Cytat:
Marta Razowska: "Osie czasu" to opowieść o architekturze czy o Krakowie?
Marek Dunikowski: Odwiedzający wystawę zobaczą wydarzenia z dziejów Krakowa, które nas poruszyły, zapadły w pamięć, które są nam wyjątkowo bliskie z zupełnie prywatnych powodów. Nie chcieliśmy kolejnej tradycyjnej architektonicznej wystawy. Dlatego stworzyliśmy scenariusz trzech osi czasu, z których pierwsza to projekty biura DDJM, druga to oś wydarzeń polityczno-gospodarczych, wreszcie trzecia - kulturalno-społecznych. Nie ukrywam, że ich połączenie jest bardzo osobiste, bo zestawiając projekty z wydarzeniami, kierowaliśmy się głównie emocjami.
Który z pokazanych projektów jest panu najbliższy?
- Jednym z największych przeżyć było tworzenie Muzeum Obozu Zagłady w Bełżcu. Trudno mi było sobie wyobrazić ogrom tragedii, która się tam wydarzyła. Ważne jest dla mnie także Europejskie Centrum Muzyki Pendereckiego. No i krakowski "Szkieletor". To już nie tylko historia, ale prawdziwa epopeja. W roku, w którym Krzysztof Leśnodorski i Zdzisław Arct wygrywali konkurs na projekt siedziby NOT, ja zdawałem egzamin wstępny na Wydział Architektury. A teraz zrządzeniem losu i po kilkudziesięciu latach burzliwych dziejów tego budynku przyszło mi kończyć "Szkieletora".
Jako zdeklarowanemu moderniście chyba nigdy nie było panu łatwo w tak konserwatywnym mieście jak Kraków?
- Nadal nie jest. Prościej byłoby na przykład w Warszawie, gdzie zrobiliśmy parę projektów. My, krakowianie, mamy przekonanie, że jesteśmy pępkiem świata i każdy, kto chce wnieść do niego coś nowego, musi najpierw błagać o pozwolenie. Jest w nas przesadne megalomańskie przekonanie o absolutnej ponadczasowości. Dlatego trudno wprowadzać do Krakowa nową jakość, na którą trzeba się otworzyć, a nie tylko petryfikować tradycję. Oczywiście wartości trzeba chronić, ale wszystko musi być zrównoważone. Dlatego sam siebie nazywam liberalnym konserwatystą.
Projektuje pan już 40 lat. Czy po latach może pan stwierdzić, że Kraków jest już bardziej otwarty na zmiany?
- Takie pytania są trudne, bo można na nie prosto, ale fałszywie odpowiedzieć. Jest lepiej, choć to miasto bardzo trudne do wszelakiego inwestowania, bo brakuje w nim chętnych do podejmowania odważnych decyzji. Brakuje także jasnej definicji i uporządkowania urbanistycznej doktryny konserwatorskiej, czyli ustalenia tego, jak zachować wartości, nie hamując rozwoju. Nie da się dorożką doścignąć pendolino. Miasto musi dopuszczać duże inwestycje, bo to pociągnie za sobą kapitał, a wtedy dobrobyt ludzi wzrośnie.
Władze miasta działają pod presją konserwatorów?
- Miasto musi zdecydować, czy jest otwarte, czy ulegnie presji, która pozornie chroni tradycję. Dobrze, że prezydent podejmuje wiele decyzji progresywnych. Ale decydowanie o przestrzeni architektonicznej Krakowa należy też do wielu instytucji, które moim zdaniem trzeba jeszcze raz zdefiniować. Kraków potrzebuje szerszej dyskusji na ten temat. Zatwierdzanie studium czy planów miejscowego zagospodarowania to krok w dobrą stronę, ale niewystarczający. Władze muszą mieć świadomość, że miasto to żywy organizm.
Czyli sprawne tworzenie planów miejscowych dobrze służy miastu?
- Architektura jest dziedziną par excellence gospodarczą, a w gospodarce najgorsza jest niepewność. Inwestorzy nie mogą być zaskakiwani. Jeśli inwestor zna plan, nie inwestuje w ciemno. A architekci to nie niebieskie ptaki, które tworzą ułudną przestrzeń. Projektowanie i inwestowanie mają swoje fundamenty w banku, w kredycie, w ludziach, którzy podejmują ryzyko, żeby ten kredyt wziąć. Na szczęście liczba zatwierdzonych planów miejscowych szybko wzrasta. Czy są dobre, to zupełnie inne zagadnienie, ale dzięki nim inwestorzy wiedzą, co im wolno, a czego nie, i chętniej wykładają kapitał.
Gdyby miał pan nieograniczone możliwości, co wybudowałby pan w Krakowie? Czy byłyby to nowojorskie wieżowce?
- Nie, uporządkowałbym miasto przestrzennie. Lubię gęste miasto, nie przepadam za taką rozsypaną kaszką, jaką jest architektoniczna przestrzeń Krakowa. W tym mieście jest jeszcze dużo do zrobienia. Powinniśmy przede wszystkim systematycznie pracować nad jakością. Jest lepiej, bo powstają teraz ważne projekty historyczne, czyli hala na Czyżynach czy Centrum Kongresowe. Mam też nadzieję, że w sposób rozsądny, ale jednocześnie odważny, będzie można przebudować wejście na Błonia. Drzemie w nich niewykorzystany potencjał.
A co by pan zburzył?
- Dzisiaj zburzyłbym Forum. Ktoś teraz pewnie powie, że to symbol swoich czasów. Ale moim zdaniem stanowi zbyt jaskrawy kontrast dla bulwarów, Wawelu czy kościoła Na Skałce. Zburzyłbym też hotel Cracovia. Nie oszukujmy się, czas tamtych struktur już dawno minął. Oczywiście można wykupić je za publiczne pieniądze i przemienić w muzeum, tylko po co? Dzisiejsza Cracovia w swojej strukturze przestrzennej i funkcjonalnej nie ma prawa działać. Ona się zdekapitalizowała, czas nadać jej nowe funkcje.
|
Przez chwilę myślałem że gość jest Wiślakiem i mu się wyrwało że chce zburzyć supermarket ale to "tylko" chodziło o hotel ;)
|