Forum Kibiców Wisły Kraków

Forum Kibiców Wisły Kraków (https://forumwisly.pl/index.php)
-   Hyde Park (moderowane) (https://forumwisly.pl/forumdisplay.php?f=6)
-   -   Dawno dawno temu w odległej galaktyce... (https://forumwisly.pl/showthread.php?t=5167)

miba 14.12.2008 12:11

Huciarze pamietają globusy na placach zabaw? Takie wielkie konstrukcje na ktore mozna było włazić i się po nich ganiać? Bo "kumaci" wszystko polikwidowali "w trosce o dzieci" i teraz to jakieś buble na placach zabaw stoją...

Dive Pirate 14.12.2008 12:18

Dodam jeszcze wymienione prze kolegę drabinki i skoki z huśtawek kto dalej, wyciskanie z karuzeli maksa.
W piaskownicy natomiast organizowaliśmy walki na koniach - tzn jeden zawodnik robił za konia drugi właził mu na plecy i walczyliśmy z drugą parą :D do momentu przewrócenia jednego teamu :D

Aro1234 14.12.2008 12:29

Pamiętam jak u mnie na osiedlu był plac zabaw i była taka wyjebana huśtawka :D jesienią - wrzesień/październik, zbieraliśmy liście i usypywaliśmy z nich wielką kupę tak z 3-5 metrów od huśtawki... Jeden stawał na jej oparciu, drugi siadał. Ten co stał rozhuśtywał i kiedy osiągało się odpowiedni pułap było ... HOP ! I leciałeś tak z 3 metry nad ziemią i w liście... :D ale się poobijanym wracało. Oczywiście jakieś 4-5 lat temu ją zlikwidowano... ;/ i dano koniki na sprężynach, na których co najwyżej można się zrzygać, bo są tak beznadziejne.. ;/

Ktoś wyżej wspomniał o pistolecie do Pegasusa :D hahahaha... pamiętam jak miałem jakoś 3 latka. Pisało się listy do św.Mikołaja ;> i umieściłem tam właśnie Pegasusa i żeby był pistolet :lol: no i jakież było zdziwienie jak Pegasus był... i pistolet też... i też nadal nie wiem jak to działało, co to była za moc ? :D no i Mario , czołgi, kaczki i inne fify 96, czy samoloty...

Nieraz też ojciec kupował browary czy mleko czy ciul wie co jeszcze i też właśnie się oddawało butelki za 30-35 groszy :) Później lody Lulek za 30 groszy :lol: jakie to było dobre i ile w tym było syfu a zjadało się nieraz i po 5-6 dziennie...

ByQ 14.12.2008 12:35

A jak sie w wakacje na grandy chodziło na brzoskwinie/papierówki/agresty na okoliczne działki czy tez przez jakieś ogrodzenia domków jednorodzinnych? To były akcje ;] i to nawet wtedy jak Cię właściciel dorwał to nie wzywał policji tylko robił dym i odpuszczał ;d
A w smigusa dingusa u mnie na dzielnicy dopiero była wojna, mniejsze osiedla czy tam rejony sie zbierały ekipami i robiły wjazdy na inne. Zostawiało się na czatach młodszych i szło sie atakować inne osiedle ;] I nie było jazd że chłopy sie zaczynały napierniczac tylko walka trwała dopóki była woda ;]

A no i się jeszcze robiło zawody kto dalej z huśtawki skoczy ;]

Aro1234 14.12.2008 12:38

Cytat:

Pierwotnie napisane przez ByQ (Post 642454)
A jak sie w wakacje na grandy chodziło na brzoskwinie/papierówki/agresty na okoliczne działki czy tez przez jakieś ogrodzenia domków jednorodzinnych? To były akcje ;] i to nawet wtedy jak Cię właściciel dorwał to nie wzywał policji tylko robił dym i odpuszczał ;d
A w smigusa dingusa u mnie na dzielnicy dopiero była wojna, mniejsze osiedla czy tam rejony sie zbierały ekipami i robiły wjazdy na inne. Zostawiało się na czatach młodszych i szło sie atakować inne osiedle ;] I nie było jazd że chłopy sie zaczynały napierniczac tylko walka trwała dopóki była woda ;]

Dokładnie, a teraz co? Jedynie się widzi jakieś szczyle 5-6 letnie z pistolecikami... :foch: dramat.. pamiętam jak kiedyś z kolegą wzięliśmy worki na śmieci i napełniliśmy je tak gdzieś 10 litrami wody, i tak idziemy idziemy, ledwo je niesiemy, i nagle widzimy, że idą jakieś dwie 16-17letnie panienki... poszliśmy kawałek za nimi, jeden rzucił z tyłu, drugi z przodu i efekt kilkunastu litrów wody na nich robił piorunujące wrażenie... a jak szybko trzeba było biegać... :lol:

maTyS. 14.12.2008 12:51

Cytat:

Pierwotnie napisane przez AMF (Post 642408)
ja pamiętam jak dostałem koszulkę Borussi Dortmund taką seledynową-oczojebną z nazwiskiem Sammer i wielką 6 na plecach. i najlepsze było jak graliśmy mecze to każdy wybierał sobie kim jest. Baggio, Klinsmann, Romario.
Wiekszość zabaw się tutaj powtarza. u nas "beki" grało się 1 na 1 na całe boisko i kopało tylko ze swojej połowy. oprócz tego "jedno podanie" " król mur" "ciemna noc" na trzepaku.

