Baran, który został premierem to Lepper, Tusk, Giertych, Marcinkiewicz, czy Jareczek? :)
Krótkie rozwinięcie tematu wolnościowego i tego jak wygląda rzeczywistość na prawie 25 lat po Wilczku ze strony byłego opozycjonisty i KLD-owca.
Fiskalizmu, legalizmu i jurydyzmu przerost ciąg dalszy.
Cytat:
Pożegnanie z wolnością
Bogdan Bachmura
„Podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej jest wolne i dozwolone każdemu na równych prawach” – tak zaczynał się pierwszy artykuł uchwalonej 20 lat temu, 23 grudnia 1988 r., przełomowej ustawy o działalności gospodarczej. Była jednym z elementów II etapu reformy gospodarczej wprowadzonej przez ostatni komunistyczny rząd Mieczysława Rakowskiego.
Licząca zaledwie 5 stron i 54 artykuły ustawa autorstwa ministra gospodarki Mieczysława Wilczka, choć powstała w środowisku ideowo wrogim prywatnej przedsiębiorczości, przez kolejne 20 lat wolnej Polski pozostała niedoścignionym wzorem. Dzięki niej w najtrudniejszym okresie ustrojowej zmiany polskiej gospodarki powstało 1,7 miliona małych firm, które dały zatrudnienie 6 milionom osób.
Jeszcze w styczniu 1987 r. „zespół trzech” głównych doradców Wojciecha Jaruzelskiego (S. Ciosek, J. Urban, W. Pożoga) proponował „planowe popychanie ludzi stanowiących klientelę i bazę przywódców opozycji ku inicjatywie prywatnej (ale z wykluczeniem przedsięwzięć zbiorowych). Ułatwianie im zakładania interesów zreorientuje od polityki ku bogaceniu się, da ujście aktywności tych ludzi, zatomizuje ich i bardzo silnie uzależni od różnych państwowych kontroli czy władz skarbowych. Umożliwi też na ogół, w razie potrzeby, ściganie jako oszustów podatkowych czy wręcz przestępców kryminalnych”.
Ostatecznie stało się inaczej. Nowa demokratyczna władza otrzymała do ręki narzędzie w postaci ustawy o działalności gospodarczej pozwalającej zamortyzować najtrudniejsze decyzje związane z tzw. reformą Balcerowicza. Co więcej, milionom Polaków dała szansę wybicia się na finansową niezależność, która jest najlepszym murem chroniącym indywidualną wolność przed każdą władzą. Także demokratyczną, pochodzącą z wyboru większości. Pod warunkiem wszakże, że gwarantujące ową wolność prawa pozostaną nietykalne. Symbolem nowego, liberalnego porządku miała być zasada „co nie jest zabronione, jest dozwolone”.
O tym, co z podarowaną przez ostatni komunistyczny rząd wolnością gospodarczą zrobiły kolejne demokratyczne rządy wie najlepiej ten, kto w tym czasie prowadził działalność gospodarczą. Symbolem ewolucji biurokratycznego rozpasania jest wzrost liczby dziedzin objęty licencjonowaniem, z 11 w ustawie autorstwa M. Wilczka do ponad 200 obecnie.
Za tysiącami nowych, gmatwających wszystko co możliwe przepisów i regulacji nieuchronnie pojawiła się armia biurokratów. Niesłusznie postrzegana jako źródło zła, w rzeczywistości będąca objawem i narzędziem złej polityki kolejnych demokratycznych rządów. W świecie wiecznie zmieniających się przepisów i reguł gry stała się barierą ograniczającą konkurencję ze strony nowych firm. Przyszli przedsiębiorcy, jeśli decydują się na ryzyko rozpoczęcia działalności, stają przed gąszczem trudności stawiających ich w gorszej sytuacji wobec pozostałych - starszych stażem i doświadczeniem. O zasadzie „co nie jest zabronione, jest dozwolone” już nikt nie wspomina. Kłopotliwe jest nawet stosowanie reguły odwrotnej, bo interpretowanie tego, co tak naprawdę wolno, a co nie, jest wyzwaniem karkołomnym nawet dla urzędników.
Uchwalenie tak szerokich swobód gospodarczych przez ostatni komunistyczny rząd nie było oczywiście przypadkowe. Część rządzącej ówcześnie Polską komunistycznej elity z ciągle oficjalnie głoszoną ideologią dawno się pożegnała, a upadający system i świadomość nadciągających zmian ustrojowo – gospodarczych tworzyła przestrzeń dla nowych, rynkowych rozwiązań. Korzystnych dla szybko uwłaszczających się elit upadającego systemu, ale też idealnie pasującej do mentalności kochających swobodę, przedsiębiorczych Polaków.
Dlatego paradoksem może wydawać się, że kolejne rządy wolnej, demokratycznej Polski, oficjalnie wolnorynkowe, tak konsekwentnie ową wolność gospodarczą Polakom odbierały. Jest to jednak paradoks pozorny. Wiara w połączenie wolnego rynku z powszechnym demokratycznym głosowaniem okazała się taką samą utopią, jak wcześniej połączenie państwowej gospodarki z postulatem jej efektywności. Argumenty roszczeniowo nastawionych, zwartych grup zawodowych, wyposażonych w większość kartek do głosowania przemawiają do wyobraźni demokratycznych polityków mocniej, niż bardziej abstrakcyjne reguły wolnego rynku.
Nie zmienia to faktu, że ustawa o działalności gospodarczej sprzed 20 lat byłaby dzisiaj, dla stojącej w obliczu kryzysu polskiej gospodarki największym atutem. Donald Tusk, obecnie premier, na początku lat ’90., jako szef koalicyjnej partii, obficie korzystał z dobrodziejstw tejże ustawy. Wielokrotnie też wyrażał uznanie dla jej zapisów. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, aby jego gospodarczo liberalny rząd, zamiast pozorów tzw. komisji Palikota, po prostu przywrócił do życia to, co tak dobrze służyło polskiej gospodarce. Zwłaszcza, że ustawa Wilczka jest dziś w 99 proc. kompatybilna z unijnymi przepisami, a jej wprowadzeniu nie przeszkadza ani wrogi wolnemu rynkowi ustrój, ani stacjonujące w Polsce, jak w 1988 r., wojska radzieckie.
Niestety, reakcja rządów USA i krajów europejskich na objawy kryzysu gospodarczego wskazuje na to, że stanie się on okazją – podobnie jak New Deal Franklina Roosevelta z 1933 r. – do zwiększenia państwowej interwencji i rozbudowania biurokracji. Oczywiście przy takim samym poparciu wyborców dla polityki państwowej interwencji z jakim amerykanie poparli New Deal.
Wynikiem naiwnej wiary liberałów w połączenie idei ograniczonego państwa z powszechnym głosowaniem będzie dalszy rozrost biurokracji. Ludzi, którzy tak naprawdę nie płacą podatków. Przecież gdyby podatki zlikwidowano, każdy otrzymałby pensję powiększoną do wartości brutto. Z wyjątkiem tzw. budżetówki, gdzie zatrudnieni nie otrzymaliby żadnego wynagrodzenia, bo nie byłoby im z czego płacić. Podatek, który obecnie płaci budżetówka ma jedynie poprawiać samopoczucie. Niestety, jest też jedną z głównych przyczyn naturalnej wrogości biurokracji do prywatnej przedsiębiorczości.
Jedynym więc sposobem jej ograniczenia jest jej odcięcie od życiodajnych źródeł wzrostu w postaci gmatwania i mnożenia państwowych regulacji. Ale do tego potrzebna jest druga ustawa Wilczka. I koło się zamyka....
Bogdan Bachmura
|
|