Bardzo ciekawy wywód JKM na temat postrzegania ekonomii, wolnego rynku i gospodarki.
Przy czym notabene masakruje(jakie to dziś modne słowo :D) jakiegoś pseudointelekta teoretyka Urbasia.
Cytat:
Od nędzy do pieniędzy...
Ostatnio – zgodnie z tezami śp.Mohandasa Karamczanda Gandhiego („Najpierw Cię ignorują. Potem Cię wyśmiewają. Potem Cie atakują. A potem – wygrywasz!”„) jestem coraz częściej atakowany. Na ogół z jednych pozycji, czyli komunistycznych (p.prof.Jan Hartman, p.prof.Jerzy Żyżyński)– ale z przyjemnością odnotowuję atak z pozycji umożliwiających racjonalną polemikkę.
P.Tomasz Urbaś popełnił tekst p/t „Programowa nędza Korwin-Mikkego” - i inne. OK. Zacznijmy ab ovo.
Nie proponuję „rewolucji”, a „kontr-rewolucję” gospodarczą. Tu nie chodzi o nazwę – lecz o to, że taki system (bez PITu i CITu – a nawet bez VATu) już istniał. Np. w XIX wiecznych Stanach Zjednoczonych. Co więcej: ludzie masowo do tego kraju - bez PITu, CITu, VATu, podatku od kupna-sprzedaży, opieki społecznej, bezpłatnej nauki i lecznictwa - masowo imigrowali, a nie z niego uciekali.
Ani ja, ani „austriacy” nie cierpimy na dyskalkulię – tylko po prostu nie musimy udowadniać, że taki system może istnieć – bo istniał. I choć z jednego ziarna pszenicy rodziło się wtedy 15, a nie 63 ziaren jak dziś – w ówczesnych Stanach z głodu raczej się nie umierało.
Więc teraz też się nie umrze – i niczego tu nie trzeba liczyć.
Po drugie: nie istnieją idealne linie proste. Nie istnieją też punkty. Mimo to geometrię uważamy za poważną naukę. Podobnie nie istnieją idealnie racjonalnie działający ludzie – z czego nie wynika, że nie możemy o nich mówić!
P.Urbaś ma oczywiście rację, że ludzie mają swoje sympatie i antypatie. Niektórzy pod wpływem wściekłości lub zazdrości będą działać nieracjonalnie. Z tego nie wynika, że pojęcie „racjonalności” traci sens. Teoria zakłada, że ludzie postępujący racjonalnie będą odnosili sukces gospodarczy – a kierujący się sympatiami będą przegrywali w tym wyścigu. Będą więc uczyć się racjonalnego działania – za własne pieniądze. I, oczywiście, nigdy idealnymi (tj. pozbawionymi emocyj) decydentami, nie zostaną. Ale będą się do tego ideału zbliżać – a w międzyczasie coraz więcej pieniędzy będzie znajdować się u tych, co postępują racjonalne – co jest z punktu widzenia gospodarki korzystne, bo oni będą tymi pieniędzmi racjonalniej gospodarować.
Weźmy przykład. Powiedzmy, że w miasteczku 5% Murzynów jest na przyzwoitym poziomie. Racjonalny facet zatrudni więc w swojej firmie 5% Murzynów – osiągając optymalny efekt. Natomiast jeden rasista w swojej firmie nie zatrudni żadnego (przepłacając Białym, gorszym od potencjalnych Murzynów) – a drugi rasista (bo to też jest rasizm!!) dogmatycznie zatrudni ich 50% - znów: za tę samą cenę mając 45% gorszych pracowników. I ten pierwszy będzie miesięcznie zarabiał więcej, więc zapewne po kilku latach wygryzie tamtych rasistów z rynku...
...a może nie? O tym zdecyduje rynek. Czasem pozornie nieracjonalne idiosynkrazje okazują się głęboko umotywowane. Kto wie?
Oczywiście w tym przypadku nie testujemy poprawności aksjomatów ekonomii – testujemy tylko, jakie cechy są przydatne w określonym typie przedsiębiorstwa. W innym – np. w drużynie szachowej czy koszykarskiej, optymalne proporcje ras mogą być inne....
Reasumując powyższe. Gdy p.Urbaś pisze: „Racjonalizm załamuje się w sytuacji porwań emocjonalnych, gdy działania są podejmowane szybko i odruchowo ze znikomym wykorzystaniem kory mózgowej (np. kupujemy coś zazdrośni, że sąsiad już to ma, lub wściekły przedsiębiorca zwalnia pracowników)” to znaczy, że przyznaje, że istnieje coś takiego, jak racjonalne działanie – bo jak inaczej p.Urbaś może orzec, że wściekły pracodawca zachował się irracjonalnie???!!? .
Dalej: nic takiego jak „zimny egoizm” czy „altruizm” nie istnieje. To tylko sposób wysławiania się. Jeśli skaczę by wyciągnąć dziecko spod kół pociągu to można powiedzieć, że jestem altruistą – a można uznać, że skoczyłem, bo bałem się, że do końca życia będę miał wyrzuty sumienia – więc jako zimny egoista pragnący uniknąć tej przykrości - skoczyłem”.
Jak p.Urbaś orzeknie, które z tych sformułowań jest prawdziwe?
Dalej p.Urbaś pisze: „Do 2013 r. wśród 74 Noblistów z ekonomii, tylko raz laureatem został ekonomista ze szkoły austriackiej (1974 Hayek)”. P.Urbaś jeszcze się nie nauczył, że jak za czymś opowiada się większość, to najprawdopodobniej nie ma ona racji. Gdy śp.Alberta Einsteina przebywającego na emigracji w Nowym Jorku powiadomiono, że 100 fizyków niemieckich wydało „Brunatną Księgę”, w której dowodzili, że jego Teoria Względności jest funta kłaków nie warta – Einstein odparł, że gdyby była błędna, wystarczyłby jeden...
P.Urbaś uważa się za uczonego – a powołuje się na liczbę wyznawców teoryj...
Tak więc kategorycznie odmawiam wdawania się w szczegóły. Jestem cybernetykiem - socjocybernetykiem – a nie ekonometrą. Wiem, że jak krzyknę na wytresowanego konie „Wio!” - to chabeta ruszy – i nie muszę wiedzieć, że koń ma kręgosłup, krwioobieg, nie muszę być doktorem psychologii końskiej... Cała ta wiedza jest całkowicie zbędna – a czasem wręcz prowadzi na manowce.
Proszę zauważyć, że p.Urbaś mówi (słusznie!) że na ludzkie postepowanie wpływają emocje itp. A jednocześnie p.Urbaś domaga sie, by Mu starannie, co do miliona, wyliczyć skutki reformy!!!
Otóż: jest to niemożliwe. Na szczęście nie musimy nic liczyć. Musimy tylko wiedzieć, czy posuwamy się we właściwym kierunku - czyli: czy zmniejszamy obciążenia. I tyle!
W Cap Canaveral wisi gablotka – a w niej bąk na szpilce i napis: „Jak wykazały badania powierzchnia skrzydeł bąka jest kilka razy za mała w porównaniu z masą ciała, by mógł on latać. Na szczęście bąk o tym nie wie – więc lata doskonale”. I gospodarka wolnorynkowa działała znakomicie – na długo nie tylko przed p.Urbasiem, przed śp.Karolem Marxem – ale nawet przed śp.Adamem Smithem. Prawa rynku działały, choć nikt ich nie sformułował. Czytałem prace o jarmarkach we Francji w XIV wieku...
Jeśli mowa o wskaźnikach: jest tylko jeden wskaźnik, czy w kraju jest dobrze: czy ludzie z niego uciekają – czy uciekają do niego. Wszelkie inne wskaźniki służą tylko do... selekcji wskaźników. A nie do oceny rzeczywistości. W szczególności nie ma racji p.Urbaś piszący: „Najpopularniejszym i najpowszechniejszym miernikiem wzrostu zamożności w wyniku rozwoju gospodarki jest Produkt Krajowy Brutto na osobę. PKB to wartość dochodów w całej gospodarce w ciągu jednego roku” - itd. PKB ani nie mierzy zamożności, ani produkcji... Np. Afganistan jest krajem dość zamożnym – tylko to bogactwo pochodzi z nielegalnej produkcji opium, więc ekonomiści o nim nic nie wiedzą. Gdy śp.Małgorzata Thatcherowa wydobywała Wielką Brytanię z bajora, w jakie wepchnęli ją labourzyści, przez bodaj 10 lat PKB spadał!
Dlaczego? Jak napisał był w jednej z fraszek mój przyjaciel, śp.Andrzej Waligórski:
„Kupił wilk elektrownię; i by prąd uzyskać
Spalał w niej cały węgiel z kopalni od liska
Kopalnia z elektrowni cały prąd zżerała
Stąd brak światła i ciepła – ale system działa!”
Otóż gdy lady Małgorzata pozamykała nierentowne kopalnie, to PKB drastycznie spadło – ale bogactwo Brytyjczyków znacząco wzrosło.
W PRLu PKB też rósł i rósł. Pod koniec Ery Edwarda Pysznego byliśmy już nawet podobno 10.tym mocarstwem świata. Eksportowaliśmy (dopłacając do tego eksportu...) do 100 krajów świata. Byliśmy potęgą – tylko kupno nie obcierających nogi butów zajmowało wtedy trzy tygodnie – i to trzy tygodnie biegania po sklepach z pudelkiem czekoladek dla ekspedientki!
Teraz też PKB rośnie. A ludzie z Polski uciekają...
Jak p.Urbaś liczy wzrost PKB w USA – w czasach, gdy farmerzy karczowali i użyźniali ziemię? Pole polu nierówne... Jak policzyć, że w Poronii faceci wracają z pola i uwalają się oglądać telewizję – a w Rurytanii a to zmajstrują stolik, a to przerobią żonie kuchnię na wygodniejszą, a to skonstruują własnoręcznie w garażu jakiegoś drona? PKB liczy tylko produkty OPODATKOWANE – czyli kompletnie nie uwzględnia (bo niby jak?) „szarej” i „czarnej” strefy. Nie uwzględnia gospodarstw domowych.
Powiem więcej. Rurytania, gdzie prawie wszystkie kobiety umieją śpiewać, grać na różnych instrumentach, znają obce języki, umieją uszyć sukienkę, w pół godziny ugotować znakomity obiad, a w drugie pół śpiewająco posprzątać całe mieszkanie – jest kilka razy bogatsza od Poronii, w której nieszczęsne niewiasty mają "jak jedna żona" magisteria z ekonomii zarządzania i doktoraty z Gender Studies - a nie umieją usmażyć jajecznicy, zaś pozamiatanie byle jak chałupy zajmuje im dwie godziny; ale jak p.Urbaś to policzy??? Wiedza też jest towarem – tak? No, to jak p.Urbaś policzy stratę, jaka poniosła Polska z tego powodu, że kobiety gdzieś pogubiły i wyrzuciły babcine przepisy – kulinarne i inne? Dorobek wielu pokoleń...
Śp.Karol Marx też przyznawał, że ludzie głosują nogami. Pół wieku temu Chińczycy uciekali z Chin – teraz coraz więcej Europejczyków ucieka do Chin. I żadna gadanina o wskaźnikach gospodarczych mnie nie interesuje. I żadnych mozolnie zestawionych tabel nawet nie oglądam – chyba, że mam zamiar cynicznie i demagogicznie użyć ich w dyskusji...
I to chyba odpowiedź na WSZYSTKIE panaurbasiowe argumenty.
|
|