chodziłem też do kolegi który miał atari? commodore? na kasety, nie można było oddychać żeby się kaseta załadowała, większe emocje temu towarzyszyły niż sama gra

sam miałem pegasusa i u ruskich na placu dokupiłem sobie taki pistolet i kadridże z 1000 gier:):):) do teraz zastanawiam się jak działał ten pistolet że trafiało się kaczki, dyski itd:D

haha tak 1000 gier z czego tak naprawdę było 20 góra a reszta się powtarzała tylko pod inną nazwą były zapisane :rotfl:

takkk skoki z huśtawki zwłaszcza w zimie uwielbiałem,bo było miękkie lądowanie na śniegu :D zawsze miałem obtartą dupę od tych huśtawek i musiałem smarować maściami,ale kto się wtedy takimi rzeczami przejmował ? ważne,że była zabawa !

pamięta ktoś z Was zabawę na rowerach w policjantów i złodziei ?

Kobieta_Wislak 14.12.2008 12:54

Cytat:

Pierwotnie napisane przez ByQ (Post 642454)
(...)
i to nawet wtedy jak Cię właściciel dorwał to nie wzywał policji tylko robił dym i odpuszczał ;d
(...)

dokładnie! mam wrażenie że kiedyś kradnąc truskawki/agrest (bożee jak on smakował :lol:) było się urwisem a w najgorszym wypadku źle wychowanych dzieciakiem, a dzisiaj ...? policja, szkoła, rodzice, ...

co do dyngusa to z perspektywy dziewczyny mniej milej to wspominam heheh te wrzucania do wanny, zaciąganie siłą pod hydrant czy uciekanie przed watahą biegających wiader hehehe dzisiaj pewnie po takim dyngusie pół szkoły/osiedla miałoby anginę i zamknęli by na tydzień szkołę na osiedlu ...

Dive Pirate 14.12.2008 13:16

Cytat:

Pierwotnie napisane przez maTyS. (Post 642469)

pamięta ktoś z Was zabawę na rowerach w policjantów i złodziei ?


Pamięta się na rowerach i na butach :D

Śmingus to była prawdziwa wojna :D cały dzień z wiadrami, rzucanie workami, kondomami z okien na klatce wieżowca. Pompowanie cumli i wrzucanie to odjeżdżającego tramwaju / autobusu / windy :D - prawdziwa masakra :D

sawko 14.12.2008 14:04

ja jestem rocznik 76 ze starej huty, u nas bylo prawie wszystko co zescie napisali powyzej pamietam ze jak sie wyszło z domu i mialo sie przyjsc na obiad to potrafilo sie spoznic nawet 7 godzin i potem w....... ale to bylo nic w porownaniu z pujsciem na obiad i straty kolegów ktorzy mogli byc potem niewiadomo gdzie. Najlepsze zabawy na naszym osiedlu a niebyly tu wymieniane to w zimie KRÓL - lalismy wodą całą górke w ogródku w zimie kilka godzin przed wieczoerm potem jak wszystko zamarzło byla walka o utrzymanie sie na szczycie, KRÓLEm byl ten co stal na gorze i wszystkich spychal/zrzucał w dół no chyba ze go ktos obalił, pozatym granie w gry planszowe albo w karty na strychu tez calymi dniami potrafilismy grac nawet z tego sie liga pierwsza i druga zrobila tyle było chetnych heheheehehehh ale byl;o fajnie

pozdrawiam wszystkich fajny temacik

Ar222 14.12.2008 21:40

A pamiętacie na lekcjach gry w "grzybki" i w "dupę"? :D

A z karcianek "w......." i "kata"?? :-D

Pablo84 14.12.2008 22:05

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Kobieta_Wislaka (Post 642472)
dokładnie! mam wrażenie że kiedyś kradnąc truskawki/agrest (bożee jak on smakował :lol:) było się urwisem a w najgorszym wypadku źle wychowanych dzieciakiem, a dzisiaj ...? policja, szkoła, rodzice, ...

co do dyngusa to z perspektywy dziewczyny mniej milej to wspominam heheh te wrzucania do wanny, zaciąganie siłą pod hydrant czy uciekanie przed watahą biegających wiader hehehe dzisiaj pewnie po takim dyngusie pół szkoły/osiedla miałoby anginę i zamknęli by na tydzień szkołę na osiedlu ...

Dobra już dobra, kobietom to też się bardzo podobało :D , zwłaszcza jak z wiadrem ganiał jakiś koleś, który akurat wpadł kobiecie w oko.

Pamietam też, mode na karteczki.O ****a, ale to był boom :D Czasami trzeba było dać po mordzie bo ktoś nie chciał się wymienić za jakąś unikalną :lol:

maTyS. 14.12.2008 22:24

Cytat:

Pierwotnie napisane przez Pablo84 (Post 642730)
Dobra już dobra, kobietom to też się bardzo podobało :D , zwłaszcza jak z wiadrem ganiał jakiś koleś, który akurat wpadł kobiecie w oko.

