Forum Kibiców Wisły Kraków

Forum Kibiców Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/index.php)
-   Hyde Park Sportowy (moderowane) (https://forumwisly.pl/forumdisplay.php?f=8)
-   -   Ekstraklasa (https://forumwisly.pl/showthread.php?t=7374)

Pan Jotka 28.04.2012 14:54

Co za liga :D Czy gdyby przed sezonem Wam powiedziano, ze mecz Legia -Korona bedzie meczem bezposrednio o mistrzostwo Polski to ktosby z was uwierzyl? Jakby ktos przed runda rewanzowa powiedzial, ze Lech bedzie gral o MP to ktos z was by uwierzyl??? Ta liga to jakas parodia sportu!

mitmichael 28.04.2012 14:57

Brawo Lechia, spodziewalem sie takiego wyniku. Widzew jak nic odpuscił to spotkanie z wiadomych wzgledow. Oni prawdopodobnie spuscili ŁKS do 1 ligi a My prawdopodobnie (a raczej na pewno) spuscimy tam Cracovie

River 28.04.2012 16:27

Ta liga jest tak pojebana, ze uklada sie ladny scenariusz pod MP ... dla Amici.:shock:

Amica wygrala wczoraj. Jesli Legia straci jakies punkty z Jaga lub Lechia i zaliczy remis z Korona w ostatniej kolejce (co jest prawdopodobne bo Korona gra o puchary) to Amica wygrywajac z Podbeskidziem i Widzewem (ktoremu moze byc nie "na reke" MP dla Legii), zrownuje sie punktami z Legia ale ma lepszy bilans dwumeczu.
Wowczas nadzieja w Ruchu, ze nie sfrajerzy w meczach z ŁKS-em i mam nadzieje zdegradowana juz Cracovia oraz pewna utrzymania Lechia.
Jednak jest jeszcze jeden wentyl bezpieczenstwa. Jesli Slask wywalczy z Zaglebiem i Jaga komplet punktow (a gra u siebie) to w ostatniej kolejce my sie wlaczamy do akcji:D a wtedy ups, kolejne 0-1 przy R22 i Slask MP (lub Ruch jesli nie sfrajerzy) a Amica wydymana:D

Aha, licze na sklepanie Craciovii w poniedzialek co bedzie oznaczalo degradacje .... i latwiejszy mecz dla Ruchu w czwartek.

BiałaGwiazda 28.04.2012 18:21

Ruch dostaje u siebie z ŁKS-em - nic mnie już nie zdziwi..

Wertian 28.04.2012 18:50

Cytat:

Pierwotnie napisane przez River (Post 1244231)
to w ostatniej kolejce my sie wlaczamy do akcji:D a wtedy ups, kolejne 0-1 przy R22 i Slask MP

Mam nadzieję, że to ponury żart.

Markus 28.04.2012 18:59

Nasza liga kolejny raz potwierdza, że jest chora, nieobliczalna i absurdalna. Szkoda słów.

"Piłkarski poker", układy, dziwne wyniki - czy to na pewno przeszłość?

GregorTS 28.04.2012 19:10

Alez to beda derby !

kacpaw91 28.04.2012 19:19

No to straciliśmy szansę na mistrzostwo w połowie 28. kolejki ; )

studio 28.04.2012 19:21

Cytat:

Pierwotnie napisane przez River (Post 1244231)
a wtedy ups, kolejne 0-1 przy R22 i Slask MP (lub Ruch jesli nie sfrajerzy) a Amica wydymana:D.

Bardziej kibce Wisly zostana wydymani pzez wlasny klub, ale widocznie tak lubisz

TSWojtas 28.04.2012 19:30

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Wertian (Post 1244252)
Mam nadzieję, że to ponury żart.

to najlepszy scenariusz !!

irman 28.04.2012 19:42

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Markus (Post 1244258)
Nasza liga kolejny raz potwierdza, że jest chora, nieobliczalna i absurdalna. Szkoda słów.

"Piłkarski poker", układy, dziwne wyniki - czy to na pewno przeszłość?

Żadne układy, przynajmniej w czołówce. Drużyny walczące o MP są po prostu tak chujowe, że mogą przegrać z każdym nawet wtedy kiedy nie mogą tracić punktów, bo mistrz jest na wyciągnięcie ręki.

Życzyłem dobrze Ruchowi w walce z Legią ale tak naprawdę co to za drużyna? Żadnego z piłkarzy tam grających nie chciałbym u nas widzieć w przyszłym sezonie. A zdaję sobie sprawę jacy paralitycy grają w obecnej Wiśle.

Wertian 28.04.2012 19:56

haha...
skomentuję to:
Cytat:

Pierwotnie napisane przez TSWojtas (Post 1244265)
to najlepszy scenariusz !!

tym:
Cytat:

Pierwotnie napisane przez Markus (Post 1244258)
"Piłkarski poker", układy, dziwne wyniki - czy to na pewno przeszłość?


Vuko 28.04.2012 20:08

Nie no jasne, lepszy system jest w Hiszpanii, gdzie dwóch sie bije, a reszta patrzy. Ja tam wolę naszą "buraczaną".

ziz99 28.04.2012 20:25

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Markus (Post 1244258)
Nasza liga kolejny raz potwierdza, że jest chora, nieobliczalna i absurdalna. Szkoda słów.

"Piłkarski poker", układy, dziwne wyniki - czy to na pewno przeszłość?

Takiej żenady sportowej jak w tym sezonie już dawno nie było. Kilka wyników pewnie poszło na "gębę", ale większej korupcji póki co raczej nie podejrzewam.

Na 2 kolejki przed końcem sezonu 5 drużyn ma realne szanse na MP...

Wertian 28.04.2012 20:31

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Vuko (Post 1244288)
Nie no jasne, lepszy system jest w Hiszpanii, gdzie dwóch sie bije, a reszta patrzy. Ja tam wolę naszą "buraczaną".

Otóż to. Jak się Widzew bił z Legią i reszta była tłem to narzekania były że liga rozwarstwiona i tylko dwa mecze w sezonie w miarę ciekawe. Gdy teraz każdy może wygrać z każdym to narzekają, że cała liga słaba.

Bobek90 28.04.2012 20:39

To jest ciekawe, ale jak rok temu to my nic wielkiego nie gralismy (bazowalismy wylacznie na blysku Maleckiego i Meliksona) i odpadalismy z 1-ligowcem w PP, to zadnych takich glosow nie bylo.

Teraz, po najlepszym sezonie w pucharach od 9 lat (!), glosy jaka to liga beznadziejna sa niemal chlebem powszednim. Markus to wogole, zaraz jajko zniesie. Chlopcze, polska pilka interesujesz sie od wrzesnia? Oczekiwales tutaj Primera Division?

No nic, najwyrazniej niektorym latwiej zniesc nasza aktualna pozycje narzekajac. Cieniujemy, ale co tam, w koncu ta liga jest beznadziejna i absurdalna :lol:

P.S
Powiem wam cos w sekrecie; nasze "Cupialowe" 8 MP tez byly zdobyte w tej beznadziejnej i absurdalnej lidze. Powiem jeszcze jedno... ta liga potrafila byc jeszcze bardziej absurdalna niz jest teraz.
----------------------------------------------------------------------
- Niespodzianka nie jest to ze Ruch dzis nie wygral, tylko ze jest wogole w czolowce. Jego sile pokazala bedaca bez formy Legia. 2:0 i 3:0. Z czym do ludzi panowie? Obecny Ruch to Slask z poprzedniego roku, a obecny Slask to... Jagielonia z zeszlego roku. Malo, bardzo malo, jakosci...

- Dopiero teraz widac jak Lech byl niszczony przez Bakera. Wystarczylo by przyszedl w miare ogarniety zoltodziob i Lech punktuje najlepiej w lidze (ostatnie 7 meczy; 6 zwyciestw i 1 remis). A Ubiparip to prawdziwy dowod inkompetencji Bakera. Bask wolal i Slusarskiego i Mikolajczyka wystawiac zamiast Ubiparipa. Ubiparip Rudnevsem nie jest, ale jest przynajmniej o dwie klasy lepszy od Slusarza i Mikolaja...

Vinci 28.04.2012 21:24

Czy ja dobrze widzę? 192 osoby na meczu Ruchu?

LanceTS 28.04.2012 21:30

Stadion mieli zamkniety z powodu WDŚ i wpuscili chyba tylko jakieś dzieci.

skttrbrain 29.04.2012 11:52

Zaryzykuję stwierdzenie, że jeśli dziś Legia nie wygra to Wisła zdecyduje o MP Ruchu. Jeśli nie przegracie z Cracovią, to Ruch wygra ligę.
Ot, taka wróżba ;)

River 29.04.2012 13:12

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Wertian (Post 1244252)
Mam nadzieję, że to ponury żart.

Nie, to nie jest ponury zart. Wole MP dla Slaska czy nawet Ruchu niz dla Amici.

Cytat:

Pierwotnie napisane przez studio
Bardziej kibce Wisly zostana wydymani pzez wlasny klub, ale widocznie tak lubisz

Was dymaja od kilku lat we Wronkach.

Marcin_fan 29.04.2012 17:47

Legia-Jaga, naprawde dobry mecz 83min remis 1:1 ale Jaga naprawde moze ten mecz wygrać...

Daja`n 29.04.2012 18:02

O jak pięknie Franek,Franek łowca bramek!!!

gizmowisla 29.04.2012 18:03

no i remis warszawskiej ku..wy - przy takim wyniku to dal mnie Ruch ma tytuł FRAJEROW SEZONU

Elendil 29.04.2012 18:04

a więc może jednak będziemy ze Śląskiem świętować mistrzostwo ;) Byłoby wspaniale

Marcin_fan 29.04.2012 18:10

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Elendil (Post 1244495)
a więc może jednak będziemy ze Śląskiem świętować mistrzostwo ;) Byłoby wspaniale

Czy aby na pewno ? L wygrywa oba mecze do końca sezonu i jest mistrzem....

Neon 29.04.2012 18:15

Korona wygrywa 2 mecze i może być mistrzem. Legia nie będzie miała łatwo w ostatniej kolejce.

Krav 29.04.2012 18:18

Ruch i Legia ścigają się o miano frajerów sezonu, na razie wygrywa Ruch bo nie dość że dali dupy w finale PP to jeszcze wczoraj od.......ili remis z ŁKS-em, nie do wiary jest dla mnie co oni wczoraj zrobili w kontekście dzisiejszego remisu L z Jagą (tak w ogóle to wielkie brawa dla nich, bo tak na dobrą sprawę to Legia może się cieszyć że remis ma). Mam nadzieję, że R i L dalej będą się frajerzyć i z tego wszystkiego wyjdzie mistrzostwo dla Śląska.

pikey 29.04.2012 18:19

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Marcin_fan (Post 1244496)
Czy aby na pewno ? L wygrywa oba mecze do końca sezonu i jest mistrzem....

Legia ma największe szanse na mistrzostwo. Ale czy wygra dwa mecze do końca? Wydaje mi się, że jeszcze zgubi punkty z Koroną.

I teraz najciekawsze- w ubiegłym roku mieliśmy 56 pkt i były płacze jaki to najsłabszy Mistrz itp. A tytuł zapewniliśmy sobie jeszcze kilka kolejek przed końcem sezonu.

Przyszły tegoroczny Mistrz może ugrać max 56 pkt, a możliwe że tytuł zdobędzie drużyna mająca jeszcze mniej pkt, walka zaś będzie do ostatniej kolejki.

soku 29.04.2012 18:45

wychodzi na to ,ze Wisła może decydować o mistrzostwie, sam nie wiem jakie jest dobre rozwiazanie....zmora roku 1993r.

Kamil 29.04.2012 19:21

Cytat:

Pierwotnie napisane przez soku (Post 1244508)
wychodzi na to ,ze Wisła może decydować o mistrzostwie, sam nie wiem jakie jest dobre rozwiazanie....zmora roku 1993r.

???
jest tylko jedno rozwiązanie, jesli Ślązaczek moze wygrac lige, musimy przegrac z nimi :)

Grzadq 29.04.2012 19:31

Tylko w w takim wypadku tracimy ostatecznie nawet iluzoryczne szanse na jakieś puchary, dobrze mówię?

wolfy 29.04.2012 19:33

No i Śląsk wraca do gry...

Proud 29.04.2012 19:35

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Grzadq (Post 1244519)
Tylko w w takim wypadku tracimy ostatecznie nawet iluzoryczne szanse na jakieś puchary, dobrze mówię?

Spokojnie.

Stracimy te szanse już przed ostatnią kolejką. Już teraz są czysto matematyczne.

pepe72 29.04.2012 20:22

O pucharach przed derbami.
Niestety grający przed nami zagrali tak, by nasze szanse były czysto matematyczne. I wygląda to tak:

Legia, Śląsk - 50 punktów, nie do dogonienia.
Ruch - 49 punktów, ponieważ mamy gorszy stosunek bramek więc poza zasięgiem

Reszta, to już tylko dla porządku:

Cytat:

Pierwotnie napisane przez pepe72 (Post 1242740)
Amica
Mamy lepszy bilans meczów bezpośrednich - wygrana w Poznaniu, remis w Krakowie.
W pozostałych 2 kolejkach może zdobyć maksymalnie 1 punkt.
29. Lech Poznań- Podbeskidzie Bielsko-Biała
30. Widzew Łódź- Lech Poznań

Korona
Niestety, mamy gorszy bilans meczów bezpośrednich, więc oba mecze musi przegrać.
29. Korona Kielce- Widzew Łódź
30. Legia Warszawa- Korona Kielce

Polonia
Mamy gorszy bilans meczów bezpośrednich – 1:1 w Warszawie, 0:1 w Krakowie
W pozostałych kolejkach może zdobyć maksymalnie 4 punkty.
29. Polonia Warszawa- KGHM Zagłębie Lubin
30. Podbeskidzie Bielsko-Biała- Polonia Warszawa

Sumując, po tej kolejce to nie ma się co pucharami podniecać. Polonia do przeskoczenia chyba, że trzeba będzie pomóc Śląskowi.

Ciekawie może być, jak by Amica, Korona i my skończyli byśmy na 49 punktach. Ale nie bardzo jestem w stanie podać jak by wtedy wyglądała tabela.

!!IRIVER!! 29.04.2012 22:36

Jak dla mnie w 29.kolejce Korona, Śląsk i Lech robią po 3 pkt do przodu na pewno. Śląsk gra z o nic grającą Jagą u siebie, Lech z grającym o takie same cele Bielskiem, a Korona zbije Widzewa. Legia zaś jedzie na wciąż niepewną w 100% swego Lechię, więc na pewno Biało-Zieloni się nie położą, zwłaszcza że ŁKS powinien jebnąć GKS... Ruch jedzie do prawdopodobnie spuszczonych żydów więc też ma raczej 3 pkt jak w banku... Jedynym zespołem który wydaje się mieć szansę na stratę pkt jest więc z tej piątki Legia...

Przed ostatnią kolejką widzę to tak:
Śląsk - 53
Ruch - 52
Legia - 51
Korona - 51
Lech - 51

I wtedy pewnym jest, że musimy zwyczajnie odpuścić Śląskowi. Wicemistrzem pewnie zostanie Ruch, bo będzie już grał z pewną swego Lechią, a i Legia powinna pokonać Koronę. Pytanie tylko co zrobi Lech, ale nie sądzę, by zjebał taką szansę na puchary. W ogóle, wcale się nie zdziwię, jeśli Lech ostatecznie wywali wszystkich i zostanie MP, co dla przykładu dla nas i dla reszty, która tak potwornie frajerzyła, byłoby chyba nie do przełknięcia, ale nauczka byłaby niezwykle cenna...

Bobek90 29.04.2012 23:23

Jesli chodzi o odpuszczanie to swietne podsumowanie tego zjawiska dalo... Weszlo:

"Sporo niedopowiedzeń było też przy okazji meczu Widzewa z Lechią Gdańsk, do czego przyczyniło się też żenujące zachowanie łódzkich kibiców – tych, którzy pokazali, że słowo „honor” mają wypisane jedynie na fladze, bo tak naprawdę z chęcią o.......iliby każde spotkanie ligowe, byle tylko zaszkodzić lokalnemu rywalowi. Jak już pisaliśmy w innym miejscu – niczym nie różnią się od sprzedajnych piłkarzy. Tamci w zamian za odpuszczenie spotkania brali kasę, bo kasa była im do szczęścia potrzebna, a ci kibice wzięli spadek ŁKS, bo właśnie ten spadek ich najbardziej uszczęśliwia."

*Wyjasnienie; kibice Widzewa sugerowali odpuszczanie pilkarzom meczu z Lechia, by zmniejszyc szanse na pozostanie Lks-u


Ja to widze tak, jesli Slask chce zostac MP (jesli bedzie mial taka mozliwosc) to musi poprostu wygrac z nami w uczciwej walce. Kazda wygrana "przy zielonym stoliku" to bedzie zwykle... danie dupy, brak honoru, sprzedajnosc, puszczalstwo, itd.
I niech potem Ci co popieraja odpuszczania nie krzycza o honorze, bo to tragikomedia. Tak samo niech nie narzekaja na sprzedajnych pilkarzy, bo mentalnosc maja taka jak oni.
Wstyd ze tacy ludzie sa kibicami Wisly!

Reasumujac, Slaskowi zycze wszystkiego dobrego, ale jesli chce zostac MP to za wlasne zaslugi, a nie za "kolezenskie" wypinanie tylka z naszej strony.

Patrzcie na Odense i sie uczcie! Niektorzy nawet do piet tym pilkarzom nie dorastaja jesli chodzi o honor i klase.

-----------------------------------------------------------------

river, jesli Legia gdzies ma stracic punkty to tylko z Korona. Lechia jest zalosnie slaba i... tyle. Dopoki nie dajesz dupy (vide, Widzew) Lechia nic nie potrafi zrobic.

Ja osobiscie obstawiam tak "krajobraz" po 29 kolejce:
1. Legia 53
2. Slask 53
3. Ruch 52
4. Lech 51
5. Korona 51

Przy czym jesli chodzi o ostatnia kolejke to Ruch i Lech graja z ogorkami, Slask zalezy (od tego czy damy dupy czy nie), a Legia gra z Korona. Hmm, wlasciwie trudno cos powiedziec.
Powiem wiec tak; faworytem wciaz jest Legia (na nikogo nie musi sie ogladac), natomiast z gry i wynikow (runda wiosenna) na MP zasluguje Lech.

labtec 29.04.2012 23:44

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Bobek90 (Post 1244594)
jesli Slask chce zostac MP (jesli bedzie mial taka mozliwosc) to musi poprostu wygrac z nami w uczciwej walce. Kazda wygrana "przy zielonym stoliku" to bedzie zwykle... danie dupy, brak honoru, sprzedajnosc, puszczalstwo, itd



warto przeczytać to co stało się w roku `82. tyczy się to naszej Wisełki:



"Ja oszukiwałem, ty oszukiwałeś - wygrał lepszy" Cytat z filmu "Wielki Szu"
To był mecz, który przeszedł do historii. Było w nim wszystko, co najciekawsze w futbolu - nieprzewidywalność, niebywałe emocje i dramatyczny finał. Ale walczono również poza boiskiem - tam rywalizacja była jeszcze ciekawsza.
Była niedziela 9 maja 1982 roku. W Polsce uroczyście obchodzono Dzień Zwycięstwa, jednak we Wrocławiu najważniejszym wydarzeniem miał być pojedynek piłkarski Śląska z Wisłą Kraków. Tego dnia wrocławianie mieli wywalczyć tytuł mistrza Polski. W stadion przy ulicy Oporowskiej wpatrzone były oczy tysięcy miejscowych kibiców, którzy bezgranicznie wierzyli w zwycięstwo swojej drużyny. Wrocławski zespół od mistrzostwa dzielił dosłownie krok. Wygrana Śląska w stu procentach zapewniała mu triumf w rozgrywkach, a przy dobrym układzie innych meczów nawet remis dawał upragniony tytuł.
Wrocław pewny swego
Mecz miał się rozpocząć o piątej po południu, ale już dwie godziny wcześniej stadion wypełnił się po brzegi. Tłum kibiców był ogromny. Na ławkach trybun wszyscy siedzieli ściśnięci do granic możliwości. Wielu widzów stało na koronie stadionu, a część siedziała na schodkach pomiędzy sektorami lub na ziemi, tuż przy płocie oddzielającym trybuny od boiska. Niektórzy, nie mogąc znaleźć miejsca na stadionie, wspięli się na drzewa rosnące za odkrytą trybuną i z tego miejsca obserwowali pojedynek. Według oficjalnych danych z początku lat osiemdziesiątych stadion Śląska mógł pomieścić około 15 tysięcy widzów, ale w relacjach prasowych z tamtego spotkania dziennikarze informowali, że mecz oglądało ponad 20 tysięcy osób. A jedna z gazet podała, że było ich aż 25 tysięcy!
Na trybunach wyczuwało się ogromne napięcie, wyczekiwanie, ale przede wszystkim panował nastrój wiary i radości. Wiele osób przyszło na stadion z kwiatami i transparentami. Jeden z nich dumnie i pewnie głosił "Witamy mistrza Polski na 1982 rok". Działacze już wcześniej zaplanowali, że po meczu rozpocznie się uroczysty bankiet. A w lodówkach mroziły się szampany. Praktycznie cały Wrocław był pewny, że pokonanie Wisły to formalność. Przecież w tamtym sezonie na własnym boisku Śląsk zremisował tylko jeden mecz, a ostatni raz na Oporowskiej przegrał w sierpniu 1980 roku, czyli prawie dwa lata wcześniej! A Wisła zajmowała bezpieczne miejsce w środku tabeli i dla niej ten pojedynek nie miał żadnego znaczenia.
Kilka minut przed dziewiętnastą było już po wszystkim. Po nadziei, radości i szczęściu. Stadion zamarł w rozpaczy i szoku. Mistrzostwa nie było.
Tylko Śląsk i Widzew
Śląsk był rewelacją tamtego sezonu. Zespół prowadził młody, 33-letni szkoleniowiec Jan Caliński. Wrocławianie mieli bardzo ciekawy, mocny zespół. Pierwszoplanowymi graczami byli doświadczeni: Pawłowski, Sybis, Wójcicki, Kostrzewa, Faber czy Kopycki, wspomagani przez utalentowaną młodzież: Tarasiewicza, Prusika, Króla, Pękalę i Jareckiego.
Śląsk równo i dobrze grał przez cały sezon, ale wprost rewelacyjnie spisywał się w rundzie wiosennej. W tabeli wrocławianom kroku dotrzymywały tylko trzy zespoły - Widzew, Legia i Stal Mielec. Jednak w decydującej fazie rozgrywek wiadomo było, że walka o tytuł mistrza rozstrzygnie się już tylko między dwoma klubami - Śląskiem i Widzewem.
Po 28. rundzie spotkań - a więc na dwie kolejki przed końcem rozgrywek - wydawało się, że jest po wszystkim. Śląsk wygrał na własnym stadionie 2:0 z Górnikiem Zabrze, a Widzew przegrał w Warszawie z Gwardią 0:1. W tym momencie do końca sezonu pozostawały dwie rundy spotkań, a zespół trenera Calińskiego miał 39 punktów i wyprzedzał Widzew trzema punktami. W czasach gdy za zwycięstwo przyznawano dwa punkty, taka przewaga wydawała się nie do odrobienia.
Śląsk miał jeszcze do rozegrania mecze ze Stalą Mielec na wyjeździe i Wisłą u siebie. Widzew w przedostatniej kolejce podejmował Arkę Gdynia, a w ostatniej wyjeżdżał do Ruchu Chorzów. Wrocławianom zdobycie dwóch punktów w dwóch ostatnich meczach w stu procentach zapewniało mistrzostwo Polski.
To tylko formalność...
I wtedy zaczęły dziać się cuda, rzeczy, które w środowisku piłkarskim owiane są legendą. Historie przypominające te, jakie kilka lat później w filmie "Piłkarski poker" pokazał reżyser Janusz Zaorski.
- Przecież to normalne. W takiej sytuacji mistrzostwa Polski nie zdobywa się tylko i wyłącznie grą na boisku. Nie mniej ważna jest organizacja pewnych spraw pozaboiskowych. Wiadomo, że jeśli walczy się o taką stawkę, to każdy stara się sobie pomóc i jakoś podeprzeć. I tak wtedy było - mówi jeden z ówczesnych piłkarzy Śląska, zastrzegający sobie anonimowość.
Widzew wcale nie zamierzał odpuszczać walki o mistrzostwo i wszelkimi sposobami starał się zmniejszyć straty do Śląska. W 29. kolejce łodzianie łatwo wygrali u siebie 2:0 z broniącą się przed spadkiem Arką, a Śląsk niespodziewanie przegrał na wyjeździe ze Stalą Mielec 1:3. W tym pojedynku rzutu karnego dla naszego zespołu nie wykorzystał Tadeusz Pawłowski.
Trener Śląska Jan Caliński dobrze pamięta ten pojedynek. - Nigdy nie lubiłem doszukiwać się jakichś podtekstów w przegranych czy wygranych meczach - wspomina Caliński. - Nie próbowałem też doszukiwać się winy w złym sędziowaniu czy jakichś innych problemach. Przegraliśmy w Mielcu i tyle. Ale 18 lat po tamtym meczu jeden z zawodników, który grał wówczas w Stali, przyznał mi się, że Widzew ufundował im specjalną, dodatkową premię za pokonanie Śląska - dodaje Caliński.
Śląsk jednak stosował podobne praktyki. - Jak Widzew grał z Gwardią, to oczywiście "podpieraliśmy" warszawski zespół. Gwardia wygrała 1:0, a my oddaliśmy im swoje premie - zapewnia jeden z piłkarzy Śląska, który również prosi o zachowanie anonimowości.
Ale wszystko miało wyjaśnić się 9 maja, w ostatniej kolejce spotkań. Losy mistrzowskiego tytułu teoretycznie powinny rozstrzygnąć się we Wrocławiu, jednak ogromne znaczenie dla końcowego układu tabeli miały dwa inne pojedynki: Ruch Chorzów - Widzew i Arka Gdynia - Górnik Zabrze. Dlaczego aż trzy mecze? Bo wszystkie wyniki tych pojedynków były powiązane i miały wpływ na to, co działo się na każdym boisku.
Śląsk miał punkt przewagi nad Widzewem i lepszą różnicę bramek, ale remis z Wisłą mógł wrocławianom nie wystarczyć do zdobycia tytułu. W przypadku wygranej Widzewa w Chorzowie - przy równej liczbie punktów ze Śląskiem - mistrzami zostawali łodzianie, którzy mieli lepszy bilans bezpośrednich pojedynków z wrocławskim klubem.
Jednak sprawa była bardziej skomplikowana, gdyż Ruchowi groził spadek z ekstraklasy i w przypadku porażki z Widzewem mógł pierwszy raz w swej historii zostać zdegradowany do II ligi. Kosztem Ruchu przed spadkiem uratować się mogła Arka, która na swoim boisku podejmowała Górnika Zabrze. Gdyby Arka pokonała Górnika, a Ruch przegrał u siebie z Widzewem, wówczas do II ligi spadał Ruch. Tak więc teoretycznie chorzowianie z Widzewem mieli grać na poważnie, a to zdecydowanie miało ułatwić zadanie Śląskowi.
Większość dziennikarzy już przed ostatnią kolejką spotkań była przekonana, że losy mistrzostwa są rozstrzygnięte. 7 maja na pierwszej stronie katowickiego "Sportu" w nadtytule tekstu "Czy tylko formalność?" napisano: "Pewność we Wrocławiu, nadzieja w Łodzi...". A tekst rozpoczynał się od słów: "Właściwie wszystko jest niesłychanie proste. Śląsk wygrywa we Wrocławiu z krakowską Wisłą i sprawa mistrza Polski jest rozstrzygnięta. Zdaje się, że większość sympatyków piłki nożnej w kraju i 99 procent kibiców Śląska jest święcie przekonanych, że tak się stanie, i prawdopodobnie mają rację. Zresztą ostatnimi czasy rzadko coś się zmieniało na szczycie ligowej tabeli w ostatniej serii gier, więc nie ma powodu, by sądzić, że teraz stanie się inaczej".
Podchody pod Wisłę
Na kilka dni przed ostatnim meczem sezonu we Wrocławiu rozpoczęła się "Operacja Wisła". Zespół miał wyjechać na zgrupowanie do pobliskiego Sycowa, ale ostatecznie nie pojechał w komplecie. Kto nie pojechał? Co do tego są dziś pewne wątpliwości i rozbieżności.
Trener Jan Caliński tak wspomina tamte wydarzenia: - Przed meczem przyszła do mnie grupa osób związanych z klubem i poinformowała, że mecz z Wisłą jest zbyt ważnym pojedynkiem, aby rozgrywać go tylko na boisku. Oni mieli wszystko wziąć w swoje ręce. Nie pytałem ich konkretnie, co będą robić, nie patrzyłem na ręce. Postanowiłem tylko, że nie pojadę z zespołem na zgrupowanie do Sycowa. Jeśli ktoś uważał, że jest inna możliwość rozegrania tego meczu, to proszę bardzo. Z drużyną pojechał mój asystent Paweł Śpiewok, a ja zostałem we Wrocławiu i wszystkiemu przyglądałem się z boku - opowiada trener Caliński.
- Jak działacze zareagowali na ten mój gest? Nie odebrali tego nadzwyczajnie. Nie przejęli się tym, że nie pojechałem. Widocznie byli całkowicie przekonani co do słuszności swoich działań - przypomina sobie tamte zdarzenie trener Caliński.
Jednak jeden z piłkarzy Śląska twierdzi, że Caliński był z nimi na zgrupowaniu w Sycowie. - Nie wiem, dlaczego trener tak powiedział. Do Sycowa nie pojechali natomiast czterej zawodnicy: Tadek Pawłowski, Rysiek Sobiesiak, Janusz Sybis i Mietek Kopycki albo Heniek Kowalczyk - mówi gracz Śląska.
Janusz Sybis, zapytany, dlaczego nie pojechał na to zgrupowanie, ma problemy z konkretną odpowiedzią. - No, tak było, ale sam nie wiem, dlaczego my nie pojechaliśmy na to zgrupowanie - zastanawia się Sybis.
Wątpliwości w tej kwestii rozwiewa Tadeusz Pawłowski: - We Wrocławiu zostało czterech najbardziej doświadczonych zawodników zespołu i mieliśmy przypilnować, aby Wisła nie zrobiła nam krzywdy w tym ostatnim meczu - śmieje się "Paweł", ówczesna wielka gwiazda Śląska.
O tym, co działo się później, nikt nie chce mówić oficjalnie. Każdy z zainteresowanych odsyła do innego rozmówcy, tłumacząc, że "on na pewno wie lepiej, jak było naprawdę". Z opowieści kilku osób wiedzących wszystko o kulisach pojedynku Śląsk - Wisła wyłania się niesamowita, wprost sensacyjna historia. Osoby te nie zgadzają się jednak, aby w kontekście tych wydarzeń podawać ich nazwisko.
Transakcja w ubikacji
Jak więc było naprawdę? Zarówno przedstawiciele Śląska, jak i Widzewa rozpoczęli podejścia pod piłkarzy Wisły Kraków. Oczywiście przedstawiciele Śląska chcieli, aby Wisła przegrała ten mecz i pomogła im w zdobyciu mistrzostwa, a wysłannicy Widzewa mieli odmienne życzenie. Negocjowali z krakowskimi zawodnikami, aby ci zagrali we Wrocławiu na poważnie i za wszelką cenę urwali punkty Śląskowi. Przy takim scenariuszu mistrzem Polski mógł zostać Widzew.
W grę wchodziły wielkie jak na tamte czasy pieniądze. Niespodziewanie we Wrocławiu były z tym problemy.
- Rozmawialiśmy z klubowymi działaczami, ale oni od razu powiedzieli nam, że żadnych pieniędzy nie mają - tłumaczy mi jedna z osób bezpośrednio odpowiedzialnych za rozpracowanie tego pojedynku. - Nie mieliśmy innego wyjścia i musieliśmy szukać kasy na własną rękę. Sytuację uratował pewien prywaciarz z Dzierżoniowa, który w tamtym okresie miał nieźle prosperujący zakład hydrauliczny. Ów biznesmen był kumplem stopera Śląska Pawła Króla i zgodził się pożyczyć 400 tysięcy złotych. To były wówczas wielkie pieniądze - podkreśla mój informator.












Według moich rozmówców suma ta została przekazana w jednym z wrocławskich mieszkań na pl. Grunwaldzkim piłkarzowi Wisły Zdzisławowi Kapce. Ale krakowscy zawodnicy podwyższyli stawkę i w ostatnich godzinach przed meczem trwała zbiórka dodatkowych pieniędzy. Nie było już możliwości, aby tę dodatkową kwotę przekazać w ustronnym miejscu, i do transakcji doszło w ubikacji na stadionie Śląska. Tuż przed rozpoczęciem spotkania jedna z żon wrocławskich piłkarzy dała pieniądze dziewczynie pewnego gracza Wisły. W tym momencie cała ustalona wcześniej suma została przekazana i teraz można już było wychodzić na boisko, aby wygrać mecz i przypieczętować mistrzostwo. Jednak w tym wszystkim ekipa Śląska nie pomyślała o jednym - że Widzew też chce zostać mistrzem i też miał swój plan...
Wszystko będzie dobrze
Mecz we Wrocławiu prowadził najsławniejszy wówczas polski arbiter Alojzy Jarguz. O piątej po południu wszystko się zaczęło. W pierwszej połowie Śląsk miał optyczną przewagę, jednak niewiele z niej wynikało. Wrocławianie grali nerwowo i sprawiali wrażenie lekko zagubionych. A Wisła ambitnie, mądrze się broniła i groźnie kontratakowała.
Trener Śląska Jan Caliński tak opowiada o tym meczu: - W pierwszej połowie moi zawodnicy grali słabo, licząc chyba tylko na to, że Wisła ułatwi nam zwycięstwo. A Wisła grała życiowy mecz, no ale nie na tyle, żebyśmy jej nie ograli. Bo wtedy naprawdę mieliśmy bardzo dobry zespół - podkreśla.
We Wrocławiu na Oporowskiej pojedynek już trwał, a na Cichej w Chorzowie piłkarze Ruchu i Widzewa dopiero wychodzili na boisko. Tam spotkanie rozpoczęło się osiem minut później niż we Wrocławiu. To był jeden z elementów planu Widzewa, który bezwzględnie został wykorzystany. To celowe opóźnienie rozpoczęcia meczu miało ogromne znaczenie dla kontrolowania sytuacji i wyniku na boisku. W 16. min pojedynku w Chorzowie doszło do małej niespodzianki - po strzale napastnika Ruchu Romana Grzybowskiego piłka odbiła się od poprzeczki i linii bramkowej, ale sędzia Wiesław Bartosik zdecydował się uznać bramkę! Ruch wygrywał z Widzewem 1:0 i Śląsk był coraz bliżej upragnionego mistrzostwa, mimo że nadal remisował z Wisłą 0:0. Jednak w Chorzowie wszystko szybko wróciło do normy. Kwadrans później napastnik łodzian Marek Filipczak doprowadził do remisu i gra znów stała się senna. W Chorzowie wszyscy nasłuchiwali już tylko wieści z Wrocławia.
A tam do przerwy było 0:0. Piłkarze Śląska byli trochę tą sytuacją zdezorientowani. Jeden z naszych rozmówców twierdzi, że w czasie meczu wrocławscy piłkarze dobiegali do niektórych graczy Wisły i pytali: "Co się dzieje, co wy robicie?". "Nie martwcie się, wszystko będzie dobrze" - miał odpowiedzieć jeden z zorientowanych w sprawie zawodników rywala.
Jednak w przerwie meczu w szatni wrocławskiego zespołu zrobiło się nerwowo.
- Widziałem, że część moich zawodników nadal była pewna, że Wisła ułatwi nam zwycięstwo i zdobycie mistrzostwa - kontynuuje swoją opowieść trener Caliński. - Ta ich wiara była irracjonalna. W przerwie ja i kilku innych piłkarzy zasialiśmy niepewność w ich głowach, że tak nie będzie, że Wisła wcale nie chce przegrać tego pojedynku. Ale nie dali się przekonać. Druga połowa pokazała, jaka była prawda - dorzuca.
- Kiedy dostrzegł pan, że Wisła gra z wami na poważnie i nie zamierza odpuścić tego pojedynku? - pytam Calińskiego. - Wie pan, pewne rzeczy się wie i widzi. Przy kilku akcjach zobaczyłem, jak Iwan składa się do strzału. On do przerwy oddał dwa bardzo groźne uderzenia na naszą bramkę. Widziałem, jak to zrobił, i już wówczas byłem przekonany, że Iwan koniecznie chce zdobyć gola, a Wisła walczy z ogromną determinacją o jak najlepszy wynik - odpowiada z przekonaniem.
Obrączka zamiast miliona
Dramat Śląska rozpoczął się sześć minut po przerwie. Po dośrodkowaniu Iwana w polu karnym Śląska doszło do zamieszania, najszybciej do piłki podbiegł jasnowłosy obrońca Wisły Piotr Skrobowski i mocnym uderzeniem z bliska nie dał żadnych szans obrony Jareckiemu. Śląsk przegrywał 0:1 i w tym momencie mistrzem Polski był Widzew.
Chwilę później na środku boiska doszło do niebywałej sytuacji. Jeden z zawodników Śląska twierdzi, że reprezentacyjny napastnik Wisły Andrzej Iwan podbiegł do Tadeusza Pawłowskiego i miał do niego krzyknąć: "Dawaj milion, jeśli chcecie ten mecz wygrać". W odpowiedzi usłyszał, że może dostać tylko złotą obrączkę.
Śląsk rzucił się do rozpaczliwego ataku i stwarzał sobie sytuacje bramkowe. Strzelali: Pękala, Socha, Pawłowski, ale fantastycznie interweniował bramkarz Wisły Adamczyk. - Mieliśmy dużo okazji, ale tego dnia fart nie był po naszej stronie. A czas nieubłaganie uciekał - dodaje Caliński.
W tym czasie na innych stadionach wszystko było już praktycznie jasne. Ruch z Widzewem grał tak, aby nie zrobić sobie krzywdy. Już wówczas było wiadomo, że chorzowianie z ligi nie spadną, gdyż Arka przegrywała na swoim stadionie z Górnikiem Zabrze 0:1. W takim wypadku chorzowianie mogli sobie pozwolić nawet na porażkę z Widzewem, ale na razie taki wynik nie był potrzebny.
Koszmar "Pawła"
Tymczasem na Oporowskiej emocje sięgały zenitu. W 83. min na stadionie we Wrocławiu zapanowała euforia. Za popchnięcie w polu karnym obrońcy Śląska Romana Wójcickiego sędzia Jarguz podyktował rzut karny dla wrocławian.
- Karny był naciągany, ale sędzia musiał coś zrobić - twierdzi jeden z moich informatorów. - Dzień przed meczem w hotelu Wrocław jeden z wiceprezesów Śląska spotkał się na kolacji z sędzią Jarguzem. Obydwaj znali się od dawna i byli przyjaciółmi. Wiem, iż podczas tego spotkania ustalono, że gdyby na boisku Śląsk miał jakieś problemy, to arbiter miał zareagować - zapewnia. No i zareagował.
Według jednego z naszych rozmówców już przed meczem ustalono, w jaki sposób zawodnik Śląska będzie wykonywał karnego, jeśli jedenastka zostanie podyktowana. Bramkarz Wisły wiedział, w który róg nie może się rzucić, gdyż właśnie tam poleci piłka. Piłkę wziął w ręce kapitan Śląska Pawłowski i ustawił ją na "wapnie". Tuż przed wykonaniem karnego Pawłowski spojrzał prosto w oczy idącemu obok Kapce i obydwaj skinęli głowami. To był znak, że wszystko dzieje się zgodnie z planem. Pawłowski podbiegł i prawą nogą lekko kopnął piłkę w lewy róg bramkarza, ale Adamczyk już tam był i bez problemów sparował piłkę.
- Chciałem tylko trafić w bramkę, to było dla mnie najważniejsze. No, ale bramkarz okazał się lepszy. To był koszmar - wspomina nieszczęsny egzekutor karnego Tadeusz Pawłowski.
- Sprawa była prosta, Pawłowski został oszukany przez Kapkę. Pewne rzeczy były przed meczem ustalone i uzgodnione, a na boisku okazało się, że jest inaczej - tłumaczy inny piłkarz Śląska.
- Ten karny pokazał, jak Tadek Pawłowski bezgranicznie, do końca ufał w ten układ - komentuje trener Caliński. - Szkoda, gdybyśmy wówczas doprowadzili do remisu, to wierzę, że byliśmy w stanie strzelić jeszcze zwycięską bramkę. Czasu nie było wiele, ale naprawdę wszystko mogło się wtedy zdarzyć. Równocześnie jestem święcie przekonany, że gdyby nasz mecz zakończył się remisem, to Widzew strzeliłby w Chorzowie jeszcze jedną bramkę i wygrał mecz. Przecież oni swój pojedynek celowo rozpoczęli kilka minut później niż my, gdyż chcieli kontrolować sytuację, i przy takim rozwoju wypadków tam padłby taki wynik, który dawał Widzewowi mistrzostwo - z przekonaniem mówi Caliński.
Oczywiście zawodnicy Wisły twierdzą zupełnie co innego. Dziś Zdzisław Kapka nadal działa w futbolu i pracuje w Wiśle, gdzie pełni funkcję wiceprezesa. Zgadza się na krótką rozmowę, jednak pytany o tamte wydarzenia wszystkiemu zaprzecza: - Coś się chłopakom z Wrocławia pomieszało - mruczy pod nosem Kapka. - Myśmy nie bawili się w takie rzeczy, jak sprzedawanie meczów. Sport polega na tym, aby skutecznie przeszkadzać przeciwnikowi, a nie pomóc mu w odniesieniu zwycięstwa - zapewnia. - Śląsk sam sobie jest winien. Przecież miał karnego, którego z tego, co pamiętam, nie strzelił Tadek Pawłowski. Niech oni mają pretensje do siebie, a niech nie wymyślają jakichś mitycznych historii - złości się Kapka.
Radość na Cichej
Gdy na Oporowskiej sędzia Jarguz podyktował rzut karny dla Śląska, niesłychanie nerwowo zrobiło się na stadionie w Chorzowie, gdzie Ruch remisował z Widzewem 1:1. Tam na boisku dosłownie nic się nie działo, a wszyscy wsłuchani byli tylko w radiową relację z Wrocławia. Atmosferę końcówki tego pojedynku świetnie oddał Paweł Smaczny w swojej relacji w "Piłce Nożnej".
"Pozornie - po wyrównaniu Widzewa ze strzału Filipczaka - nic na boisku się nie działo, ale jak słyszeli - dzięki radiowym transmisjom - kibice na trybunach, Arka pogrążyła swe szanse w Gdyni w meczu z Górnikiem. Lecz do końca spotkań w całym kraju pozostawał jeszcze kwadrans. Pozornie spokojna "ławka" Widzewa zaczęła żyć. Pierwszy zerwał się drugi trener Tadeusz Gapiński. Podbiegł do linii, coś przekazywał Rozborskiemu. Ten szybko powtórzył to kolegom. Kibice nie byli zorientowani, co się dzieje. Spiker bowiem milczał, ale na trybunach pracowały radioodbiorniki. Nagle okazało się - co dramatycznym głosem donosił z Wrocławia Stanisław Puzyna - iż Śląsk strzela karnego. Adamczyk obronił... i Widzew spokojnie odegrał 1:1, które dawało Ruchowi pozostanie w lidze, a łodzianom mistrzostwo Polski" - pisał Smaczny.
Brzmienie ciszy
Gdy sędzia Jarguz zakończył mecz we Wrocławiu, na stadionie zapanowała przeraźliwa cisza. Praktycznie nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Szok i rozczarowanie wrocławskich kibiców były porażające.
Przeraźliwa cisza panowała również w szatni Śląska. - Nikt się do nikogo nie odzywał. Było jak na stypie, tylko rozpacz i przygnębienie - przypomina sobie jeden z wrocławskich zawodników. - To niesamowite, co się wydarzyło. Cały sezon graliśmy normalnie i "podparliśmy" tylko jeden, ten ostatni mecz. I właśnie ten przegraliśmy.
Feralny egzekutor karnego Tadeusz Pawłowski tak wspomina tamte chwile: - Byłem zrozpaczony. Nie wiedziałem, co mam robić. Siedziałem w szatni i płakałem. Czułem się oszukany.
- Po spotkaniu długo siedzieliśmy w szatni - przypomina sobie trener Caliński. - Wszyscy strasznie to przeżywaliśmy, bo bardzo chcieliśmy zdobyć to mistrzostwo. Pamiętam smutek moich chłopaków, pamiętam, jak bardzo załamany był Romek Wójcicki. Nie miałem i do dziś nie mam pretensji do swoich piłkarzy o ten mecz. Od początku ten pojedynek został źle rozegrany strategicznie. Uwierzyliśmy, że wszystko możemy załatwić, a okazaliśmy się za słabi. Każdy z nas musiał się puknąć w pierś i wziąć cząstkę winy na siebie - podsumowuje Caliński.
W budynku klubowym Śląska oczywiście zrezygnowano z bankietu. A jedzenie, wódka i szampany od dawna były przygotowane. Część piłkarzy Śląska pojechała później do Novotelu, gdzie przebywała jeszcze ekipa Wisły.
- Cieszyli się i bawili, jak na weselu - ironicznie opowiada piłkarz Śląska. - Dopiero po meczu przekonaliśmy się, że Wisła była na tyle cwana, że równocześnie dogadywała się z dwoma klubami, z nami i z Widzewem. Pieniądze dostali z obydwu stron i bez względu na wynik jedną pulę i tak mieli zapewnioną. Cwaniaki - kończy gracz Śląska.
Boniek zaprasza na fetę
Według dobrze zorientowanych w Wiśle o takim układzie wiedziało pięciu zawodników. Kapka negocjował ze Śląskiem, a Iwan z Widzewem. Dlaczego Iwan? - To był świetny kumpel piłkarzy Widzewa Bońka i Młynarczyka, z którymi znał się z reprezentacji Polski. Zresztą po sezonie Iwan miał przejść do Widzewa, ale uniemożliwiła mu to poważna kontuzja, której miesiąc później doznał na mistrzostwach świata w Hiszpanii - ujawnia mój informator.
Wszyscy nasi rozmówcy zgodni są co do jednego - Widzew dał więcej pieniędzy. Śląsk uzbierał około połowy miliona złotych, a łodzianie około dwudziestu procent więcej. I na dodatek płacić mieli w dolarach, co wówczas miało duże znaczenie.
- Nie widzę w tym nic złego, aby ktoś dopingował nas do zwycięstwa, ale nie pamiętam, aby Widzew cokolwiek wówczas nam oferował - z przekonaniem twierdzi dziś Zdzisław Kapka.
Przedstawiciele Widzewa Łódź też zaprzeczają, że w jakikolwiek sposób wpłynęli na wyniki ostatniej kolejki spotkań.
Ówczesny drugi trener łódzkiego zespołu Tadeusz Gapiński śmieje się, kiedy pytam go o tamte dwa mecze: - Proszę pana, Śląsk sam sobie jest winien. Mógł wygrać z Wisłą i zostawał mistrzem. My naprawdę byliśmy zaskoczeni takim obrotem sprawy i tym, że ostatecznie tytuł przypadł nam. Pamiętam, że wracaliśmy do Łodzi i w autokarze słuchaliśmy radia. Jeden z dziennikarzy przeprowadzał rozmowę ze Zbyszkiem Bońkiem, który tego dnia nie mógł grać. Zbyszek pogratulował nam mistrzostwa i przez radio zaprosił całą ekipę do swojego mieszkania na fetowanie sukcesu. No i pojechaliśmy do niego i bawiliśmy się do rana - znów śmieje się Gapiński.
Gdy pytam Gapińskiego, dlaczego ich mecz w Chorzowie zaczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, jest zaskoczony. - Myślałem, że było odwrotnie, że to Śląsk zaczął grać później niż my. Ale tak dokładnie już nie pamiętam - zastanawia się.
Gapiński nie pamięta też dobrze sytuacji opisanej w "Piłce Nożnej", gdy Śląsk strzelał karnego, a on w tym samym czasie podbiegł do linii bocznej boiska i mówił coś Rozborskiemu. - Na pewno nie mówiłem mu o karnym, raczej udzielałem mu jakichś wskazówek taktycznych - zapewnia. O pieniądzach oferowanych Wiśle za urwanie punktów Śląskowi też nie słyszał. - Nic na ten temat powiedzieć nie mogę, to chyba kibice przy kielichu opowiadają sobie takie historie, aby ubarwić naszą ligową piłkę - kończy.
Nie zaznasz spokoju
Największym przegranym tego pojedynku był Tadeusz Pawłowski - jeden z najlepszych graczy Śląska w jego historii. To na nim skupiła się złość wielu miejscowych kibiców.
- To wszystko było straszne - wspomina Pawłowski, który od wielu lat na stałe mieszka w Austrii. - Ktoś chciał spalić mi samochód, grożono pobiciem moich dzieci. A mnie tak bardzo zależało na mistrzostwie, gotowy byłem zrobić prawie wszystko, aby Śląsk wygrał ten mecz. Feralny pojedynek z Wisłą pamiętam do dziś. Gdy czasami jestem we Wrocławiu i rozmawiam z różnymi osobami, to wiele z nich pyta mnie: - Pawłowski? To pan nie strzelił kiedyś karnego Wiśle? Wtedy odpowiadam: - Ma pan dobrą pamięć, ale szkoda, że nie pamięta pan, iż to ja strzeliłem dla Śląska najwięcej bramek w meczach pierwszoligowych i europejskich pucharach w całej historii tego klubu.
Wkrótce okazało się, że nie tylko część miejscowych kibiców głównym winowajcą porażki uczyniła Pawłowskiego.
- Miałem już gotowy kontrakt i miałem przejść do francuskiego Lens, ale nagle zaczęły się problemy z moim paszportem - mówi Pawłowski. - Nie chciano mi go wydać i nie mogłem wyjechać z Polski. Dziś wiem, że niektórzy działacze Śląska mścili się na mnie. W następnym sezonie graliśmy w europejskich pucharach z CSKA Moskwa. Byłem w świetnej formie, ale siedziałem wtedy na ławce rezerwowych. Jednak trener kazał mi się rozgrzewać. Wtedy z trybuny honorowej zszedł jeden z wojskowych działaczy klubu i zabronił naszemu trenerowi wpuścić mnie na boisko. W kolejnej rundzie w pojedynkach przeciwko Servette Genewa też nie mogłem grać. Trener powiedział mi wprost: - Wiesz, są naciski z góry i ty grać nie możesz. Na szczęście pod koniec roku dzięki znajomym udało mi się wreszcie dostać paszport i praktycznie natychmiast wyjechałem grać do Wiednia - tłumaczy Pawłowski.
Gdy na koniec naszej rozmowy pytam Pawłowskiego o Kapkę, ten z przekonaniem wyjaśnia: - Z "Kapą" znaliśmy się bardzo dobrze, chyba od 17. roku życia, gdy razem graliśmy w młodzieżówce. Byliśmy przyjaciółmi. Ale od tamtego meczu z Wisłą nie rozmawiałem z nim ani razu. I już nigdy nie porozmawiam.

GregorTS 29.04.2012 23:44

"przynajmniej liga jest ciekawa"

saklak1906 29.04.2012 23:44

Cos tak nagle Warszawiakow ubylo, normalnie nie to forum

Krav 30.04.2012 00:25

dokładnie, też właśnie miałem pisać, że warszawka jakby trochę zamilkła po popisach ich grajków, gdzie ci wszyscy napinacze dla których to ta Legia o jakiej marzyli ?


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 01:06.

Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl