![]() |
A rzucał ktoś z Was jajkami z 4 piętra :D?
|
Cytat:
|
Cytat:
|
Cytat:
|
Pamiętam dwie rzeczy-można je określić mianem pochodnych, zmilitaryzowanych:D
1) Rakiety z zakrętek po wódce. Wydłubywało się to styropianowe denko w zakrętce, nasypywało saletry do środka i wkładało na miejsce, zaginając końce zakrętki. Potem robiło się trzy dziurki a dziurki wkładało zapałki. Tak ustawioną rakietę odpalało się obserwując (często) wysooki lot. 2) Granaty zaczepne ze słoika i ziemniaka. Do słoja wrzucało się duży ziemniak i zakręcało szczelnie. Po kilku tygodniach granat był już "uzbrojony":P trzeba było uważać bo wybuch potrafił razić odłamkami na kilka metrów. Jak kolega miotnął raz granatem do piwnicy to szkło aż powbijało się w drewniane drzwi naokoło. Z głupszych zabaw to pamiętam jeszcze zapychanie rur wydechowych ziemniakami, kamieniami i innym syfem. Ale głupi wtedy człowiek był:) W SP to wszyscy grali w Syfa:) |
Cytat:
A propos "śmingusa", kiedys to one były fajne.Wynosiło się na osiedle wanne i wrzucało do niej niewiasty przy okazji panienke się fajnie obmacało po roznyc czesciach ciala, niby to "przez przypdek" :-P, a teraz... raz, że nie wypada, po drugie, już nikomu się nie chce. |
nie mam ****a broni:D , tak mnie najszlo , ogladajac po raz setny psy - kto by pomyslal ze po 16 latach to bedzie nadal najlepszy sensacyjny film made in poland.
|
najlepszy temat na tym forum..autorowi polac wodki :-)
bylo tego troche matchboxy (nie pamietam jak to sie pisze o te resoraki chodzilo, klocki lego tez zreszta) granie w siatke na trzepaku... jesli chodzi o to co wczesniej piszecie to my gralismy tak ze kto najmniej kapek zrobil to stawal na bramce a reszta grala tak ze mozna bylo raz dotknac pile (chyba ze w powietrzu to wiecej :p ) i strzelalo sie tylko z glowki...pozniej karne i biegi dookola stacji trafo heh oranzada w torebkach i rurki do tego (twardziele pili bez) granie przed blokiem na placu zabaw... ile to razy pila wpadla na balkon heh wykopanie dziur i checi zaszadzenia tam drzewk hehe przez jakiegos spoleczniaka w celu zakazu nam gry w pilke... powrot z meczu a tu niespodzinka i boisko zniszczone.. szybka decyzja transport ziemi i morawa jak nowa... Orlik 1994 ? hehe bylo tego tyle ze az trudno przypomniec wszystko... lazenie po dzialkach na grande, koszulki zagranicznych klubow heh jazde w zimie na sankach albo na butach z samej gory a teraz jak jest snieg patrzac przez okno widac kilka osob na sanka a gdzie reszta ? internet to zlo heh jak cos sobie przypomne to dopisze pozdro |
Cytat:
Tak pozatym to tylko pilka sie liczyla przez dlugi czas, mecze na terenach Wawelu, przeciwko roznym ekipom z Azorow(mieli spoko ekipe lomot zazwyczaj zbieralismy, bo wiekszosc z nich i tak na Wawelu gralu w pilke nozna), Lobzowa lub tez wypady na mecze na Akademiki na Armii Krajowej. W zimie to sanki najlepiej park Jordana lub tez calo dniowe wypady na Kasztanowa na Wole, tam to bylo dopiero zjazdy tylko czasem trza bylo uwazac na ten sklep/resteruacje co tam byla juz nie pametam co to bylo nawet. Procz tego jeszcze BMX tez byly bardzo popularne za mojich czasow tzn wszyscy chcieli miec i wypady na Wilcze Doly ktore byly czasem dosc ostre bo sie wracalo roznymi potluczenami ale jakos nigdy nic nie zlamelem. Tak samo deskorolki byly popularne, skanie przez rozne przeszkody tak jak studzienki, krawezniki i inne dyrdymaly. A smingus to bylo jeszcze cos, zapomanilem napisac. Wtedy nie wazne ze bylo zimno wazne ze jakis kaloryfer byl pod reka zeby troche przeschnac i dalej pacyfikacja roznych miejsc, autobusy, tramwaje oraz oczekiwane na policje z workami z woda. |
U nas popularne były mecze "blokowe" czyli jeden blok na drugi, albo "osiedlowe" i jak się udało załapać do takiej reprezentacji to dla 7-latka było jak powołanie do gry z orzełkiem na piersi. Stres, przygotowania:-D
a teraz co? Boisko zarośnięte stoi:foch: |
|
Ta... rzeczywiscie kupe tam akcji z lat 90-tych
|
pamietam też takie napoje w butelkach o nazwie Herbawit.Słodkie były jak diabli, wtedy była modna teoria że "cukier krzepi" i jest zdrowy.A jaka radoche miałem rzucili do sklepu takie butelki z pomarańczowym napojem z "Igloopolu" o nazwie Ptyś.Pamietam że ciężko było je dostac bo niezawsze były.