Pamietam też, mode na karteczki.O ****a, ale to był boom :D Czasami trzeba było dać po mordzie bo ktoś nie chciał się wymienić za jakąś unikalną :lol:

ja kiedyś taką jedną goniłem po całej ulicy,aż opadła z sił i się poddała :D jako że niedaleko mojego domu jest wiadukt to on był naszym miejscem czatów w śmigusa dyngusa,zrzucanie worków z wodą i oblewanie autobusów to było coś :-p
a moda na karteczki,taaa pamiętam jak miałem segregator i zbierałem,ileż było przy tym kłótni bo ten ma Iglesiasa a ten ma Shakire..haha

zuraw9 14.12.2008 22:24

Pamiętam że później weszły jeszcze karteczki z piłkarzami. Nie było ich zbyt wielu a jedynym znanym był Jurgen Klinsman. Ale kto by sie tam przejmował czy znany czy nie. Ważne było to żeby mieć taki egzemplarz którego koledzy nie mieli:p

AOT 14.12.2008 22:47

Ja tak sie zastanawiam jakie wspomnienia za 10/20 lat będą miały obecne dzieciaki... Ten temat pokazuje, że pokolenie sprzed 1990, ewentualnie jeszcze bardzo wczesne roczniki 90* mają kupe takich fajnych, sympatycznych wspomnień. A to gumy do żucia, a to oranżady, a to gry i zabawy towarzyskie na podwórkach. A dziś ? Spędza się czas przed kompem, rozmowy z kumplami zamiast pod trzepakiem, na boisku czy gdzieśtam, prowadzone są na czatach i gg. Co więcej, nawet najmłodsze dzieciaki obecnie śmigają z komórkami i piszą smsy... A my ? Ja brałem rower BMX i jazda na boisko szkolne. Po drodze obdzwaniało sie kumpli, ale przez domofon albo darłem gębe pod oknem. W lecie cale dnie ciupało sie w piłe, czy chociażby szwędało po okolicy, a czas pójścia na obiad, to najgorsze co mogło sie przytrafić.
Pamiętam też szkolną świetlicę i kolejki do pegazusa, wykładziny z narysowanymi ulicami dla resoraków. Wspominane wyżej karteczki oczywiście też, zwłaszcza te z "Królem Lwem" pamiętam.
Jak nam na osiedlu park zrobili, to w zimie woda zamarzała w takich zagłębieniach, więc i w hokeja można było pograć. Sanki, jabłuszka itp wszystko na czym można było zjeżdżać z górki.
Jednego strasznie żałuję - zawsze na święta jeździłem do babci, więc dyngusowe wojny osiedlowe mnie omijały :(
A dzisiejsze dzieciaki co zapamiętają ? Pokemony, Counter Strike'a i Fife ? Dzwonki na komórkach i szybkość internetu ?

Talent_ts 14.12.2008 22:55

Dobre były dyskoteki o 16 w ~3 klasie podstawówki na korytarzu...
i zasłony na oknach żeby był klimat...
A ta muza...:lol:

South 14.12.2008 23:02

i metr miedzy koleżanka, a ręce na plecach ;)

puszek06 14.12.2008 23:05

jam sławny rocznik 84:D zawsze się mówi "stare dobre czasy" choć wiadomo że raczej nikt by się teraz tam nie przeniósł ale łezka się w oku mi kręci jak czytam temat... zabawy w chowanego,piła,liczne wycieczki do lasku wolskiego czy okolicznych miejscowości. w TV polskie zoo, mania magentovidów i setki filmów akcji z kulotwym rambo czy produkcjami z Chuckiem Norrisem na czele. Lego z pewexu za dolary kupowane na rogu 18 stycznia i racławickiej od cinkciarzy.Na ulicach trabanty,fiaciki,dacie a o korkach wiedziało się że coś takiego jest. mam wrażenie że dzieciaki mieły w tamtych latach nieco więcej wyobraźni, fantazji, samemu trzeba było dużo rzeczy kombinować i spędzać w czas w wakacje i zawsze było coś do roboty. jak trzeba było iśc po kumpla to nie jak dziś komorka tylko darcie pod blokiem z charakterystycznym przeciągniem samogłosek. ... człowiek był młody to się cieszył z byle czego z zachodu - pamietam pierwsze nintendo - dostalem je bodajze w 1992 roku a gry byly z konca lat 80 (amerykańska "konsola" ) - i ciupało się w mario 3 czy czołgi do rana - to był czad, cale turnieje sie robiło.. a na przerwach w szkole pila na korytarzu z piłeczki ping-pongowej lub szalone zabawy...

nie żebym narzekał - teraz mam jak najbardziej ok ale wydaje mi się ze młodsze pokolenia, ludzie którzy mają po 13-15 lat naprawde nie doceniają tego jak było kiedyś, nie wybrażają sobie życia bez telefonu,dzwonków, laptopów,.. może to samo mówiło pokolenie lat 70 jak ja byłem szczylem jednak zawsze miałem wielki szacunek do tego co mam. jak przejeżdzam niekiedy obok jakiś szkol tylko widze dzieciaki z mp 4 na uszach,komorkami,ciuchami modnymi. ... odbitniej to zauwazylem jak teraz koncze studia i mam kontakt już z 1 rokiem na UJ - całkiem inny świat, mentalność...

