Dosc prawdziwy artykul(Michał Trela-blog):
Cytat:
Chociaż książki w stylu „Futbol i statystyki” czy historie Midjtylland i Brentford wznoszonych w oparciu o liczby, coraz mocniej uświadamiają kibicom rolę przypadku w futbolu, wciąż jego wszechwładzy się nie docenia. A nie wzięcie pod uwagę szczęścia czy pecha przy podejmowaniu ważnych decyzji, może fatalnie skutkować dla klubów.
Analitycy prowadzący Midjtylland i Brentford klasyfikują europejskie kluby nie na podstawie osiąganych wyników, bo te kłamią. Oglądają mecze i oceniają liczbę stworzonych i dopuszczonych pod własną bramką idealnych, bardzo dobrych i dobrych sytuacji. Wychodzą z założenia, że przypadek czasem sprawia, że tzw. sytuacja stuprocentowa nie zostaje wykorzystana. A realną siłę drużyn pokazuje dopiero spojrzenie na to, ile takich szans się stwarza.
Mówi się, że tabela nie kłamie, ale analitycy Matthew Benhama powiedzą co innego. Według ich obliczeń, Borussia Dortmund była jesienią drugą najlepszą drużyną w Niemczech i czwartą w Europie. Tymczasem leżała na dnie tabeli Bundesligi, a wszyscy zastanawiali się, co jest przyczyną kryzysu. Mówili o podatności na kontuzje, zmęczeniu, nieudanych transferach, wyczerpaniu formuły Juergena Kloppa. Benham powiedziałby: Dortmundowi brakowało szczęścia. Po prostu.
Nie zamierzam nikogo przekonywać, że ten model na pewno nie ma wad i jest idealny. Nie można przeginać. Sam nie mam wrażenia, by model, który wskazuje jesienny Dortmund jako czwartą najlepszą drużynę w Europie, był wiele wart, ale chcę pokazać, że przypadek w futbolu ma wielką siłę.
Mam wrażenie, że w Wiśle Kraków o tym nie pamiętają. Prezes Robert Gaszyński nie był dziś w stanie wydusić z siebie deklaracji, że Kazimierz Moskal poprowadzi klub w przyszłym sezonie, choć trzy miesiące temu podpisał z nim kontrakt na półtora roku. Mówił, że o obsadzie pozycji trenera zdecyduje na podstawie analizy raportu, czytaj: jeśli znajdzie taniego, a niezłego trenera, to Moskala zwolni, a jeśli nie znajdzie, to nie zwolni. Moskal siedział obok i musiał czuć się wyjątkowo niezręcznie.
Czy Kazimierz Moskal poprawił wyniki Wisły? Nie. Średnią punktów ma gorszą niż Franciszek Smuda. Nie wprowadził zespołu do europejskich pucharów. W kilku meczach frajersko stracił punkty. Wpuszczane w końcówkach meczów bramki były trudne do wytrzymania. Zgoda.
Gdyby jednak spojrzeć szerzej, Wisła grała w ciągu tych trzech miesięcy bardzo ciekawą piłkę. Momentami jedną z najlepszych w ekstraklasie. Dwukrotnie była lepsza od Legii Warszawa na Łazienkowskiej. Nie walcząc o nic, bardzo mocno postawiła się brnącemu po tytuł Lechowi Poznań. Dobrze wyglądała w wyjazdowych meczach z Jagiellonią Białystok. Stwarzała mnóstwo sytuacji, rozgrywała naprawdę efektownie, kilku zawodników doszło do dawno niewidzianej formy, jak Maciej Jankowski czy Rafał Boguski.
Jeśli Moskal zostanie zwolniony, to dlatego, że jego piłkarze nie mieli skuteczności. Dlatego, że Stilić w meczach z Legią i Śląskiem Wrocław, zamiast do pustej bramki, kopnął obok niej. Dlatego, że Jagiellonia, grając fatalny mecz, strzeliła Wiśle dwa gole, w tym jednego ze spalonego, choć gdy zrobiła to kilka tygodni później Lechii, to nikt nie chce zwalniać Jerzego Brzęczka. Dlatego, że sędzia uznał nieprawidłowe gole dla Legii. Dlatego, że Boban Jović nieszczęśliwie kopnął piłkę do własnej bramki. Moskala niszczy nagromadzenie nieszczęśliwych okoliczności. Mogą się temu dać zwodzić kibice, ale analizujący teoretycznie wszystko, jak w korporacjach, prezes, już nie powinien.
Mam wrażenie, że w wielu polskich klubach Moskal byłby uznawany za dobrego, normalnego trenera. Jego nieszczęściem jest jednak, że pracuje w Wiśle, gdzie wciąż jest uznawany za zapchajdziurę, którego traktuje się z lekkim przymrużeniem oka. Gdy wracał w marcu, wydawało się, że przychodzi z zupełnie innej pozycji. Jako trener, który mimo wszystko pokazał w Niecieczy i w Katowicach, że coś potrafi. Jako trener, a nie asystent trenera. Ale nic się nie zmieniło. Dla wielu dziennikarzy na konferencjach prasowych dalej jest „Kaziem”, dla zarządu klubu chyba niestety także.
W sytuacji, w jakiej Wisła się znajduje, trudno mi sobie wyobrazić dla tego klubu lepszego trenera. Gaszyński, z uporem maniaka wymaga, by Wisła grała efektownie i ładnie dla oka, choć piłkarze w Krakowie zostają coraz gorsi. Niewielu trenerów w Polsce jest w stanie to zagwarantować. Moskal tak. On ładną, ofensywną grę ma nie tylko na sztandarach, ale też na boisku. On jest swój, co może być atutem, a nie jak dotychczas wadą. Swój, czyli nie przestanie pracować, jeśli raz nie dostanie wypłaty. Będzie bardziej wyrozumiały niż trener z zewnątrz.
Moskal nie jest trenerem idealnym. Pewnie mógłby mieć twardszy charakter. Ale pewne jest, że pracował wiosną w skrajnie trudnych warunkach. Musiał prowadzić zawodników rozczarowanych niespełnionymi deklaracjami finansowymi prezesa, wciąż nie mając poczucia wsparcia z góry. W tej sytuacji Wisła powinna go sobie szanować, bo na lepszego trenera jej nie stać. W momencie, gdy ktokolwiek zaczął insynuować, że Wisła może zatrudnić Ojrzyńskiego, klub powinien zapewnić, że Moskal ma pełne poparcie. Była do tego idealna okazja. Moskal siedział dziś obok Gaszyńskiego. Mogły paść deklaracje, które umacniałyby pozycję trenera, a nie jeszcze bardziej ją podkopywały.
Mam wrażenie, że w – skądinąd nieistniejącym – planie budowy drużyny na fazę grupową europejskich pucharów Kazimierz Moskal przeszkadza akurat najmniej. Ale jego najłatwiej obarczyć winą i kupić sobie trochę czasu.
|
|