O Burlidze i nie tylko...
Chyba nikt tego nie cytował
http://esculap.com/news/135168/Pi%C5%82karze_na_terapii
Fragmenty:
Kilkanaście osób w sali, niezręczna cisza. Dziennikarze i on. Mówi cicho, z pamięci, choć na wszelki wypadek trzyma w ręce kartkę. Łamiącym się głosem oznajmia: - Jestem hazardzistą. Zdecydowałem się na terapię.
Łukasz Burliga: 26-latek, podstawowy piłkarz Wisły Kraków. Hazard zawładnął nim, gdy był jeszcze nastolatkiem. Od tamtego czasu regularnie, także jako zawodowy piłkarz, odwiedzał kasyna i punkty bukmacherskie. W końcu rozpoznał go tam jeden z kibiców i nagrał telefonem. Sprawa zrobiła się głośna.Przez pięć lat szukał pomocy u psychoterapeutki. Bezskutecznie. W tym czasie zachowywał się jak prawdziwy nałogowiec - grał i równocześnie kłamał, że skończył z hazardem, dziękował nawet trenerowi za wsparcie. I toczył niekończącą się wewnętrzną walkę osobowości: jedna łudziła się, że już nigdy więcej, druga ciągnęła do kasyna lub najbardziej obskurnych budek z zakładami bukmacherskimi. I ciągle górą była ta druga.
Burliga poddawał się terapii, spotykał ze specjalistami, mimo to ciągle wracał do krupiera oraz obstawiania wyników sportowych. W końcu - jak każdy hazardzista - zaczął się zadłużać. Na murach w Krakowie powstawały napisy: "Burliga, oddaj hajs!", a piłkarz cały czas próbował się odkuć. Koło się zamykało.
- Łukasz musi iść na leczenie zamknięte - nie ma wątpliwości Jacek Bednarz, prezes Wisły.
Futbol to wylęgarnia hazardzistów. Często zaczyna się niewinnie, choćby od zakładów na treningach: kto trafi z linii pola karnego w poprzeczkę? Kto wygra konkurs rzutów karnych lub strzeli bramkę bezpośrednio z rzutu rożnego? W 2005 r. zawodnicy Wisły czekali na rywala w eliminacjach Ligi Mistrzów. Gdy wylosowali Panathinaikos Ateny, Marcin Baszczyński podskoczył z radości i po momencie zwinął ze stolika plik banknotów. Drużyna zrobiła zakład, każdy miał swojego faworyta.
Gdy kilka lat temu Kamil Kosowski przyjechał z Wisłą na stadion Cracovii, z trybun niosło się wrogie: "Ruleta, ruleta". Kosowski był bowiem uważany za jednego z członków grupy bankietowo-hazardowej, która lubiła rzucać wyzwania krupierowi. Według plotki w Wiśle sprawy z hazardem zaszły tak daleko, że zawodników przestano wpuszczać do krakowskich kasyn. To jednak nie był żaden problem, bo szybko obeszli zakaz, jeżdżąc... na Słowację.
(...)
Chłopcy z miasta
Do kasyna można trafić z ciekawości, ale też z wnikliwie uknutą intrygą. Młodzi zawodnicy przyjeżdżają do nowego miasta, podpisują kontrakt i miesięcznie zaczynają zarabiać sumy, jakich solidnie pracujący człowiek nie zobaczy przez rok. Góra dwa razy dziennie trenują, ale na resztę czasu pomysłu nie mają. Koledzy jadą do rodzin, oni zostają sami jak palec. Wówczas pojawiają się "chłopcy z miasta". Pokazują najciekawsze miejsca, organizują wolny czas i stają się jedynymi znajomymi. Aż w końcu uchylają drzwi do kasyna. Jeśli piłkarz ze słabą wolą przekroczy próg, wchodzi w zabójczą więź z nowymi przyjaciółmi.
Zaczynają się wielogodzinne sesje pod czujnym okiem krupiera, przegrywanie tysięcy złotych aż w końcu zadłużanie. A jak można chłopaków spłacić? Tylko próbując się odkuć. Długi rosną, procent jest lichwiarski, a problemy coraz większe. W końcu zawodnik przestaje myśleć o piłce, bo zastępuje ją metalowa kulka. Oddala się też od rodziny, bo wstyd mu się przyznać do nałogu. No i żyje w ciągłym strachu, by ktoś go nie przyłapał.
Ale dziś szansa na to jest mniejsza, bo niemal na każdym osiedlu stoją budy z maszynami otwarte przez całą dobę. Jeszcze bezpieczniejsze jest obstawianie przez internet. W drodze na treningi, między treningiem a prysznicem, a nawet po kryjomu w przerwie meczu. Wystarczy kilka kliknięć w telefon i tysiące złotych lądują w rękach bukmacherów.
Piłkarze zakładają nawet specjalne konta w bankach, by mieć pewność, że nikt z najbliższych ich nie przyłapie. Ale kiedy idą na terapię, to składają w klubach wnioski, by cała wypłata trafiała np. na konto rodziców.
Ustawione mecze?
Mimo kolejnych przykładów zawodników (ale zdarzył się też sędzia piłkarski!) przyłapanych na gorącym uczynku trudno oszacować, jaki jest prawdziwy zasięg zjawiska.
- Hazard u piłkarzy to nie pojedyncze przypadki, tylko szerszy problem - uważa Wojciech Kowalczyk, były reprezentant Polski. - Nie jestem jednak w stanie określić, jaki to procent. Jedni grają w bukmacherkę, drudzy w kasynach. Przykład idzie z najlepszych lig, bo tam też słyszymy o zawodnikach, którzy balują w kasynach, wyjeżdżają w trakcie wolnego i wydają fortuny. Zawsze w takich przypadkach mam obawy o jedną rzecz: czy ten zawodnik nie ma wpływu na wynik meczu? I to jest w tym wszystkim najbardziej niebezpieczne. A takie przykłady jak ten z Burligą zostawiają po sobie wątpliwość: czy tak naprawdę korupcja w polskiej piłce już się skończyła? Być może niekoniecznie. Po prostu mogła zmienić formę. Pamiętajmy, że w dzisiejszych czasach ludzie obstawiają np. rzuty karne czy czerwone kartki i na tym zarabiają. Ale jeśli już ktoś obstawia takie zakłady, to powiedzmy sobie szczerze: ustawia przebieg meczu.
Piłka to nie wszystko
Polski Związek Piłki Nożnej zabrania tylko obstawiania meczów z udziałem drużyn z polskich ligi. - Ale na mój wniosek w kontrakcie pojawi się restrykcyjny zapis o zakazie brania udziału w jakichkolwiek grach hazardowych - mówił Burliga.
Prezes Bednarz: - Będziemy się starali namówić resztę drużyny na taki sam aneks, a od lipca takie zobowiązanie będzie się pojawiać w kontraktach nowych zawodników.
Trener Franciszek Smuda: - Łukasz jest chory i trzeba go wyleczyć.
Burliga właśnie rozpoczął terapię w ośrodku zamkniętym.(Sport.pl)