IndykTSW 14.12.2008 23:10

Cytat:

Pierwotnie napisane przez AOT (Post 642748)
Ja tak sie zastanawiam jakie wspomnienia za 10/20 lat będą miały obecne dzieciaki... Ten temat pokazuje, że pokolenie sprzed 1990, ewentualnie jeszcze bardzo wczesne roczniki 90* mają kupe takich fajnych, sympatycznych wspomnień. A to gumy do żucia, a to oranżady, a to gry i zabawy towarzyskie na podwórkach. A dziś ? Spędza się czas przed kompem, rozmowy z kumplami zamiast pod trzepakiem, na boisku czy gdzieśtam, prowadzone są na czatach i gg. Co więcej, nawet najmłodsze dzieciaki obecnie śmigają z komórkami i piszą smsy... A my ? Ja brałem rower BMX i jazda na boisko szkolne. Po drodze obdzwaniało sie kumpli, ale przez domofon albo darłem gębe pod oknem. W lecie cale dnie ciupało sie w piłe, czy chociażby szwędało po okolicy, a czas pójścia na obiad, to najgorsze co mogło sie przytrafić.
Pamiętam też szkolną świetlicę i kolejki do pegazusa, wykładziny z narysowanymi ulicami dla resoraków. Wspominane wyżej karteczki oczywiście też, zwłaszcza te z "Królem Lwem" pamiętam.
Jak nam na osiedlu park zrobili, to w zimie woda zamarzała w takich zagłębieniach, więc i w hokeja można było pograć. Sanki, jabłuszka itp wszystko na czym można było zjeżdżać z górki.
Jednego strasznie żałuję - zawsze na święta jeździłem do babci, więc dyngusowe wojny osiedlowe mnie omijały :(
A dzisiejsze dzieciaki co zapamiętają ? Pokemony, Counter Strike'a i Fife ? Dzwonki na komórkach i szybkość internetu ?

Święte słowa ja jestem rocznik młody bo rok 1990 ale pierwsza komórke własną miałem dopiero w wieku 14 lat i ogólnie to bawiłem się właśnie tak jak to opisałeś. Mało w domu dużo na podwórku. Nie zapomne jak za blokami był taki duży trawiaty plac, latem stał pusty bo w noge graliśmy w innych miejscach ale zimą była to jedna z głównych "sportowych" aren. :D zawsze czekaliśmy na mróz aby ziemia i kretowiska zamarzły i jesli był śnieg to mieliśmy dodatkowya atrakcję. Dzieliliśmy sie na 2 grupy i walki 4 x 4 lub więcej. Nie zapomnę jak załatwiłem swojego przeciwnika, rzuciłem się na innego aby pomóc koledze i wtedy obok mnie kolega tak upadł na to twarde kretowisko że wylądował u lekarza z podejrzeniem złamanej kości ogonowej. Całe szczęscie tylko się obił. Do dzisiaj uważam że to była największa głupota jaką w swoim życiu robiłem. :)

dostuffca 14.12.2008 23:19

A umie ktoś wytłumaczyć skąd się wzięła moda "na karteczki"? Rozkminialiśmy to ostatnio ze znajomymi w stanie wskazującym na rozkminy właściwe i nie mogliśmy się doszukać "początku". Każdy się wymieniał, każdy zbierał, ale nikt nie wiedział po co, skąd, dlaczego i jakie są :) stare dobre czasy, gdy nie wszystkim jeszcze rządził marketing :)

M.C (nowy kleparz) 14.12.2008 23:24

Cytat:

Pierwotnie napisane przez puszek06 (Post 642755)
Lego z pewexu za dolary kupowane na rogu 18 stycznia i racławickiej od cinkciarzy.

Też pamiętam ten pewex,a drugi jaki pamiętam,to był na ulicy mazowieckiej,przy skrzyżowaniu z świętokrzyską...
Z dzieciństwa pamiętam też wizyte w cyrku,który przyjechał koło błoń,wycieczki do smoczej jamy i ciepłe lody:)

darotsok73 14.12.2008 23:47

Dzieciństwo.. Bez względu na wszystko były to cudowne czasy , przyjaźnie "aż po grób", zuchy, harcerstwo , obozy, kolonie, rajdy, piłka! Jezu, jaki żal jak to wspominam , Kino - dziesiątki razy ! szło się na ten sam film np. Poszukiwacze zaginionej arki, Gwiezdne wojny,Klasztor Schaolin!, W wielu kinach szły koreańskie filmy karate(tytuły tak kretyńskie że wstyd cytować) ,prawie wszędzie były kolejki , pełne sale a pod kinem koniki!. Sprawdzano wiek każdy małolat musiał liczyć się że na film "raczej dla dorosłych" nie wejdzie Jak chciałem iśc do kina a nie było kasy to szło się pod Kijów o 11.00 zająć kolejkę , konik dawał kasę żeby mu kupić a z zysku miałem na swój bilet i jeszcze mi zostawała kasa. Sport? Jak ktoś miał korki to był "bogiem"w piłkę graliśmy wszędzie , w każdych warunkach, nawet w półmetrowym śniegu w butach "podhalankach-relax". Na topie była guma do rzucia Donald , potem Turbo , godzinami łaziło się po Pewexach oglądając "cuda z zachodu dla bogatych", zbierało się kolorowe prospekty, pudełka po fajkach i puszki po piwie!!!Graliśmy w beki, w noże, ciekawe rzeczy(buty, ubrania jakieś fajniejsze agd) kupowało sie na kiermaszach. Wielką atrakcja był np. cyrk ,Jedno wiem na pewno człowiek nigdy sie nie nudził. Można by godzinami o tym wypisywać...

zuraw9 15.12.2008 07:28

Teraz wystarczy że jest przerwa w dostawach prądu i połowa osób w wieku 7-15 lat jest chce popełnić samobójstwo:-/

My przez jakiś czas mieliśmy dziwna modę. Chodziło się po osiedlu od samochodu do samochodu i w zeszyciku zapisywało rejestracje. Później każdy sie chwalił kto ma więcej albo czy trafił na jakąś oryginalną rejestrację. Do dzisiaj nie mogę sobie wyjaśnić w sumie jaki sens ta zabawa miała ale najważniejsze że wtedy się dobrze bawiło.

maTyS. 15.12.2008 10:27

kto by wtedy pomyślał o komputerze telewizorze..każdy wieczorem modlił się przed spaniem aby nazajutrz była ładna pogoda,żeby można było się bawić cały dzień z kolegami.pamiętam,że jak wracałem skądś z rodzicami np. to wjeżdżając już do domu patrzyłem na placyk,czy kogoś nie ma na nim..jak był to serce się radowało wpadałem do domu ubierałem byle jakie spodnie dziurawe brudne koszulkę jariego litmanena z Ajaxu i heja na placyk grać w piłkę,a jak kogoś nie było to tak jak tutaj któryś z Was napisał brałem BMX'a miałem takiego zielonego fajnego :D i jechało się całą okolicę zmawiało kumpli i zabawa ! a teraz chcesz wyjść pokopać nawet na boisko szkolne,napiszesz do jednego ,on nie ma czasu laska,drugi Fifa,trzeci poszedł do Kina,czwarty Aqua Park itp...to były czasy mimo wszystko eh..jak ten czas ucieka :(

saklak1906 15.12.2008 10:47

Ja nie zapomne jak jeszcze jako dziecko chcialem grac w pilke na boisku niedaleko mnie, zrobione w lesie przez miejscowych nawet mialo nazwe.
Ale z powodu wieku nie chcieli z nami grac a dla nas to byl zaszczyt jak im nieraz brakowalo i nas dobierali do skladu w wyjatkowych okazjach.
Potem jak juz osiagnelismy wiek to my przejelismy wladanie po starszyznie.
Jak przychodzila niedziela to nie bylo ze ten do babci tamten do ciotki czy film w telewizji, wszyscy ladowali na boisko i tak od obiadu do zapadnieca zmroku a ze droga byla w poblizu z oswietleniem to i w nocy sie gralo, az matki nie przyszly i nie wygonily do domu.
Teraz jak w Polsce bylem po kilku latach emigracji, mysle podjade z setymetem powspominam stare dobre czasy. Zajaechalem i boiska nie zobaczylem, zaroslo wszystko do stanu z przed 30 lat kiedy to mieszkancy samodzielnie wykarczowali kowalek lasu pod boisko.

W zimie na gorce na przeciwko mojego domu nie mozna bylo znalesc miesca zeby spokojnie zjechac, tyle bylo ludzi na nartach , sankach czy workach.
Ojcowie z dzieciakami, ludzie od 3 lat do 60 tki tak nieraz bywalo.
W tamtym roku kumpel o rok mlodszy dzwoni i mowi ze byl na gorce na nartach tak pojezdzic to mowil ze nie bylo nikogo a na niego patrzyli jak na tredowatego.
Nawet dzieciakow w wieku przedszkolnym na worku nie zobaczyl

Niestety teraz mamy pokolenie pokemonow ktorym wyscie z domu w czasie wolnym nie jest podrodze

mic 15.12.2008 10:55

A grywaliscie z Magie i Miecz ? Pozniej nowsza wersja nazywala sie Magiczny miecz. Zajebista gierka planszowa, siadalo sie z kumplami w 6-7 osob i grywalo nawet po pare dni. Pamietam jak kiedys w wakacje siedlismy to gralismy non stop przez 3 albo 4 dni, w jedna rozgrywke. Oczywiscie przerwa na spanie i obiady ;) To byly czasy :D

avangarda 15.12.2008 11:40

Cytat:

Pierwotnie napisane przez zuraw9 (Post 642795)
My przez jakiś czas mieliśmy dziwna modę. Chodziło się po osiedlu od samochodu do samochodu i w zeszyciku zapisywało rejestracje. Później każdy sie chwalił kto ma więcej albo czy trafił na jakąś oryginalną rejestrację. Do dzisiaj nie mogę sobie wyjaśnić w sumie jaki sens ta zabawa miała ale najważniejsze że wtedy się dobrze bawiło.

Ja miałem podobnie, z tym że z kuzynem mielismy walkie-talkie i jeden drugiemu podawał numery rejestracyjne.

Było takie lato, że razem z ojcem woziliśmy traktorem z przyczepą cegły na budowę. Droga E7, duży ruch, prowadzić nie mogłem to się nudziłem. Liczyłem więc auta, które mijaliśmy. Do dziś pamiętam, że ponad 50% wszystkich aut to były fiaty 126p :)

BTW, kto jeździł traktorem?:D zaje.biste wspomnienie. A ile się człowiek natrudził, żeby 1 wrzucić... Jak kierownica ciężko chodziła... Dzisiejsze dzieci to traktor widzą chyba tylko w książeczkach dla 2-latków o środkach transportu:D

Pytanie do ludzi z ulic Powstańców/Strzelców. Czy mi sie dobrze wydaje, że kiedyś na zieleńcu oddzielającym obie ulice, między czteropiętrowcami obu ulic, stało kiedyś wesołe miasteczko? Czy to mi się tylko śniło...

Dive Pirate 15.12.2008 12:21

Ja grywałem w magie i miecz :D i jeszcze jedna gierkę bodajże Gwiezdny Kupiec.

Kolega parę postów wyżej poruszył temat zbieractwa :D więc oprócz puszek, obrazków z gum do żucia, pudełek po papierosach wymienialiśmy się adresami zachodnich firm + krążyła wersja listu w j. ang. którą każdy przepisywał nie wiedząc o co biega :D Słaliśmy to gdzie popadnie. Szczęśliwcy którzy otrzymali odpowiedz dostawali foldery reklamowe i naklejki coś niesamowitego !! :D

Bieluu 15.12.2008 12:52

Pamiętam te cudowne czasy dzieciństwa. Pierwsza komórka dopiero w 4 klasie liceum. I teraz sobie myślę, że bez tych telefonów chyba było fajniej. Jak coś chciałeś od kumpla to trzeba było ruszyć dupę a nie jeden palec.
W klatce obok miałek kolegę, który miał milion pomysłów na godzinę. I pamiętam jak zawsze pod blokiem je sprawdzaliśmy. A to grochomiot, o to jakaś domowej kosntrukcji petarda itd.
Ale najmilej wspominam wakacje. Jak udało się gdzieś wyjechać. To było coś. A to nad jezioro maluchem przez całą Polskę. A to na wieś gdzieś pod Słowacką granicą. To było czasy. Trochę brakowało osiedlowych kumpli ale potem po powrocie można było wszystko im opowiedzieć. I taki wyjazd był czymś niesamowitym. A teraz? Jakie dziecko ucieszy się z wyjazdu na wieś? Albo, że pozwolą mu traktorem pojeździć? Wtedy człowiek nawet nie myślał, żeby pojechać za granicę. Albo na inny kontynent:) To było piękne czasy.
A pamiętacie takie ciasteczka Be-be (czy jak to się pisało)? Prawdziwy hicior. 500zł kosztowały.
I oczywiście sklejanie modeli. Głównie samolotów. Zawsze zostawały mi zbędne części :)

mcovalski 15.12.2008 13:03

No to moja kolej. Większość przytaczana przez Was jest mi znana i również się bawiliśmy w to.
Ktoś tu mówił o grandach - mieszkam wciąż na tej samej ulicy i mogę powiedzieć na tym przykładzie że pomimo dużej liczby dzieci jeszcze 7 lat temu żadne z nich nie bawiło się tak jak my.
Idąc chronologicznie podchody chowane itp.
U mnie na ulicy jeździło się na "żużlu" rysowało się tor kredą i jazda ( Kontuzji tyle ile w dorosłym Żużlu :) )
następnie boom na kosza i "króle" mecze 1na1 - to było obowiązkowe
Nasz Kosz ( zakupili moi rodzice a że u siebie na ogródku nie było za wiele miejsca na przyjęcie kilku dzieci i walenia bezustannego piłką o beton, przenieśliśmy kosz 30 m od mojego domu i zawiesiliśmy na topoli ( kosz mam namyśli tablicę z obręczą) Parę razy nam z innych osiedli "dzióbnęli" a to obręcz, a to siatkę a to łańcuchy ale generalnie utrzymało się to przez wiele lat. Pech chciał, że nasze codzienne granie najbardziej przeszkadzało stukniętej w dekiel sąsiadce. Wtedy ona wypadał wyzywała nas od kurew (dziewczyny ) i s****ysynów ( nas)i z widłami za nami napieprzała. Radochy było z tym dużo bo nigdy nas nie mogła dogonić więc później prowokowaliśmy ją na różne sposoby. Raz mój starszy brat tak jej zajebał ogryzkiem w pałę że spokoju nie mieliśmy przez 4 godziny a ona jak nie z widłami to z siekierą albo nożem - super było :D
Zabawy w Shawna Kempa tj robienie wsadów na rynnach domu :) itp
Jednym z towarzyszy zabaw był mój bezpośredni sąsiad - pomimo że starszy to straszna z niego ciota była- więc był obiektem naszych ciągłych upustów agresji (kopanie w dumę, nacieranie w trawie twarzy itp). Kiedyś mój obecny szwagier starszy ode mnie o 5 lat wymyślił zabawę w Indian i "kowboi". Oczywiście Indianinem był wspomniany kolega ciotek i na niego padło że to on jest pojmany. Przywiązaliśmy go u szwagra na ogrodzie do Jabłonki. Ten płacze, że mu się nie podoba a szwagier do kuchni po noże i zabawa polegała na tym, że by trafiać obok Indianina. Jak się chłopak popłakał ze strachu to wody jak po największej ulewie. W końcu został uwolniony przez innych czerwonoskórych ( czytaj czerwonych ze złości moich obecnych teściów)
Było pięknie wtedy :)

P.S. I( jeszcze robienie "bolcówek" i strzelanie w co popadnie. Jak kiedyś dostałem w dupsko takim bolcem to ból chyba z tydzień.
Piękne czasy :D

P.S. 2
Sam nie uczestniczyłem ale koledzy z blokowiska obok urządzali też ekstremalne zabawy, takie jak gonitwy po wieżowcu (blok 11 piętrowy). Najgorzej było w piwnicy bo uciekinier mógł się bronić - i ty biegniesz a nagle za drzwi dostajesz deską w pałę, albo uciekali przez włazy na dach i tam się gonili ( 20-30 metrów nad ziemią)!! Jeden o mało nie zleciał, bo się potknął o piorunochron ale całe szczęście że się go złapał i mu koledzy pomogli się pozbierać :)

Ni_Ma 15.12.2008 14:08

Cytat:

Pierwotnie napisane przez siara (Post 642407)
wstyd się przyznac ale,.,...też skakałem w tę gumę....Visolvit, Vibovit namiętnie wkuszałem,
Zmyskł hanmdlowy do stania w PRL-owskich kolejkach miałem.
Kupić papier toaletowy czy culier to dla mnie była pestka...


:-D e tam spoko, od nas z klasy też chłopaki skakały.
Co do vibovitu tak to racja , on miał taki jasno-żólty kolor fee :) zresztą do tej pory ma taki! Tylko teraz wielosmakowy jest, takie ulepszenia :)
A ja tez nastałam się w kolejkaćh bo stałysmy z Mamą na dwie kolejki a mama czasem to nawet na trzy, tu zajeła kolejkę, tam mnie postawiła, tam sama staneła..... kurde musiała kombinować jak każdy :)

Jeszcze pamiętam taka grę w "państwa" - pamięta ktoś? Rysowało się koło na ziemi i dzielilo na państwa i potem rzucało się kamieniem i cos tam się obcinało?... cholercia nie pamiętam dokładnie jakie były zasady...

AYALA 15.12.2008 14:20

dzisiaj jak wypije sobie piwko z puszki to puszke wyrzucam a kiedyś za komuny ludzie tymi puszkami dekorowali sobie pokoje.Dziś jak by ktoś udekorował sobie segment w puszki to by go za świra mieli albo za alkoholika co najmniej

Above 15.12.2008 14:54

Apropo dyngusa to mnie nawet kiedyś pokazali w Kronice jak śmigam z kumplami w strone tramwaju z wiadrami wody :lol:
Rzeczywiście nawet patrząc przez pryzmat głupiego dyngusa. Kiedyś to było już tydzień przed ustawianie sie o gdzie i o której sie zbieramy na osiedlu. I cały dzień (mniej więcej od 9 do 20) latało sie i lało wodą po ludziach/tramwajach/samochodach/innych ruszających sie obiektach ;)
A teraz? Przyjdzie śmigus i co... Nie ma już dzieciarni z wiadrami "pod spółdzielnią".

Cytat:

Pierwotnie napisane przez AOT (Post 642748)
A dzisiejsze dzieciaki co zapamiętają ? Pokemony, Counter Strike'a i Fife ? Dzwonki na komórkach i szybkość internetu ?

Nic nie zapamiętają.
Stracone pokolenie.

IndykTSW 15.12.2008 15:48

U mnie w Skalbmierzu na rynku jest hydrant. Chce nawiązać do dyngusa. Zawsze rano zbiórka pod hydrantem każdy ze swoim wiaderkiem i jazda. Rynek był cały mokry, starsi na młodszych i po kolei jak ktoś z kościoła zapędził się na rynek ;) nie zapomnę jak starsi kumple jeździli w nysce i u fotografa jakaś młoda para szukała na wystawie swoich zdjęc. I wtedy podjechała niebieska nyska...więcej pisac nie muszę, leżałem pod ławką i nie mogłem sie powstrzymać ze śmiechu. Piękne czasy :P

saklak1906 15.12.2008 16:26

Prima aprilis byl u nas priorytetem, to co sie dzialo to przechodzi ludzkie pojecie cosmy nieraz wyprawiali majac juz dwadziescia a nawet wiecej lat.
Najlepszym numerem kiedykolwiek nam wyszedl to bylo wyniesienie ksiedzu z garazu malczka i postawienie go na schodach od szkoly oddalonej o 300 m i pokonaniu ze 20 schodow. Ubaw ludziska mielu po pachy bo i ksiedza za bardzo nie lubili.

Ale kumpel i tak przebiw wszystkich i wszystko, siostra mezatka go cos w....a no to postanowil jej wymalowac wszystkie okna farba ale zeby bylo zabawniej a mial klucze do domu to jej jeszcze od srodka wymalowal ale on jest jedyny w swoim rodzaju.

Orlow bylo co nie miara do tej pory nie wiemy kto bramke dyrektorki szkoly wciagna na topole zreszta przy szkole, ta topola niska nie byla.

Teraz to zanikolo no chyba ze chlopaki sie zjada z zagranicznych wojazy w tym okresie to cos wymysla.


Smingus dyngus to byl obowiazek, zaczynalo sie go juz przewaznie na rekolekcjach przed swiatecznych.
Ale i tak nic nie przebije jednego smingusa dyngusa, kumpel strazk podpiepszyl komendantowi klucze do remizy a ze byla przy kosciele to sie zaczelo zaraz po mszy z wezem od chydrantu nikt kto szedl piechota a ludzie daleko nie maja a i ze byla ladna pogoda to prawie wiekszosc mieszkancow zmoklabo byla piechota.

Potem zaczely sie wojaze po domach, gdzie laski tam i my, wiekszosc sie obazila na nas bo musaly sie przebierac wiele razy. Tylko jedna sie nie obrazila wrecz byla dumna z siebie i nas, znaczy sie babcia kolezanki po 60. Stwierdzial ze jak dlugo zyje to nigdy nie miala lepszego dyngusa.

Na koniec trafil sie kumpel z dziewczyna i jej trzema siostrami, fajne laseczki to trzeba oblac tylko byl problem bo nie chcialy wysc z samochodu. A ze to ten co pomalowas siostrze okna od srodka to se zaczelo.
Pod pozorem kupna fajek wyszedl z samochody ale drzwi zamkna, wchodzi do knajpy i mowi ze jak sa chetni zeby je oblac to niech biora wiadra, a ze bylo sporo chetnych to okrazyli auto w koleczku staneli. Te zadowolone bo w srodku to im nic nie grozi to uchachane po uszy. A tu nagle drzwi sie otwieraja( widok ich min bezcenny, nie wyszly ale to nie bylo przeszkoda. Tyle wody w skodzie naszczescie starej to ja jeszcze nigdy nie widzialem.


Co ja bym dal zeby moc cofnac sie do tych czasow, jak tak nieraz z kumplem przy piwie wspominamy to az sie lepiej na sercu robi

puszek06 15.12.2008 16:26

Cytat:

Pierwotnie napisane przez mic (Post 642812)
A grywaliscie z Magie i Miecz ? Pozniej nowsza wersja nazywala sie Magiczny miecz. Zajebista gierka planszowa, siadalo sie z kumplami w 6-7 osob i grywalo nawet po pare dni. Pamietam jak kiedys w wakacje siedlismy to gralismy non stop przez 3 albo 4 dni, w jedna rozgrywke. Oczywiscie przerwa na spanie i obiady ;) To byly czasy :D


OOOO dobrze prawisz! w ten weekend wybrałem się z ziomkami w góry. Kumpela wzieła "magiczny miecz" - generalnie to samo tylko różni się paroma drobiazgami jak kręgi czy nazwy np zamista "przygoda" jest "zdarzenie" itd... gdy usiedlismy do gry(4 pary) wróciły mi wspomnienia przegranych godzin, ten klimat- za oknem deszcz czy snieg a tu sie grywa i świata nie widzi. jeszcze miałem częsci "w kosmicznej odchłani" "miasto" oraz "podziemia" (chyba była jeszcze jakas czy mi sie zdaje?) gra idealna spędzania długich wieczorów, ma też walory towrzyskie i działa na wyobraźnie... - ale teraz playstation rzadzi i ludzie zamiast spedzać czas z rodzina(bede to z dziecmi sowimi gral jak się och dorobie na bank) wola przed moniotrem tkwić.. człowiek iedy potrafił cieszyć mordę z durnego chińczyka..

piter116 15.12.2008 16:52

Panowie, a sękacze toruńskie pamiętacie :) ?
Nie wiem czy można je jeszcze w sklepach spotkać. Kiedyś to był istny rarytas.

Nitrox 15.12.2008 17:38

Cytat:

Pierwotnie napisane przez piter116 (Post 642926)
Panowie, a sękacze toruńskie pamiętacie :) ?
Nie wiem czy można je jeszcze w sklepach spotkać. Kiedyś to był istny rarytas.

Jasne, że można czasami są w sklepach sieci lewiatan, żabka, również często można je spotkać w sklepach na wsiach :) Jak tylko je widze to odrazu kupuje i sie rokoszuje smakiem :)

Kobieta_Wislak 15.12.2008 17:43

to takie strasznie słodkie było, nie? taki krem miało w środku tłusty i gęsty ?! fuj :)
ja za to uwielbiałam andruty - ale te jak opłatek (nie wafle) - takie cieniutkie i słodziutkie były i jak mi się chciało to wycinałam sobie (metalową nakrętką od wódki) :D opłatki i się w kościół człowiek bawił heheehe
a jeszcze w temacie słodyczy to najlepsza czekolada jaką jadłam w życiu to jak mój ojciec raz na jakiś czas (jak zdobył mleko w proszku i kakao) robił czekoladę taką domową - jezuuniu - pycha, prawie nigdy nie doczekała momentu wystygnięcia hehehe albo cukierki z cukru, wody i kakao - na patelni robione ...

I też bywały dni w domu, że: czajnik, dużo rurek i sąsiad z ojcem w kuchni - i zakaz wjazdu do kuchni dzieciakom póki nie skończą :D

fcz1985 15.12.2008 18:28

i tradycja jak każdy w domu pędził bimber znaczy się winko swojej roboty... u wujka kiedyś eksplodowało w szafie... oj było zło:-D

AMF 15.12.2008 18:31

a pamiętacie takie styropianowe modele samolocików do składania? 10 000 zł chyba kosztowały. przezajebiasta zabawa:)

miałem u babci taki mały samochodzik z napędem pedałowy-nożnym. metalowy żółty kabriolet:) po całej wsi się jeździło... pamiętam że wjechałem kiedyś pod ławkę na placu i niestety się szybka zbiła. mama mówi że kilka dni płakałem:)


Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 11:47.

Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl