?

Poza tym - pisałem powyżej obecna partia zwiększyła wydatki i deficyt do granic wytrzymałości gospodarczej - gdyby nie OFE to byśmy dostali indeks Grecji czyli państwa niewypłacalnego.


Program wyborczy? Pamiętasz program wyborczy swojej partii czy przypomnieć?
Program wyborczy nie rządzi ale ludzie rządzą - obecni nie zrealizowali ani jednego punktu z dwóch programów - więc czego się obawiać?

kerim1906 02.12.2014 13:02

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383926)
Każdy ma swój punkt widzenia i to szanuję
ale gdy czytam Karnowskich za każdym razem przekonuję się, że na ich tle Tworki to oaza normalności.

yorkuś , i co ja mam z Tobą zrobić ?:shock: , Twoje ostatnie zdanie o tworkach i Twój podpis nie pozostawiają wątpliwości , tylko nie wiem co tam robi herb Wisły Kraków,co Ty masz wspólnego z Wisłą ?, i jeszcze jedno niezalezna.pl to nie Karnowscy , zmartwię Cię jeszcze bardziej , to Sakiewicz i spółka , będziesz miał dzisjaj koszmary

emj10 02.12.2014 13:13

"TW Pallad", czyli pseudonim Pawła Kowala z czasów współpracy z WSI (sam Kowal przyznał się do kilkunastu spotkań) to historia dosyć dobrze znana, która nie ma jednak swojego zakończenia przez utajnienie przez ministra Wassermana informacji na ten temat.

Cała afera zaczęła się od dobrego tekstu Pawła Reszki i Michała Majewskiego (tego od tekstów o aferze taśmowej) w Dzienniku. Opisali oni współpracę młodego Pawła Kowala z WSI oraz dali wypowiedzieć się samemu politykowi oraz ministrowi Wassermanowi na łamach pisma. Kowal nie przyznał się do współpracy, ale nie zaprzeczył, że odbył kilkanaście spotkań (co najwyżej 15 wg. słów Kowala) z różnymi funkcjonariuszami, a o fakcie, że został zarejestrowany jako "TW Pallad" ponoć nie wiedział.

Najważniejszy z tego tekstu jest pewien cytat dotyczący spotkań z funkcjonariuszami WSI.
Cytat:

Ale faktem jest, co przyznaje sam Kowal, że na jednym ze spotkań podpisał zobowiązania do zachowania w tajemnicy swych kontaktów z WSI.
http://wiadomosci.dziennik.pl/polity...agabywalo.html
Cytat:

Paweł Kowal: WSI mnie nagabywało

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Paweł Kowal zapewnia, że choć był nagabywany przez Wojskowe Służby Informacyjne, współpracy z nimi nie podjął. Jednocześnie zaapelował o odtajnienie dokumentacji w tej sprawie. O tym, że Kowal znalazł się w teczce WSI, a o jego kontaktach wiedzieli od 2006 roku Lech Kaczyński i Zbigniew Wassermann, napisał dziś DZIENNIK.

Według DZIENNIKA, mimo tych informacji nazwisko byłego wiceszefa dyplomacji i bliskiego współpracownika prezydenta Polski nie pojawiło się w raporcie z weryfikacji WSI, który został opublikowany właśnie przez głowę państwa.
Paweł Kowal, młoda gwiazda PiS, był przez WSI uznawany za tajnego współpracownika o pseudonimie "Pallad". Wiceszef klubu parlamentarnego PiS zaprzecza współpracy z "wojskowymi", ale przyznaje, że miał kontakty z WSI, czyli ze służbą, która według lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego była wielkim zagrożeniem dla polskiej demokracji. Kowal, dziś wiceszef klubu parlamentarnego PiS, unika mówienia wprost o swych doświadczeniach z WSI. Zasłania się tym, że podpisał zobowiązanie do zachowania tajemnicy.
Kontakty Kowala z WSI, jak wynika z naszych informacji, zaczęły się w 2003 r. Kowal był wtedy poza polityką, ale miał doświadczenie z pracy w kancelarii premiera Jerzego Buzka, gdzie zajmował się sprawami międzynarodowymi.
Wywiad wojskowy był zainteresowany jego wiedzą na temat krajów postsowieckich. Do 2005 r. Kowal, według wiadomości DZIENNIKA, spotkał się kilkanaście razy z oficerem tajnej służby wojskowej. On sam tłumaczy, że kontaktów było najwyżej 15, ale trzeba w to wliczyć również rozmowy telefoniczne. Przez pierwszy rok WSI jednocześnie go rozpracowywały. Dyskretnie się mu przyglądano, badano jego znajomości.
Polityk w rozmowie z nami przedstawił taką wersję: na początku nie miał świadomości, że kontaktuje się z żołnierzem WSI. Gdy nabrał pewności, że tak właśnie jest, zaczął wycofywać się ze znajomości. Ale faktem jest, co przyznaje sam Kowal, że na jednym ze spotkań podpisał zobowiązania do zachowania w tajemnicy swych kontaktów z WSI.
Jednocześnie były wiceszef dyplomacji podkreśla: "Nigdy nie podjąłem żadnej współpracy. Nigdy nie napisałem żadnej ekspertyzy".
Ale nasze źródła w wywiadzie wojskowym utrzymują, że Kowal przekazywał informacje na temat krajów postsowieckich, a oficer, z którym się spotykał, pisał ze spotkań notatki. Wywiad wysoko oceniał wiadomości od "Pallada". Informatorzy w służbach relacjonują, że Kowal nie znał swojego pseudonimu i nie brał pieniędzy.
"Nie udzieliłem żadnej informacji, a tym bardziej wartościowej" - zapewnia jednak Kowal.
W 2005 r. było wiadomo, że Kowal wraca do dużej polityki, będzie posłem i ma szansę na ważne stanowiska państwowe. Zdaniem naszych informatorów z tego powodu wywiad zawiesił z nim współpracę. Dodatkowym powodem miały być obawy Kowala, że jego kontakty ze znienawidzonymi przez PiS służbami zostaną ujawnione. Oficjalnie akta zostały przekazane do archiwum w sierpniu 2005 r.
Tajemniczo wygląda również to, co działo się z materiałami na temat Kowala, gdy trwała weryfikacja WSI. Pod koniec września 2006 r. zaufany człowiek prezydenta Kaczyńskiego Zbigniew Wassermann poprosił o pilne przedstawienie mu dokumentów na temat kolegi z partii. Okazało się, że szybko nie da się tego zrobić, bo papiery są w Krakowie - tam bowiem został przeniesiony oficer, który spotykał się z Kowalem. Wassermann zdecydował, że przejrzy je na miejscu. Minister czytał te dokumenty 30 września w krakowskiej rezydenturze służb wojskowych.
Niedługo potem sprawą zainteresował się inny ośrodek w obozie władzy. W krakowskiej siedzibie służb zjawił się doktor Filip Musiał z krakowskiego IPN. Historyk był członkiem komisji likwidacyjnej WSI prowadzonej przez współpracowników Antoniego Macierewicza. Musiała do sprawdzenia akt Kowala wydelegował Sławomir Cenckiewicz, szef komisji likwidacyjnej. Dziś obaj nie chcą o tym mówić. "Nie mam nic do powiedzenia" - tak zareagował Musiał. "Nie będę o tym rozmawiał" - tak na pytania DZIENNIKA odpowiedział Cenckiewicz.
"Podwójne sprawdzenie" wynikało stąd, że ekipa Macierewicza nie miała zaufania do Wassermanna. Walka w obozie władzy o materiały na temat Kowala toczyła się również na innym froncie. Z naszych informacji wynika, że Macierewicz w trakcie prac nad swoim raportem wystąpił na piśmie do szefa wywiadu Witolda Marczuka (człowieka prezydenta) o przekazanie materiałów na temat Kowala. Marczuk nie wydał zgody na oddanie materiałów w ręce Macierewicza.
p
Kowal: Nie współpracowałem z WSI
Michał Majewski, Paweł Reszka: Jak pan oceni, że WSI zarejestrowały pana jako tajnego współpracownika, nadały panu pseudonim i wysoko oceniały wartość informacji, które pan przekazywał?
Paweł Kowal: Jeśli tak zrobiły, to chyba przestępstwo. Na pewno nie miały podstaw. Mówię twardo: nigdy nie doszło do współpracy ze służbami. Nie przekazywałem informacji, bo skąd miałem je akurat wtedy czerpać. Zwróciłem się już do odpowiedniego ministra o odtajnienie dokumentów, które mnie dotyczą, jeśli takie istnieją. Wie o tym przewodniczący komisji weryfikacyjnej WSI Jan Olszewski. Poprosiłem go też o pilne wysłuchanie mnie przez komisję.
Jak wyglądały pana kontakty z WSI?
Byłem kilkakrotnie nagabywany. Powiem tak: nie zawsze człowiek ma świadomość tego, z kim rozmawia. W tych nagabywaniach, w moim przekonaniu, nie zostało z ich strony przekroczone prawo. Ale mogę o czymś nie wiedzieć.
Jak wyglądały te spotkania z oficerem WSI?
Chętnie o tym powiem, bo nie było to nic nadzwyczajnego. Jednak wydaje mi się, że nie jest to obszar, o którym mogę dzisiaj opowiedzieć.
Dlaczego?
Sprawa wyglądała tak. W czasie gdy nie działałem w polityce, a prowadziłem działalność gospodarczą, byłem wypytywany o możliwość pracy analitycznej, o przekazywaniu informacji nie było mowy. Współpracowałem zresztą z różnymi instytucjami. Zrozumiałem, że chodziło o wybrane aspekty polityki zagranicznej. Rozmówca wykazał w 100 proc., że reprezentuje jedno z ministerstw zajmujących się problemami międzynarodowymi. Wyraziłem wstępne zainteresowanie, ale działań nie podjąłem. Dałem sobie czas na zastanowienie. Gdy zorientowałem się, że chodzi o tajne służby, odmówiłem i zobowiązałem się do zachowania tajemnicy.
Zobowiązał się pan na piśmie?
Tak.
Co pan podpisał?
Rutynowy formularz. Zna go każdy, kto ma dostęp do tajemnic państwowych. Nie powinienem dziś więcej mówić. Oczywiście, że nie zobowiązanie do współpracy.
Ile razy spotykał się pan z oficerem WSI?
Szkoda, że nie mogę udzielić odpowiedzi. Ważne, że przez dłuższy czas nie wiedziałem, z kim się spotykam.
Nie wiedział pan na początku, a potem?
Prowokujecie mnie do odpowiedzi, która może stanowić naruszenie prawa.
Ale kiedy podpisywał pan wspomniany dokument, wiedział pan już, z kim ma do czynienia?
Potwierdził on moje przypuszczenia. To był właśnie rozstrzygający moment, kluczowy dla mojej reakcji.
I spotykał się pan z tym człowiekiem także potem?
No, nagabywali, a ja nic. Chciałem, żeby zrozumieli, że nie będzie współpracy i w końcu zerwałem ostatecznie kontakty.
Ostatni kontakt był na wiosnę 2005 r.?
Gdy odmówiłem współpracy było jeszcze kilka prób nagabywania. Najpierw odmówiłem kurtuazyjnie, a potem twardo.
Dlaczego pan odmówił współpracy?
Nie chciałem prowadzić działalności eksperckiej w sposób niejawny. Poza tym wiele się wtedy pisało w prasie negatywnie o służbach. Dziś wiemy więcej.
Czy komuś pan o tym powiedział?
Poinformowałem o fakcie nagabywania mnie prezydenta Kaczyńskiego, z którym potem podjąłem bliższą współpracę. Kiedy zostałem wiceministrem, poinformowałem też koordynatora ds. służb Zbigniewa Wassermanna.
Jaka była reakcja?
Nie zauważyłem wątpliwości i nie wracaliśmy do sprawy.
Czy sprawa była znana w partii?
Zasadniczo nie miałem o tym sygnałów ze strony polityków. Sądzę, że gdybym mógł ujawnić jej szczegóły, to panowie też nie mielibyście jakichkolwiek wątpliwości. Mam nadzieję, że do tego dojdzie.
p
Wassermann: Prezydent wiedział o sprawie
Paweł Reszka: Czy oglądał pan materiały WSI dotyczące Pawła Kowala?
Zbigniew Wassermann: Tak, zapoznawałem się z nimi.
Czy to było 30 września 2006 roku w Krakowie?
Nie pamiętam szczegółów, ale było to w Krakowie.
Co było w tych materiałach?
Nie mogę o tym mówić, bo tego typu dokumentacja jest ściśle tajna.
Czy pan Kowal został przez WSI zarejestrowany jako tajny współpracownik o pseudonimie Pallad?
Powtarzam: dokumentacja jest ściśle tajna. To wszystko, co mogę w tej sprawie powiedzieć.
Czy informował pan prezydenta RP, co jest w materiałach, i o tym, że pan je oglądał?
Pan prezydent miał wiedzę o materiałach w tej sprawie.
Zbigniew Wassermann był w rządzie PiS ministrem - koordynatorem służb specjalnych

Przez kilka lat była cisza na temat Pawła Kowala aż do momentu, gdy zrobił desant do szalupy zwanej PJN po odsunięciu grupy muzealników od ręki prezesa i odejścia z partii. Poparcie PJN przez Igora Janke, Warzechę, czy katarynę tylko dolało oliwy do ognia.

Wtedy to zaczęło wyciąganie przez pisowskie media i prawicowych blogerów ciekawych informacji o Kowalu.
http://www.tvp.info/3349264/informac...zefem-bezpieki
Cytat:

W ubiegły wtorek europosłowie PiS Michał Kamiński i Paweł Kowal wzięli udział w kolacji z szefem ukraińskiej służby bezpieczeństwa Walerijem Choroszkowskim – dowiedział się portal tvp.info. Dzień później Parlament Europejski miał głosować nad rezolucją krytyczną wobec władz Ukrainy.
Blogerzy nie zostawiali na Kowalu suchej nitki:
http://uczciwa.polityka.salon24.pl/3...lnymi-drzwiami

Cytat:

"Pallad" szefem PJN?! Come back WSI tylnymi drzwiami?!

Z deszczu pod rynnę wpadli działacze PJN. Ich dotyczchasową, lewicującą szefową Joanną Kluzik-Rostkowską zastąpił.... Paweł Kowal vel "Pallad", bo taki pseudonim nadały mu Wojskowe Służby Informacyjne, rejestrując obecnego lidera PJN jako tajnego współpracownika.
Paweł Kowal miał spotykać się z oficerami WSI kilkanaście razy. Sam przyznał, że WSI odbyły z nim rozmowę werbunkową. Zapewnia jednak, że odmówił, rzucając dodatkowo w wywiadzie "Służbom Macierewicza też bym odmówił". Rejestracja miała więc wg szefa PJN nastąpić bez jego wiedzy i zgody. Kowal przyznał zaś, że podpisał zobowiązanie do zachowania kontaktów z WSI w tajemnicy.
Niektórzy tj. coryllus formułowali nawet kolejne zarzuty dotyczące m.in. tego, że Paweł Kowal i Helena Łuczywo to rodzina.
http://niepoprawni.pl/blog/3010/czy-...ena-luczywo-to

Cytat:

Tak, tak, z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że Paweł Kowal, nowy szef PJN jest spokrewniony z Heleną Łuczywo. Ponoć wiedzą o tym wszyscy, nawet europoseł Migalski, który mimo swojej wiedzy wypisuje na blogu dyrdymały o tym jak to dzięki Kowalowi PJN będzie szedł ku pełnej podmiotowości.
Tak pisał Leszek Szymowski na początku tego roku na łamach NCzasu o powstaniu Polski Razem.
http://nczas.com/publicystyka/polska...-przebierancy/

Cytat:

Pamiętajmy, że Paweł Kowal – były wiceminister spraw zagranicznych – miał zostać zarejestrowany przez Wojskowe Służby Informacyjne jako tajny współpracownik o pseudonimie „Pallad”. W lutym 2007 roku „Dziennik” napisał, że od 2003 roku Kowal był współpracownikiem wywiadu wojskowego, któremu udzielał informacji na temat krajów postsowieckich. Gdy w 2007 roku sprawa wyszła na jaw, sam Kowal (był wówczas wiceprzewodniczącym PiS) potwierdził, że podpisał zobowiązanie do zachowania tajemnicy. Według jego wersji, był nagabywany przez WSI, ale odmówił współpracy. Sprawa miała wywołać konflikt miedzy osobami odpowiedzialnymi w rządzie PiS za likwidację wojskowych służb specjalnych. Nieprzypadkowy wydaje się też termin publikacji w „Dzienniku” – krótko po odtajnieniu raportu Macierewicza. Czyżby była to zemsta wojskowych specsłużb za ujawnienie ich agentury i sygnał wysłany do PiS, że WSI mogą ujawnić jeszcze innych agentów powiązanych z tą partią?
Słynny mem, który zrobił jakiś czas temu furorę, gdy jeden TW robił drugiemu TW za suflera ;)

http://i1.kwejk.pl/k/obrazki/2014/05...2_original.jpg

Na deser dodatek, czyli tekst Piotra Zaremby o Helenie Łuczywo, w którym są ciekawe smaczki tj. domniemany romans Heleny Łuczywo z Jarosławem Kaczyńskim, który de facto nie miał miejsca ;)
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie...na-agorze.html

Cytat:

Pani na Agorze

To pożegnanie, zanim nazwisko Heleny Łuczywo zniknęło ze stopki "Gazety Wyborczej", rozciągnięte było nawet nie na miesiące, a na lata. Miało być cicho i bez rozgłosu. Pewnie dlatego, że nagłe odejście jednej z założycielek Agorowego imperium w tym samym czasie co rzeczywiste wycofanie się Adama Michnika, mogło osłabić pozycję firmy i wystraszyć giełdowych inwestorów.


Nawet z pożegnalną imprezą dwa lata temu nie było łatwo. Łuczywo nie znosi pompy. Trzeba było sięgnąć po podstęp.


Koniec epoki
W rolę przynęty wcielił się Bronisław Geremek - umówili się na wspólny obiad na mieście. Eurodeputowany podjechał pod redakcję, Łuczywo wsiada, ruszają, mijają okoliczne uliczki, a profesor znienacka mówi: - O, przecież tu zaraz jest żłobek (pierwsza siedziba "Gazety Wyborczej", która rzeczywiście znajdowała się w prawdziwym żłobku z toaletami poniżej kolan). Wiele sentymentu wywołuje we mnie to miejsce. Podjedźmy tam na chwilę.
Łuczywo nie wietrzy podstępu, auto zajeżdża pod dawny żłobek, a tam... na schodach wielki transparent i tłum przyjaciół, który przygotował w tajemnicy pożegnalną imprezę. Łuczywo ponoć najpierw wściekła przyjmuje bukiet kwiatów, ale ze złości stuka obcasem w podłogę. Powoli złość ją opuszcza. Na koniec wzrusza się i wpada w wir zabawy.
Jest co świętować. To koniec epoki. Owszem, jeszcze teraz w chwilach szczególnie istotnych, gdy wybucha po filmie w TVN 24 po raz drugi sprawa Lesława Maleszki albo gdy młodym dziennikarzom zarzuca się plagiat, Łuczywo, Michnik i Juliusz Rawicz spotykają się w nadzwyczajnym trybie na tak zwane konsylia, jak to się żartobliwie określa w redakcji, ale rozstanie stało się faktem. W gabinecie wicenaczelnej już dawno rozsiadł się następca.
To koniec legendy, która zanim stała się legendą współtwórczyni ważnej gazety, była przez lata legendą ważnej postaci antypeerelowskiej opozycji. Ważnej, choć - tak jak i teraz - trochę w cieniu. Wszyscy, którzy pamiętają ją z lat 70. i 80., opisują ją tak samo. "Pracująca po 16 godzin na dobę, nieustraszona, uporządkowana i na ogół słodkim, nieznoszącym sprzeciwu tonem narzucająca swoje zdanie" - tak charakteryzuje ją Krzysztof Leski, jej współpracownik z "Tygodnika Mazowsze", a potem z "Wyborczej". A Jan Lityński, jej kolega z podstawówki i liceum, jeden z filarów KOR, tak mówi o jej opozycyjnej działalności: "Gdyby nie było Heleny, nie byłoby wielu przedsięwzięć, artykułów, wielu wydarzeń".
Co ciekawsze, nie zawsze była taka sama. Wspomina Ryszard Bugaj, jej kolega ze studiów ekonomicznych. "Helena z końca lat 60. to dziewczyna nieuporządkowana, gubiąca papiery. Dlatego z zaskoczeniem słuchałem później relacji o jej organizacyjnych sukcesach".


Panna z czerwonego dworku

Była też osobą, której droga do opozycji jawi się jako nieprosta, jak wielu innych opozycjonistów, zwłaszcza ze środowisk skupionych wokół KOR. Jej ojciec Ferdynand Chaber, przedwojenny komunista żydowskiego pochodzenia, pełnił przez 20 lat funkcję zastępcy kierownika wydziału propagandy Komitetu Centralnego PZPR. To oznaczało przynależność do grupy, którą zwykli Polacy nazywali "czerwoną burżuazją".
Jeśli wierzyć pamiętnikowi Viktorii Korb, przyjaciółki Łuczywo z dzieciństwa, pierwsze dwie dekady życia naszej bohaterki upłynęły pod znakiem wielkich jak na tamte czasy luksusów - mieszkała w kamienicy na Litewskiej, gdzie osobne wejście przeznaczone były tylko dla służby i gdzie za główne utrapienie uznawano surowe nakazy gosposi, która kazała myć zęby i nosić ciepłe skarpetki. Wakacje spędzała w ośrodku rządowym.
Pierwsze przejawy obywatelskiej aktywności Heleny Chaber (rocznik 1946) były mocno kontrowersyjne. W szkole podstawowej założyły z koleżankami nielegalną organizację, co zwłaszcza w czasach stalinowskich groziło najsroższymi konsekwencjami. Rzecz w tym, że dziecięce konspiratorki miały... tropić imperialistycznych szpiegów. Jednak ludowe państwo nie potrzebowało takiej pomocy. Skończyło się (po denuncjacji innej dziesięciolatki) na wezwaniu rodziców do szkoły.
Ze wspomnień przyjaciół wynika, że długo miała nad łóżkiem portrecik Lenina. Ale około roku 1968 Helena gości u siebie na spotkaniach grupę przyjaciół zbuntowanych przeciw systemowi. "To był dziwny dom, z jednej strony bywał tam syn generała Świerczewskiego i partyjni sąsiedzi, z drugiej - my" - wspomina Bugaj. Pojawiają się tam postaci z kręgów komandosów, zwłaszcza Jan Lityński. Zaangażowanie samej gospodyni w wydarzenia marcowe polega na przepisywaniu ulotek. Ukryte w bieliźniarce, zostają znalezione przez służącą, co staje się przyczyną domowej awantury. Przypomina to historie panienek z dobrego domu, które stawały się rewolucjonistkami. Ferdynand Chaber mawiał koleżankom córki, że gimnastykuje się codziennie, bo chce długo pożyć pełen ciekawości, czy komunizm zwycięży na całym świecie. Gdy razem z Heleną poszedł do sklepu po tenisówki, przekonywał ekspedientki, że niemożliwe, by w socjalizmie nie było butów o jej rozmiarze. Nawet w 1968 r., gdy przesunięto go na rentę, tłumaczył, że to efekt wypaczeń. Ocena córki była już wtedy dużo surowsza: "Muszę ich zwalczyć, żeby się nie bać".
Po rozwiązaniu wydziału ekonomii Helena Chaber zostaje wyrzucona ze studiów. Potem broni jednak pracę magisterską, pracuje w banku, studiuje drugi fakultet - anglistykę. Do opozycji już na serio trafia w połowie lat 70., wraz z mężem - inżynierem Witoldem Łuczywą. Zaczyna od tego, że świetnie znając angielski, pomaga Jackowi Kuroniowi w kontaktach z zagranicznymi dziennikarzami.


Egzamin z rewolucji

W 1977 roku między innymi z Lityńskim i małżeństwem Wujców zaczyna redagować pismo "Robotnik". Oznaczało to definitywny wybór stylu życia - mieszkanie (już własne na Stegnach) zawsze pełne ludzi, częste rewizje i zatrzymania. "Różniliśmy się: ja myślałem już wtedy kategoriami wielkiej polityki, ona traktowała zaangażowanie w opozycji jako ciężką pracę. Kiedy powstawały Wolne Związki Zawodowe na Wybrzeżu, ja to popierałem. Ona przekonywała, że to błąd, bo zwiększy represje. Kto z nas weźmie za te represje odpowiedzialność, pytała" - wspomina Lityński.
Po roku 1980 angażuje się pełną parą w "Solidarność" - głównie jako dziennikarka. Organizuje Agencję Solidarność (AS), która w regionie Mazowsze staje się bastionem wpływów tak zwanej laickiej lewicy i budzi żywe emocje ludzi o bardziej prawicowych skłonnościach. Na zjeździe "Solidarności" dziennikarze agencji kierowanej przez Łuczywo zawzięcie rywalizują z Biurem Informacji Prasowej "Solidarności" zorganizowanej przez ludzi Ruchu Młodej Polski, takich jak obecny poseł PO Arkadiusz Rybicki i Tomasz Wołek, dziś publicysta między innymi "Wyborczej".
Emocje, czasem wielkie, są też udziałem samej Łuczywo. Podczas zjazdu "Solidarności" ze wzburzeniem obserwuje scenę, gdy działacz robotniczy z Mazowsza Paweł Niezgodzki wnioskuje, aby nie dziękować specjalną uchwałą KOR-owi, tylko całej opozycji. Niezgodzki był kojarzony z grupą tak zwanych prawdziwych Polaków ostro atakującą solidarnościową lewicę. Po jego brutalnym wystąpieniu jeden z historycznych liderów KOR Jan Józef Lipski zasłabł na sali. 35-letnia Helena Łuczywo podchodzi do Niezgodzkiego i pluje na niego.
Po wprowadzeniu stanu wojennego Łuczywo unika aresztowania i tworzy swoje wielkie dzieło: "Tygodnik Mazowsze", niepozorne pisemko będące organem podziemnych władz związku. To głównie beznamiętny rejestr zdarzeń: informacje z terenu o oporze i represjach plus stanowisko ukrywających się liderów. Będzie jednak "Tygodnik" przez siedem lat może najważniejszym punktem odniesienia dla członków nielegalnej "Solidarności", coraz potężniejszym dzięki zagranicznej pomocy (redakcja ma pod koniec lat 80. prymitywne laptopy). Trzonem zespołu są kobiety: poza Łuczywo między innymi jej późniejsze koleżanki z "Wyborczej" Joanna Szczęsna i Anna Bikont. "Tak miało być bezpieczniej, i rzeczywiście z moich konspiracyjnych doświadczeń wynika, że panie lepiej się sprawdzały jako rewolucjonistki, konkretne i ostrożne" - opowiada Lityński, który za namową Łuczywo nie wrócił po wyjściu na przepustkę do więzienia i przez parę lat się ukrywał. "Helena dawała z siebie wszystko, ale też wymagała. Jestem u niej w mieszkaniu, mam napisać jakiś tekst. Każe mi siedzieć do późnej nocy. A sama kładzie się spać... na godzinę, bo potem czeka ją redagowanie" - opowiada Joanna Kluzik-Rostkowska, współpracownica "Mazowsza", dziś posłanka PiS.
Łuczywo, niekwestionowana liderka tego przedsięwzięcia, przywiązuje ogromną wagę do języka pisma. Ma być najprostszy, wręcz suchy. "Umiała znakomicie redagować, pod jej ręką nawet teksty Jadwigi Staniszkis stawały się zrozumiałe" - opowiada Lityński. Ale dodaje, że miało to swoją cenę. "Mówiliśmy: co to jest słup? To drzewo zredagowane przez zespół >Tygodnika Mazowsze<. Inne pisma podziemne po prostu drukowały publicystykę. Z Heleną trzeba się było wykłócać o każde słowo".
Z jednej strony posiadła umiejętność, którą wykorzysta potem w prawdziwej komercyjnej gazecie. Z drugiej - coraz mocniej utwierdzała się w przekonaniu, że redagowanie jest użyteczne w walce o jedynie słuszną prawdę.
Poświęca konspiracji każdą chwilę, zwłaszcza po rozwodzie z mężem. No może prawie każdą. Krzysztof Leski wspomina, jak podczas narady nad jednym z numerów w mieszkaniu Łuczywo, gospodyni co chwila odrywała się od pracy. Powód był prosty: jej piętnastoletnia córka Łucja poszła na imprezę do sąsiada z góry Maksa Cegielskiego (dziś znanego dziennikarza). "Co tam tak cicho, pójdę ta" - denerwowała się, nasłuchując. Ale numer powstał. Jak zwykle.
Technokratka w trampkach
Wiosną 1989 roku Adam Michnik dostał "Gazetę Wyborczą" od Lecha Wałęsy i zdecydował, że nie zrobi jej bez Heleny Łuczywo. Z jednej strony było to naturalne. Łączyło ich wszystko: identyczny wiek, uzależnienie od tytoniu, ostry, często wulgarny język (u Łuczywo rzadszy ale tym straszniejszy), to samo środowisko, zbliżone poglądy. Oboje wywodzili się z komunistycznych rodzin, oboje w latach 80. stawiali na "Solidarność", oboje byli liberalnymi lewicowcami. Oboje wystąpią później przeciw rozliczaniu komunizmu. Wśród nielicznych komentarzy Heleny Łuczywo w "Wyborczej" połowa zawierała gorące sprzeciwy wobec lustracji.
A jednak ich drogi rzadko się do tej pory przecinały, podobno w latach 70. nawet niezbyt się lubili. Jeśli tak, Michnik wykazał się wyjątkową intuicją. Dobrał sobie osobę, która idealnie go uzupełniała. "On był od błyszczenia, ideologii, reprezentacji, ona, unikająca pisania i innych mediów - od ciężkiej pracy" - relacjonuje były dziennikarz "Wyborczej". Choć Łuczywo wahała się przez moment, czy funkcję przyjąć (nie chciała porzucać ukochanego "Tygodnika Mazowsze"), gdy już się zaangażowała, to na całego. Potrafiła podczas tworzenia gazety nocować w żłobku na Iwickiej. Początkowo jak w czasach opozycyjnych w trampkach, potem już na obcasach, stała się uosobieniem nowej instytucji.
"Rzadko mówiła o poglądach, jawiła się jako technokratka" - wspomina ten sam były dziennikarz. A jednak miała czas i na pilnowanie przecinków, i doglądanie linii. Gdy w roku 1990 Krzysztof Leski poróżnił się ze swoją redakcją na temat tego, jak relacjonować kampanię prezydencką: bardziej z dystansu (jak chciał on), czy z mocnym atakiem na Wałęsę (jak chciało kierownictwo), wytyczne przekazywała mu Łuczywo. "Tu już nie było dyskusji, ma być tak i tak" - wspomina.


Coś ty, kretynie, narobił?

Gdy przed dziesięciu laty Agora wchodziła na giełdę, prospekt emisyjny mówił jasno - to spółka oparta na czterech postaciach: Michniku, Łuczywo, prezes Agory Wandzie Rapaczyńskiej i wiceprezesie Piotrze Niemczyckim. To ich odejście miało niekorzystnie wpłynąć na działalność firmy. Minęło kolejne dziesięć lat, z całej czwórki ocalał Niemczycki i częściowo Michnik, a opinia giełdowych analityków okazała się niezbyt celna. Można raczej postawić tezę, że to przez tę trójkę wielkie "gazetowe" imperium zaczęło się kruszyć. Zwłaszcza po roku 2003, gdy wybuchła afera Rywina.
Nawet jeżeli prawdziwe są pogłoski, że korupcyjna oferta producenta filmowego, czy raczej to, jak ją postanowiono rozegrać, wprowadziła wielki rozdźwięk między Michnikiem a Łuczywo, faktem jest, że cała trójka tamtego lata w sposób niestandardowy pertraktowała z Leszkiem Millerem i jego ministrami zapisy nowej ustawy medialnej. To Łuczywo jechała wieczorem 22 lipca do kancelarii premiera i to ją Miller (wiedząc już o nagraniu Rywina) pytał, pokazując ostateczny projekt: "Czy to was zadowala?".
Może Łuczywo nie miała wyjścia i musiała uczestniczyć w tej historii? Zapewne jak cała redakcja stała na stanowisku, że skoro postkomuniści specjalnie przygotowują prawo, które ma uderzyć w Agorę, to wszelkie formy przeciwdziałania są dopuszczalne. Ale zapewne też nie zachwycała jej arogancja Michnika, który beształ i posłów, i dziennikarzy innych mediów, gdy próbowali rozwikłać tę aferę. Do dziś w pamięci reporterów "Wyborczej" utrwaliła się scena, kiedy Michnik po swych pierwszych, ostrych komentarzach wchodzi do redakcji, a Łuczywo wściekła, nie bacząc na osoby towarzyszące, wita go słowami: "Coś ty, kretynie, narobił?".
Tę różnicę było widać także w wyjaśnieniach przed komisją śledczą. Michnik przyszedł przed nią w intencji zdominowania posłów, a samą sprawę przedstawiał bardzo wybiórczo. Łuczywo - uprzejma, spokojna, jak mało kto przyczyniła się do wyświetlenia prawdy - także tej niekorzystnej dla Agory - przekazując posłowi Zbigniewowi Ziobrze wydruki e-maili, jakie krążyły między kierownictwem Agory i minister Aleksandrą Jakubowską. E-maile demaskowały grę Jakubowskiej, ale także ujawniały coś, co Jan Rokita nazywał "korupcyjnym targiem". Targiem, w którym firma Michnika i Łuczywo uczestniczyła do pewnego momentu jako strona.
To nie był wyjątek - stosunki między dwójką liderów "Wyborczej" bardzo często były napięte. Mimo wspólnoty poglądów kolegia w pierwszych latach przypominały czasem spektakle teatralne: Michnik coś proponuje, Łuczywo natychmiast to zbija, atakuje i odwrotnie. Gdy Łuczywo była i wicenaczelną, i prezesem firmy, a Michnik w ferworze awantury wykrzyczał: "Zwalniam cię!", Łuczywo miała mu odrzec: "Nie, to ja cię zwalniam!".
W efekcie ciężko się obrażali, by zaraz się pogodzić, a nawet pojechać na wspólne wakacje.
Spory były wpisane w ten układ dwóch silnych charakterów. "Michnik jest jak wąż, który godzinami się wije i pełza, ona - jak Godzilla, która potrafi uderzyć w twarz i za chwilę za to przeprosić. Osobowość silna jak Józef Stalin z okresu demokracji: żelazna wola i konsekwencja" - charakteryzuje były szef działu kultury Michał Cichy.


Szepty i krzyki

Ekstrawertyczność Michnika, jego pewność siebie trącąca o arogancję odbijała się o odmienne usposobienie jego zastępczyni, zawsze raczej zamkniętej w sobie, bardzo zasadniczej (kiedy jej jedyna córka zastanawiała się nad pracą w Agorze, Łuczywo uznała, że to wykluczone), choć nie zawsze cichej i spokojnej. Owa gwałtowność i emocjonalność, dla niektórych z Łuczywo całkowicie nierozdzielna, innym, młodszym dziennikarzom jest już nieznana.
Jeden z tych ostatnich wspomina: "Siedzimy na kolegium, żartujemy, a Helena zupełnie wyłączona czyta >Gazetę<. I nagle szeptem pyta: >Jak ktoś mógł taką bzdurę napisać? Kto to puścił?<. Zapada cisza, wszyscy sparaliżowani".
Czytała wszystko: od polityki do sportu, listy czytelników, reportaże, wykresy giełdowe. Od 9 rano do późnych godzin nocnych, sześć dni w tygodniu. Miało to swoją cenę - życie w redakcji przysłaniało jej wszystko, co działo się poza nią. I to na każdym poziomie, nawet najbardziej przyziemnym. Redagując przepisy kulinarne jednego z modnych kucharzy, zaczęła się łapać za głowę. "Oliwki!? Kapary!? Ile to kosztuje? Skąd ludzie mają to wziąć?" - pytała zagniewana, choć to już dawno nie były rarytasy z peweksu.
Wszystko opierało się na niej, jako doskonały redaktor potrafiła wyłapać głupstwa, błędy, nieścisłości. A wtedy dzwoniła do autora i cichym głosikiem zapraszała: "Wpadnij, kochany, do mnie na chwileczkę". "Ze strachu dostawaliśmy palpitacji" - wspomina jeden z naszych rozmówców.
Ale za dawnych lat nie tylko szeptała. Potrafiła przebiec przez korytarz "Gazety", waląc pięścią w ścianę i krzycząc: "Co wy myślicie, że ja jakąś k.... jestem?". Tylko dlatego, że poproszono ją w dziale zagranicznym, by pokazała się na raucie w niezbyt ważnej ambasadzie.
Budziła postrach nie tylko wśród młodziaków, ale nawet starszych kolegów. Pewnego dnia jeszcze w starym żłobku dziennikarze zobaczyli Ernesta Skalskiego, który pędził przez amfiladę z plikiem kartek w dłoni, które wypadały mu po drodze. To niecodzienny widok, Skalski zwykle poruszał się statecznym krokiem. A po chwili z pokoju, z którego wybiegł, wychyla się głowa drobnej Łuczywo, która krzyczy na cały głos: "Ernest, Ernest, ty, ch...!".
Większość jej dawnych podwładnych zapewnia, że za swą wybuchowość po chwili przepraszała, że nie wynosiła się ponad innych, tak naprawdę szanowała ludzi. W dziejach "Gazety Wyborczej" można jednak znaleźć historie, które pokazują ją jako menedżera nie tylko twardego, ale cokolwiek bezdusznego. Co prawda dotyczą one każdego szefa, który tak jak Łuczywo bierze na siebie ciężar załatwiania spraw kadrowych, a jednak. Ostatnio o jednej przypomniała wdowa po korespondencie gazety w USA Jacku Kalabińskim. Helena Łuczywo zadzwoniła do niego, gdy dopiero co wyszedł ze szpitala chory na raka w marcu 1997. Chwaliła siebie i kolegów, że jako "humanitarni demokraci" czekali z wypowiedzeniem, aż poczuje się nieco lepiej. Domagała się, aby wrócił jak najszybciej do Polski, ale nie przedstawiła mu żadnych propozycji. "Powiedziała: >Jak przyjedziesz, to pogadamy<. Była głucha na argumenty kontynuowania leczenia na miejscu, w Stanach. Ani na to, że rok szkolny naszej 13-letniej córki kończył się w czerwcu, że zlikwidowanie domu i przeprowadzka wymagają czasu i sił" - opisała żona Kalabińskiego. Jeden z wicenaczelnych "Wyborczej" zaprzeczył takiej treści tej rozmowy. Wrażenie pozostało.


Na kłopoty - praca!

Czy zrównoważą je inne opowieści? Choćby o legendarnej i cichej dobroczynności, także finansowej Heleny Łuczywo? Z pewnością respekt u pracowników zawdzięcza temu, że była zawsze profesjonalistką. "To ona nauczyła nas, że pisanie o polityce nie polega na obsługiwaniu konferencji, że ważne są tematy społeczne, ekonomiczne. No i że tekst nie może być przegadany. My często byliśmy zachwyceni naszymi dokonaniami, a to dopiero ona wyciskała z nich sedno" - opowiada Dominika Wielowieyska (w "Wyborczej" od 1991 roku).
Dlaczego z biegiem czasu przycichła? Może to kwestia wieku, a może skutek własnej pierwszej dotkliwej porażki?
"Wyborcza" ma już za sobą pierwszą dekadę na rynku: jedno wielkie pasmo sukcesów i pierwsze miejsce we wszystkich kategoriach: czytelnictwo, sprzedaż, rynek ogłoszeń. Teraz czas na internet. Słynąca z żelaznej konsekwencji i twardej ręki wicenaczelna sieć zna raczej powierzchownie. Umie słać e-maile, ale na początku nie potrafi jeszcze opatrywać ich załącznikami. Choć jest po pięćdziesiątce, uczy się wszystkiego od podstaw i na dobry rok znika z newsroomu. Wszyscy są pewni zwycięstwa, zgodnie z przeświadczeniem: jesteśmy wielcy i sami możemy wszystko.
Tymczasem portal "Wyborczej" zajmuje wysokie lokaty, ale nie o to chodziło, miał być pierwszy. Dla firmy wynik jest jednoznaczny - to porażka. To niewątpliwie obciążyło konto Łuczywo. Od tej pory nie jest już postrzegana jako Midas, który wszystko zamienia w złoto. Projekt trzeba było oddać w ręce ludzi, dla których sieć to całe życie.
Łuczywo wraca do newsroomu, "Gazeta" znowu spoczywa na jej barkach, nadal szeptem potrafi zmrozić dziennikarza za zbyt słaby tekst, ale to już nie to samo. Wybucha afera Rywina, komisja śledcza wzywa na przesłuchania, które są powodem wielkiego stresu (w redakcji organizowane są nawet symulacje sejmowych przesłuchań - dziennikarze wcielają się w rolę śledczych, przygotowując do ostrych pytań). Panuje przekonanie, że kompromitacja odbije się na sprzedaży. "Zareagowała najprościej: jeszcze więcej pracy. Kiedy do niej poszedłem, zobaczyłem, że nadal osobiście wyręcza korektę. To była jej recepta na kłopoty" - wspomina tamte czasy dziennikarz "Wyborczej".


Obcy nieprzyjazny świat

Na dokładkę wybory 2005 niosą zaskakujące wyniki - wygrywa prawica, której widmo przysłaniało zawsze wszelkie inne niebezpieczeństwa. W "Wyborczej" są w szoku, naprawdę kończy się jakaś epoka. Nie ma już obozu III RP, który to środowisko nie tylko świetnie znało, ale samo wykreowało. Postkomuniści, od których Michnik przynosił najświeższe newsy, zaszyli się na Rozbrat, politycy z Unii Demokratycznej - przepadli albo odjechali do Brukseli. Może jeszcze najmniej bulwersująca wydaje się dla ludzi "Wyborczej" prezydentura Lecha Kaczyńskiego, znajomego z czasów opozycji, co dla samej Łuczywo jest podobno początkowo ważniejsze niż jego późniejsze wybory. Gdy redakcja organizuje debatę Kaczyński - Tusk, Łuczywo serdecznie wita się "z Leszkiem". Tusk jest kimś z innego świata, nieznanym, poza tym zniszczył Unię Wolności, a takich rzeczy sie nie wybacza.
Ale i w tym przypadku kończy się szybkim i pełnym, wzajemnym rozczarowaniem. Jarosław Kaczyński, z którym Łuczywo nosiła kiedyś pod koniec lat 70. torbę z egzemplarzami "Robotnika", a żeby zmylić milicję udawała jego dziewczynę, mówi o ludziach "Wyborczej" per "środowisko KPP". Dla niej to atak na jej biografię, jest rozżalona. Ale nie łudźmy się, o porozumieniu, w ogniu wojen o lustrację, także dziennikarzy, sporów ideologicznych, tak czy inaczej nie mogło być mowy. Nawet jeśli "Wyborcza" zapraszała na półoficjalne spotkanie Kazimierza Marcinkiewicza, a Łuczywo wróciła rozpromieniona z jednego z publicznych spotkań z opowieścią, jak to poznała młodego PiS-owca Pawła Kowala i jak jest zaskoczona, że na prawicy poza Leszkiem (Kaczyńskim) i Ludwikiem (Dornem) są inni ludzie, z którymi można porozmawiać.
A więc to już inny świat, po części z powodu zmian politycznych, po części presji komercji. Ludzie częściej kupują popularną gazetę "Fakt" niż wypieszczone dziecko Agory. "Wyborcza" przestaje wyznaczać trendy, nawet gdy do władzy po PiS przychodzi bardziej strawna Platforma. Łuczywo, mówią dziennikarze, sprawia wrażenie coraz bardziej zagubionej, coraz częściej zawodzi ją legendarna intuicja.
W końcu odchodzi, ale poza najnowszą siedzibą gazety, którą osobiście planowała i urządzała, żyć ciężko. "Wyborcza" jest dla niej czymś więcej niż miejscem pracy - jest ideową wspólnotą i rodziną. Jej kontakty poza gmachem na Czerskiej, choć rozległe, mocno się rozluźniły. Życzliwy jej Jan Lityński przyznaje: - Spotykamy się rzadko. Widziałem różne kwestie, na przykład lustracji, inaczej niż "Wyborcza". To zbudowało między nami dystans.
Jest zapewne jedną z najbogatszych kobiet w Polsce. Posiadane przez nią akcje Agory warte są kilkadziesiąt milionów złotych. Jej dawny kolega Ryszard Bugaj uważa to za przykład uwłaszczenia się, zwłaszcza że - jak przypomina - pozycję na rynku "Wyborcza" zawdzięcza u swoich początków temu, że reprezentowała całą antykomunistyczną opozycję.
Ale Helena Łuczywo nie poszukuje tak naprawdę pieniędzy, wygód, rozrywek. Redakcyjni koledzy opowiadają historię z zamierzchłych czasów, jak to z Adamem Wajrakiem i grupą przyjaciół wybrała się do Puszczy Białowieskiej. Zamiast szukać żubrów, została przy samochodzie pogrążona w lekturze "Wyborczej". Nagle od stada odłączyło się kilka groźnych samców. Koledzy pobiegli ratować szefową. Ale ona nawet nie zauważyła zbliżających się zwierząt. ">Gazeta Świąteczna< jest świetna, po byku" - rzuciła na widok znajomych twarzy nieco zapomnianą slangową pochwałą.
Teraz bawi za granicą, a jej znajomi zastanawiają się, jak jej się podoba życie emerytki. Chyba nie bardzo.



york09 02.12.2014 13:22

Cytat:

Pierwotnie napisane przez kerim1906 (Post 1383929)
yorkuś , i co ja mam z Tobą zrobić ?:shock: , Twoje ostatnie zdanie o tworkach i Twój podpis nie pozostawiają wątpliwości , tylko nie wiem co tam robi herb Wisły Kraków,co Ty masz wspólnego z Wisłą ?

Nie mieszaj klubu z pislamem. W herbie Wisły jest biała gwiazda!, a nie biała kaczka.

Działania IV RP
http://www.tvn24.pl/kulisy-napadu-na...,494434,s.html

kerim1906 02.12.2014 13:41

Cytat:

Pierwotnie napisane przez york09 (Post 1383931)
Nie mieszaj klubu z pislamem. W herbie Wisły jest biała gwiazda!, a nie biała kaczka.

Działania IV RP
http://www.tvn24.pl/kulisy-napadu-na...,494434,s.html

ja mieszam ? kto ma durny podpis obok herbu Wisły ? i to porównanie Białej Gwiazdy z ..... , yorkuś , kompromitujesz się koncertowo, mało kto traktował Cię poważnie , teraz możesz być partnerem do rozmowy z gostkiem z wołomina wydymanym przez Pis który wkleja teksty o Kowalu ( ciekawe skąd tak bystro i szybko wszystko znajduje?), macie taką samą traumę , tylko Ty nie przyznałeś się jeszcze jak Pis Cię "skrzywdził"

Kocur 02.12.2014 13:45

"Zły dotyk boli całe życie" ;)

Chciałbym się dowiedzieć jak opozycja może być winna 7 lat upadku państwa, bo ciągle czytam że podwyższenie VAT'u, zagarnięcie OFE, dwucyfrowy wzrost długu publicznego to wina Kaczyńskiego.
To będzie materiał na nobla chyba.

emj10 02.12.2014 13:53

Oj jakby to wyszło to może być spora sensacja. Może mnie też będą prześwietlać? :)

Cytat:

Według naszych informacji, podczas przeszukań u członków zarządu SKOK Wołomin policjanci z Centralnego Biura Śledczego znaleźli listy polityków i innych osób publicznych, które zaciągały w tej kasie kredyty na korzystnych warunkach. Według dwóch naszych źródeł, aktualnych i byłych posłów ma być nawet 40. Są również dziennikarze i urzędnicy różnych szczebli. Dotąd nie wiadomo jednak, czy te listy są prawdziwe, trwa ich weryfikacja.
PS. Jak tu teraz nie pisać o Wołominie skoro wygoniono częściowo PiS z miasta, trwa zamieszanie ze SKOK Wołomin, czy wreszcie trafiła tutaj do sądu sprawa biskupa z Dominikany ;)

york09 02.12.2014 14:03

Cytat:

Pierwotnie napisane przez kerim1906 (Post 1383933)
Ty nie przyznałeś się jeszcze jak Pis Cię "skrzywdził"

Mnie jako jednostki to PIS nie skrzywdził. Ale przyniósł Polsce wstyd na cały świat.
Powiem Ci jak w 2008 roku byłem a Danii u znajomych, oni zaprosili na grilla typowych Dunów.
Dunowie powiedzieli mi (przetłumaczyli znajomi) że Polska teraz stanie się normalnym krajem.
Jeszcze coś ta duńska rodzina mówiła jakim to pośmiewiskiem byli bracia Kaczyńscy w Unii.
Przykro tego było słuchać że taką opinię wyrobili nam bracie mniejsi na świecie.
Kilka zachodnich nagłówków
Hiszpański "El Pais" o rządach PiS: Nacjonalizm, niechęć do Europy i homofobiczna krucjata
Hiszpański dziennik El Pais ostrzega, że słabnącą pozycję rządu Donalda Tuska może wykorzystać nacjonalistyczny i homofobiczny PiS.

Izwiestija
Cytuj:
Jarosław Kaczyński - nacjonalista, konserwatysta, słabo znający się na gospodarce, rzadko jeździ za granicę, nie zna angielskiego i nigdy nie był żonaty. Mieszka z matką i ukochanym kotem. Tego człowieka nazywa się najbardziej wpływowym politykiem w Polsce

Tageszeitung:
Cytuj:
"Dranie którzy chcą rządzić światem(...)wzorem do naśladowania dla Kaczyńskich był Józef Piłsudski, który odkrył sterowaną demokrację i napędzał półfaszystowski reżim wojskowy(...)Obydwaj udowodnili, że z przodu i tyłu są czyści. Lech zabronił mężczyznom w Warszawie paradować z gołymi tyłkami, Jarosław zaś mieszka z własną matką, ale przynajmniej bez ślubu..."
http://poland.indymedia.org/pl/2006/07/21665.shtml

Europejska prasa o władzy Kaczyńskich

Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news...ampaign=chrome

Tak świat nas postrzega/postrzegał i nie chcę aby to wróciło.

Kocur 02.12.2014 14:15

Czyli przedszkole "jakby rządzili byłoby to bla bla bla", "jakby wrócili do władzy to bla bla bla" - gdyby babcia miała wąsy ... odsyłam do góry strony

Dalej czekam na wyjaśnienie winy opozycji w doprowadzeniu kraju do upadku.

Widać reszcie świata pasuje rozpad państwa - nic tylko się cieszyć - to się da leczyć?

kerim1906 02.12.2014 14:16

yorkuś , cóż dodać , dowaliłeś do pieca , ale musisz sam sobie z tym poradzić , naprawdę uwierz mi próbowałem wyprowadzić Cię na ludzi , moja porażka , przyjmuję ją jednak z godnością , czasami lepsi ode mnie nie dają rady , ale pamiętaj , próbowałem

york09 02.12.2014 14:32

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Kocur (Post 1383937)
Dalej czekam na wyjaśnienie winy opozycji w doprowadzeniu kraju do upadku.

Czyż to nie powtarzanie tego co można w kaczych gazetach poczytać.
Oto przykład zmutowanego mózgu. O takie coś chodziło Kaczyńskiemu i Rydzykowi (zawładnąć duszą wiernych)
Przed kim to ten kraj upadł? czytając zagraniczne i normalne polskie gazety widać wręcz odwrotnie.
Kocurku jeżeli potrafisz poczytaj sobie jakąkolwiek zachodnią gazetę co oni o Polsce piszą.

"Le Monde"
"Polska dumą Europy" - pisze francuski dziennik. Podkreśla, że w niecałe sto lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, nasz kraj stał się jedynym z Europy Środkowej, który awansował do grona państw liczących się w Unii.
Oczywiście PIS to przekłuje w klęskę.


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 05:38.

Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl