| Manson33 |
19.10.2010 20:27 |
Cytat:
Pierwotnie napisane przez szczepanwislak
(Post 996118)
Czy wie ktoś z was ( pytanie raczej do starszego pokolenia wiślaków ) jak miał na imię niejaki Kościelny występujący w naszym zespole w latach 50 ?? Między innymi strzelec gola w finale PP z Gwardią w 1954 r.
|
Kazimierz Kościelny
W tym numerze Forza jest z nim wywiad:
http://i36.tinypic.com/2uyrpra.jpg
Rozmowa z nim z 2006 roku:
Cytat:
Kazimierz Kościelny trafił do Wisły jako trzynastoletni chłopak. W koszulce z białą gwiazdą występował przez 18 lat. Jest członkiem Rady Seniorów Wisły. Wciąż, mimo skończonych 73 lat, cieszy się bardzo dobrym zdrowiem i można go spotkać na zielonej murawie.
Dariusz Jaroń: Kiedy związał się Pan z Wisłą?
Kazimierz Kościelny*: To był maj 1946 roku. Razem ze swoim kuzynem Włodzimierzem grywaliśmy po podwórkach w różnych rozgrywkach. Pewnego dnia zgłosiliśmy się do Wisły, nie mówiąc ani słowa rodzicom. Do podstawowego składu pierwszy dostał się kuzyn, bo miał lepsze warunki fizyczne. Prowadził nas trener Szczerbiński. Graliśmy na starym boisku od strony ul. 3 Maja, na bardzo dobrej murawie, podobno przed wojną sprowadzono ją z Anglii.
Dlaczego Wisła, a nie Cracovia?
- Od początku razem z kuzynem zapałaliśmy sympatią do Wisły. To, że zgłosiliśmy się do tego klubu, to był impuls, no a potem zostaliśmy na dłużej.
Pamięta Pan debiut w pierwszej drużynie?
- Tak, debiutowałem w roku 1954 w wieku 22 lat. W Wiśle grały takie sławy jak Jurowicz, Mordarski, Szczurek, reprezentanci Polski. Ale to był epizod. Na stałe zagościłem w pierwszej drużynie w roku 1956, kiedy trenerem został Artur Woźniak. Byłem bardzo ambitny, co spodobało się Woźniakowi.
Jak wyglądały treningi?
- Zupełnie inaczej niż dzisiaj. To była głównie biegówka, czego ja osobiście nie znosiłem, dlatego brakowało mi świeżości. Wszystko się zmieniło, kiedy przyszedł węgierski trener Karoly Kosa. Stawiał na trening techniczny, oparty na szybkości. Wtedy odżyłem.
Wtedy był Pan w najlepszej formie?
- Tak. Po zgrupowaniu przed sezonem pojechaliśmy na turniej na Węgry. Startowały cztery zespoły: Vojvodina Novy Sad, Honved Budapeszt i Doza Ujpest. Byłem świetnie przygotowany. Mijałem reprezentantów złotej reprezentacji Węgier.
Na jakiej pozycji Pan występował?
- Najpierw byłem łącznikiem, a potem lewoskrzydłowym. Nie byłem bramkostrzelny, raczej dogrywałem piłkę kolegom. Nieraz bramki z moich dośrodkowań strzelał głową Stasiu Adamczyk, nasz środkowy napastnik.
Najbardziej dramatyczny mecz z Pana udziałem?
- To był 1964 rok, mój ostatni mecz ligowy. Graliśmy w Krakowie z Górnikiem Zabrze. Zwycięstwo dawało nam utrzymanie. Prowadziliśmy 3:2, tuż przed końcem goście wyrównali. Ale Górnik to była wtedy połowa reprezentacji Polski: Pol, Lubański, Oślizło! Naszym kosztem utrzymała się Pogoń Szczecin. Górnicy darzyli nas sympatią, jest nawet taka anegdota, że Lentner się pogniewał na faulującego go ciągle Fredzia Monicę i strzelił nam tę feralną bramkę.
Jakie spotkanie utkwiło najbardziej w Pana pamięci?
- Było ich kilka. W 1956 roku graliśmy na 50-lecie z Dynamem Moskwa. W bramce stał legendarny Lew Jaszyn. Olbrzymie chłopisko, stopę miał jak kajak, a ręce za kolana. Nie był efekciarzem, ale bronił bardzo skutecznie. O mało mu nie strzeliłem bramki, ale wybił na rzut rożny. Przegraliśmy 2:5. Pamiętam, że cały zespół Dynama był świetnie przygotowany fizycznie. Graliśmy tutaj, w Krakowie, na boisku Wisły.
Czy pamięta Pan swoją ostatnią bramkę dla Wisły?
- W 1964 zagrałem chyba połowę meczów. Niezłe spotkanie rozegrałem z Odrą Opole. Bronił u nich reprezentant Polski Kornek. Wygraliśmy 4:2, a mnie udało się strzelić tą ostatnią bramkę. Tak wyglądała moja przygoda z Wisłą.
|
Rok temu grał w skladzie Mistrzów Krakowa Oldboyów:
http://wislakrakow.com/www/showartic...rticleid=21965
W tym roku po raz trzeci z rzędu Oldboye Wisły rządzą w Krakowie:
http://krakow.naszemiasto.pl/archiwu...anow,id,t.html
|