Ogólnie wędliny były znacznie zmaczniejsze bo nie kantowali jak teraz że dodaja solanke itp. i z kilograma miesa robią 2 albo 3. Mimo że wielu produktów żywieniowych nie mozna było dostac to jednak uważam że były one wtedy znacznie bardziej smaczniejsze niż te obecne gdzie nawalą chemii, konserwantów. |
Co do napojów, to nr.1 była orenżada o nazwie "KAC" sprzedawana w osiedlowym warzywniaku:-)
http://docs.google.com/EmbedSlidesho...r74_25fs46kfgw |
Owszem. Jestem urodzony nieco po obaleniu tego gówna, ale pamiętam szklaną Pepsi albo Coca- Cole z lodówki- smak marzenie. Nie to co teraz..... :/
|
Cytat:
wstyd się przyznac ale,.,...też skakałem w tę gumę....Visolvit, Vibovit namiętnie wkuszałem, Zmyskł hanmdlowy do stania w PRL-owskich kolejkach miałem. Kupić papier toaletowy czy culier to dla mnie była pestka... |
ja pamiętam jak dostałem koszulkę Borussi Dortmund taką seledynową-oczojebną z nazwiskiem Sammer i wielką 6 na plecach. i najlepsze było jak graliśmy mecze to każdy wybierał sobie kim jest. Baggio, Klinsmann, Romario.
Wiekszość zabaw się tutaj powtarza. u nas "beki" grało się 1 na 1 na całe boisko i kopało tylko ze swojej połowy. oprócz tego "jedno podanie" " król mur" "ciemna noc" na trzepaku. chodziłem też do kolegi który miał atari? commodore? na kasety, nie można było oddychać żeby się kaseta załadowała, większe emocje temu towarzyszyły niż sama gra sam miałem pegasusa i u ruskich na placu dokupiłem sobie taki pistolet i kadridże z 1000 gier:):):) do teraz zastanawiam się jak działał ten pistolet że trafiało się kaczki, dyski itd:D |
Cytat:
Z drugiej strony można też dac dziecku na imię Pachomiusz wyrzucić z domu telewizor i komputer i sprawić, ze będzie tak wyjątkowy, ze nawet kolegów miał nie będzie :D |
Chociaż urodziłem się w roku obalenia komunizmu, to nie obce mi są te zabawy. Gra która nazywacie 'jednym podaniem" u mnie na podwórku nazywała się inaczej, ale nie wiem czy mogę podać tą nazwę z uwagi na sąsiadki z drugiej strony błoń (jeszcze potraktują to jako objaw antysemityzmu, więc napisze w cudzysłowie "żyd".
|
Mleko i kefir (butelka z zielonym kapselkiem) roznoszone przez mleczarzy - bezcenne !!
Teraz sprzedają jakieś siury. Oprócz wyżej wymienionych często graliśmy w dziurę - należało umieścić piłkę w obmurowanym oknie od piwnicy, najczęściej w szkole w jednym ruchu, można było kapkować. Walki z chrabąszczami majowymi też było dobre :D Proce, rowery, kolarzyki, gra w dołek, gra w noża, palenie traw, prasowanie pieniędzy na torach, wjeżdżanie na rowerach do bagier - kto dalej wjedzie :D często nie można było znaleźć roweru. w zimie ślizgawka i tarpaty lub tarabaje rzucanie kulkami kto wyżej dorzuci. Pamiętam też jak oddawałem butelki do skupu za które kupowałem żołnierzyki :D To były czasy nie to co biedne omamione komputerami dzieci teraz. |
Huciarze pamietają globusy na placach zabaw? Takie wielkie konstrukcje na ktore mozna było włazić i się po nich ganiać? Bo "kumaci" wszystko polikwidowali "w trosce o dzieci" i teraz to jakieś buble na placach zabaw stoją...
|
Dodam jeszcze wymienione prze kolegę drabinki i skoki z huśtawek kto dalej, wyciskanie z karuzeli maksa.
W piaskownicy natomiast organizowaliśmy walki na koniach - tzn jeden zawodnik robił za konia drugi właził mu na plecy i walczyliśmy z drugą parą :D do momentu przewrócenia jednego teamu :D |
Pamiętam jak u mnie na osiedlu był plac zabaw i była taka wyjebana huśtawka :D jesienią - wrzesień/październik, zbieraliśmy liście i usypywaliśmy z nich wielką kupę tak z 3-5 metrów od huśtawki... Jeden stawał na jej oparciu, drugi siadał. Ten co stał rozhuśtywał i kiedy osiągało się odpowiedni pułap było ... HOP ! I leciałeś tak z 3 metry nad ziemią i w liście... :D ale się poobijanym wracało. Oczywiście jakieś 4-5 lat temu ją zlikwidowano... ;/ i dano koniki na sprężynach, na których co najwyżej można się zrzygać, bo są tak beznadziejne.. ;/
Ktoś wyżej wspomniał o pistolecie do Pegasusa :D hahahaha... pamiętam jak miałem jakoś 3 latka. Pisało się listy do św.Mikołaja ;> i umieściłem tam właśnie Pegasusa i żeby był pistolet :lol: no i jakież było zdziwienie jak Pegasus był... i pistolet też... i też nadal nie wiem jak to działało, co to była za moc ? :D no i Mario , czołgi, kaczki i inne fify 96, czy samoloty... Nieraz też ojciec kupował browary czy mleko czy ciul wie co jeszcze i też właśnie się oddawało butelki za 30-35 groszy :) Później lody Lulek za 30 groszy :lol: jakie to było dobre i ile w tym było syfu a zjadało się nieraz i po 5-6 dziennie... |
A jak sie w wakacje na grandy chodziło na brzoskwinie/papierówki/agresty na okoliczne działki czy tez przez jakieś ogrodzenia domków jednorodzinnych? To były akcje ;] i to nawet wtedy jak Cię właściciel dorwał to nie wzywał policji tylko robił dym i odpuszczał ;d
A w smigusa dingusa u mnie na dzielnicy dopiero była wojna, mniejsze osiedla czy tam rejony sie zbierały ekipami i robiły wjazdy na inne. Zostawiało się na czatach młodszych i szło sie atakować inne osiedle ;] I nie było jazd że chłopy sie zaczynały napierniczac tylko walka trwała dopóki była woda ;] A no i się jeszcze robiło zawody kto dalej z huśtawki skoczy ;] |
Cytat:
|
Cytat:
takkk skoki z huśtawki zwłaszcza w zimie uwielbiałem,bo było miękkie lądowanie na śniegu :D zawsze miałem obtartą dupę od tych huśtawek i musiałem smarować maściami,ale kto się wtedy takimi rzeczami przejmował ? ważne,że była zabawa ! pamięta ktoś z Was zabawę na rowerach w policjantów i złodziei ? |
Cytat:
co do dyngusa to z perspektywy dziewczyny mniej milej to wspominam heheh te wrzucania do wanny, zaciąganie siłą pod hydrant czy uciekanie przed watahą biegających wiader hehehe dzisiaj pewnie po takim dyngusie pół szkoły/osiedla miałoby anginę i zamknęli by na tydzień szkołę na osiedlu ... |
Cytat:
Pamięta się na rowerach i na butach :D Śmingus to była prawdziwa wojna :D cały dzień z wiadrami, rzucanie workami, kondomami z okien na klatce wieżowca. Pompowanie cumli i wrzucanie to odjeżdżającego tramwaju / autobusu / windy :D - prawdziwa masakra :D |
ja jestem rocznik 76 ze starej huty, u nas bylo prawie wszystko co zescie napisali powyzej pamietam ze jak sie wyszło z domu i mialo sie przyjsc na obiad to potrafilo sie spoznic nawet 7 godzin i potem w....... ale to bylo nic w porownaniu z pujsciem na obiad i straty kolegów ktorzy mogli byc potem niewiadomo gdzie. Najlepsze zabawy na naszym osiedlu a niebyly tu wymieniane to w zimie KRÓL - lalismy wodą całą górke w ogródku w zimie kilka godzin przed wieczoerm potem jak wszystko zamarzło byla walka o utrzymanie sie na szczycie, KRÓLEm byl ten co stal na gorze i wszystkich spychal/zrzucał w dół no chyba ze go ktos obalił, pozatym granie w gry planszowe albo w karty na strychu tez calymi dniami potrafilismy grac nawet z tego sie liga pierwsza i druga zrobila tyle było chetnych heheheehehehh ale byl;o fajnie
pozdrawiam wszystkich fajny temacik |
A pamiętacie na lekcjach gry w "grzybki" i w "dupę"? :D
A z karcianek "w......." i "kata"?? :-D |
| Wszystkie daty podane są w GMT +1. Aktualna godzina to 12:45. |
Zasilane przez vBulletin v. 3.8.7. Copyright © 2000 - 2026, Jelsoft Enterprises Ltd.
© 1998 - 2023 forumwisly.pl